Mocnym echem odbił się w poprzednim tygodniu wywiad promotora Poole Pirates Matta Forda, w którym na łamach „Speedway Star” za obecny kryzys angielskiego speedwaya obwiniał on głównie polski żużel oraz byłych angielskich promotorów, którzy przed dekadami zarabiali, a nie inwestowali w przyszłość swoich klubów. Do zarzutów Forda odniósł się znany dziennikarz, Tony McDonald.

– Ford ma absolutną rację. Anglia nie może nawet marzyć o rywalizacji z niewiarygodnymi sumami, które hojnie wydają Polacy na zawodników PGE Ekstraligi, finansowanej głównie z oszałamiających kontraktów telewizyjnych, sponsorów i znacznego wsparcia lokalnych władz. Nie udawajmy jednak, że ogrom problemów, które nękają brytyjski żużel przez prawie pół wieku jest spowodowany dominacją Polski na świecie od początku lat 90. – pisze Tony McDonald. 

Dziennikarz jasno precyzuje co stało się z pieniędzmi, które angielscy promotorzy od końca lat 90. otrzymywali ze sprzedaży praw telewizyjnych od stacji Sky Sports. Dodaje też, że wiele kłopotów, z którymi mierzą się Brytyjczycy wynika z regulaminów panujących w rozgrywkach na Wyspach.

Żużel. CBA weszło do Unii Tarnów! Przeszukano mieszkania działaczy klubu! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Anioły w komplecie! PRES Toruń już śmiga w Hiszpanii! – PoBandzie – Portal Sportowy

– Jaką różnicę tak naprawdę zrobiłaby umowa telewizyjna? Promotorzy otrzymywali przecież dochody z telewizji od czasu pierwszej umowy ze Sky Sports w 1999 roku, ale gdzie podziały się te pieniądze? Głównie powędrowały do kieszeni zawodników, a co za tym idzie tunerów silników. Z pewnością nie wydano ich na obiekty ani na program rozwoju młodzieży, któremu wielu szefów wciąż niechętnie deklaruje swoje poparcie. Złotówki krążące w polskim żużlu nie są powodem, dla którego brytyjski speedway wciąż pogrążony jest w swoich kłopotach. Absurdalnej przesadzie z gościnnymi występami czy bezsensownym dublowaniem składów. Polski żużel nie jest też winny wiecznemu chaosowi w kalendarzu, długich przerwach między spotkaniami, złemu przygotowaniu torów, limitów punktowych i średnich, które tłumią – a czasem kończą kariery młodych Brytyjczyków. Z pewnością nie jest winą Polski również to, że brytyjski speedway przez dziesięciolecia nie miał długofalowej strategii. Nie martwcie się więc malejącą liczbą gwiazd Grand Prix w lidze i kontraktem telewizyjnym. To niedobór zawodników w Wielkiej Brytanii leży u podstaw wielu długoterminowych problemów brytyjskiego żużla – dodaje stanowczo McDonald.

Dziennikarz Speedway Star nie do końca zgadza się również z tezą Forda, że byli promotorzy „przejadali” pieniądze zamiast inwestować i kupować stadiony.

Żużel. Chcieli mieć… drugi Narodowy w Lublinie! W Motorze liczyli na wielki stadion – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Janowski jak Woffinden? „Skuteczny nie tam gdzie trzeba” – PoBandzie – Portal Sportowy

– Wielu promotorów wytrwało na stadionach wielofunkcyjnych. W wielu przypadkach promotorzy żużla byli najmniej dochodowym najemcą, dzieląc stadion z wyścigami samochodów i psów. Wiele uznanych obiektów było przekazywanych z pokolenia na pokolenie. To młodsze nie było wierzyło ślepo w nasz sport i sprzedawało ziemię deweloperom mieszkaniowym i przemysłowym, krążącym jak sępy – wylicza.

– Niezliczoną ilość razy promotorzy ledwo wiążący koniec z końcem targowali się z właścicielami stadionów o podwyżki czynszu o 100 funtów lub mniej za spotkanie. Fakt, że rodzina Dugard nadal jest właścicielem Arlington nie przywrócił Eastbourne Eagles do życia, prawda? Dlaczego? Ponieważ brytyjski speedway wkopał się w bezdenną dziurę, polegającej na starzejącej się bazie kibiców. Nie zwalajmy winy na Polskę. Spójrzmy w lustro – podsumowuje Tony McDonald.