Josh Pickering zaliczył roczna przygodę w ekipie Fogo Unii Leszno. Australijczyk szybko zyskał uznanie wśród kibiców, ale był najsłabszym z seniorów i władze klubu po awansie zdecydowały się go wymienić. „Picko” przyznał, że miał spory problem z jedną kwestią, a konkretnie swoim numerem startowym.
Za Pickeringiem jest świetny sezon na Wyspach. Kibice i działacze Byków liczyli też, że wejdzie on na wyższy poziom w Metalkas 2. Ekstralidze. Wynik ciągnęli jednak inni zawodnicy. Choć nie był to zły sezon dla Australijczyka, to pokazał on zdecydowanie za mało, aby utrzymać miejsce w składzie.
Co ciekawe, Pickering przyznał, że niezbyt pasował mu numer startowy, z którym najczęściej ścigał się dla Byków.
– Później zorientowałem się, że numer, z którym byłem wystawiany zdecydowanie mi nie pomagał. Zaczynałem z czwartego pola w pierwszym wyścigu i jechałem po pracach torowych. W Polsce, kiedy jadą w południe, nie boją się używać polewaczki – tłumaczy Australijczyk dla Speedway Stara.
– Myślę więc, że zdecydowanie mogliby mi trochę pomóc, wystawiając mnie do wyścigów, w których zewnętrzna linia była już dostępna. Wtedy mógłbym nabrać prędkości i naprawdę ścigać się na moim motocyklu. Jeśli spojrzeć na punkty, które zdobyłem, to gdyby tylko to zmienić i zdobyłbym dwa punkty w pierwszym wyścigu zamiast przyjeżdżać na ostatnim miejscu, to miałbym około 160 punktów – dodaje 29-latek.
Australijczyk wciąż jest w gronie tych zawodników, którzy nie mają klubu w Polsce na sezon 2026. Pickering cierpliwie czeka na nowego pracodawcę. Jest on również w gronie żużlowców, którzy odpuścili ściganie w indywidualnych mistrzostwach Australii. Dlaczego się na to zdecydował.
– Pod względem finansowym nie jest to zbyt opłacalne. Gdyby pierwsza piątka nadal kwalifikowała się do Grand Prix, z pewnością byłbym zainteresowany zmaganiami w mistrzostwach Australii. Jednak trudno jest znaleźć się w pierwszej dwójce. Nie akceptuję porażki, po prostu jestem realistą. Mamy prawdopodobnie najsilniejsze mistrzostwa krajowe na świecie i trzeba mieć trochę szczęścia, a także wszystko musi się ułożyć w idealny sposób w dniu zawodów – wyjaśnia Pickering.
– Od 2015 roku ścigam się w każdym styczniu i nie mogę się zrelaksować w Boże Narodzenie. Podobnie jak wielu innych zawodników, w Nowy Rok zawsze jestem w busie, więc w Sylwestra nigdy nic nie robię. Przez ostatnie 10 lat nie miałem życia w okresie świąt Bożego Narodzenia, więc myślę o tym, żeby może po prostu zrobić krok w tył. Być może to nieco rozbudzi moją motywację przed następnym rokiem – podsumowuje Australijczyk.












Żużel. Będzie starcie największych gwiazd! Stal ogłasza!
Żużel. Mają… czterech liderów? Trener mówi, czego trzeba do awansu
Żużel. Start w lidze niezagrożony. Mówi o składzie drużyny
Żużel. Duże zmiany w SEC! Więcej miejsc do wywalczenia na torze
Żużel. Stal strzela sobie w kolano? Paluch zaskoczył!
Żużel. Nad tym pracuje Holder. To da mu mistrzostwo świata?