Artur Mroczka. FOT. MATEUSZ DZIERWA.

Artur Mroczka przed sezonem podpisał kontrakt z powracającą drużyną z Krakowa. Grudziądzanin miał być jednym z liderów ekipy z Grodu Kraka, jednak zabrakło go w meczu 2. kolejki Krajowej Ligi Żużlowej. Prezes Speedway Kraków przekazał, że zawodnik nie miał żadnych przyczyn, aby nie pojawić się na spotkaniu.

 

Mroczka w zeszłym sezonie nie reprezentował barw żadnego polskiego klubu. Dopiero pod koniec rozgrywek podpisał kontrakt na drugim poziomie rozgrywkowym w Szwecji, gdzie spisywał się fenomenalnie. Otrzymał on więc szansę powrotu do ligi polskiej i związał się ze Speedway Kraków. W sparingach wyglądał solidnie i upatrywano go w roli lidera swojej drużyny.

Żużel. Speedway wrócił do Krakowa! Kolejarz z pierwszymi punktami (RELACJA)

Żużel. W Krakowie nie potrzebują lidera. Kluczem wyrównana drużyna

20 kwietnia po 2091 dniach oczekiwania, wrócił do Krakowa żużel w wydaniu ligowym. Miejscowa ekipa zmierzyła się z opolskim Kolejarzem, któremu ostatecznie uległa 38:52. Niestety wśród gospodarzy zabrakło awizowanego Artura Mroczki, a w jego miejsce wystąpił rezerwowy Bartosz Szymura.

– Jesteśmy zawiedzeni postawą Artura Mroczki, który z niewiadomych przyczyn nie pojawił się na meczu. Myślę, że w najbliższych godzinach wydamy oświadczenie i czekamy na wyjaśnienia zawodnika – zdradza nam Mikołaj Frankiewicz, prezes Speedway Kraków.

Żużel. Wielkanocne jaja w Poznaniu! Zawodnicy startują… na światło!

Niedługo przed spotkaniem, Artur Mroczka w swoich mediach społecznościowych poinformował, że ze względu na odnowienie kontuzji kręgosłupa nie wystąpi przeciwko opolskiej drużynie. Jak się okazuje, fizjoterapeuta klubowy nie wykrył u niego żadnych urazów, a zawodnik nie udał się na badania. Dlatego jego absencją zaskoczony był prezes Speedway Kraków.

– Miał zabiegi z naszym fizjoterapeutą klubowym, który nie stwierdził żadnego urazu. Sugerowaliśmy mu też, żeby udał się na badania, ale tego nie zrobił. Nie pojawił się na zawodach w Krakowie i czekamy na wyjaśnienia z jego strony – mówi nam Mikołaj Frankiewicz.