Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Zanim w niedzielę po raz pierwszy zawyją motocykle i zapadną rozstrzygnięcia w fazie play off najlepszej żużlowej ligi świata, sprawdźmy, jak toczyły się losy drużyn w przeszłości i z którego miejsca najbardziej „opłaca” się atakować złoto. Jak się okazuje – można je zdobyć zarówno z pierwszego, jak i z czwartego miejsca po rundzie zasadniczej.

 

Bierzemy pod uwagę te lata, gdy play-off odbywał się w takiej formie jak obecnie, czyli czterech zespołów, które walczą ze sobą w półfinale. Ta rywalizacja odbędzie się po raz 16 (lata 1996-1999, 2005-2006 i od 2012 do dziś) . Aż jedenastokrotnie mistrzem Polski zostawał zwycięzca fazy zasadniczej, dwukrotnie drużyny z drugiego i trzeciego miejsca, a raz ta, która przystępowała do decydujących spotkań z czwartej pozycji.

Weźmy pod lupę właśnie tę jedyną sytuację, kiedy tytuł zdobył zespół startujący z czwartego miejsca. Była to… Unia Leszno, co może być dobrym prognostykiem dla tegorocznej ekipy Piotra Barona, która dziś również jest w tej samej sytuacji przed fazą play-off. Sezon 2017, bo o nim mowa, przyniósł niesamowity ścisk w tabeli rundy zasadniczej. Zwycięzcę tej fazy, czyli zielonogórski Falubaz i wspomnianą Unię dzieliły zaledwie dwa punkty. Lesznianie mistrzostwo zdobyli przede wszystkim dwoma remisami na wyjazdach: najpierw w półfinale w Zielonej Górze, a potem w decydujacym starciu we Wrocławiu. Co również może napawać nadzieją, liderami tamtej ekipy byli zawodnicy, którzy i dziś mogą stać się liderami obrońców tytułu: Piotr Pawlicki i Janusz Kołodziej.

Praktycznie zawsze również, co jest dobrą wróżbą dla Betardu Sparty Wrocław, lider rundy zasadniczej kończył sezon z medalem. Dwa niechlubne wyjątki, to wspomniany już szalony wrzesień 2017 roku, gdy Falubaz po porażce z Unią w meczach o trzecie miejsce mierzył się z lokalnym rywalem z Gorzowa i przegrał dwa razy, nawet u siebie. Aby odnaleźć pierwszy taki przypadek trzeba się cofnąć do roku 1999. Polonia Bydgoszcz po zwycięstwie w rundzie zasadniczej pewnie pokonała w pierwszym meczu półfinałowym we Wrocławiu miejscowy Atlas 50:40. Ich siła polegała opierała się głównie na dwóch krajowych liderach: Tomaszu Gollobie, walczącym o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata oraz Piotrze Protasiewiczu. O tym, że ci dwaj za sobą nie przepadali wiedział wtedy każdy kibic speedwaya nad Wisłą. Pech chciał, że obaj upadku w Złotym Kasku we Wrocławiu, który odbywał się dzień przed rewanżowym spotkaniem z Atlasem. Urazy wykluczyły ich ze startów do końca sezonu, a Polonia przegrała u siebie 36:53, następnie dwukrotnie z Lotos-Wybrzeżem Gdańsk i w efekcie została z niczym, mimo pozycji faworyta do tytułu.

Czego uczą te historie? Przede wszystkim tego, żebyśmy nie rozdawali medali zanim żużlowcy wyjadą na tor. W porządku, historia mówi o tym, że pozycja lidera przed decydującymi meczami to spory komfort, jednak mistrzostwo trzeba sobie wywalczyć. I dopóki warczą motory, każdy może je zgarnąć. A my, postronni kibice, liczymy że ktokolwiek go nie zdobędzie, to play-offy zapamiętamy na długo!