Władysław Komarnicki. Foto: Stal Gorzów, Marcin Szarejko
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Wstyd, blamaż, cyrk, parodia żużla – o wczorajszych wydarzeniach z Gorzowa powiedziano już wiele. Jedno jest pewne – to była jedna, wielka antyreklama żużla. Ostro na temat postawy zawodników, a także sztabów szkoleniowych drużyn wypowiedział się były prezes Stali Gorzów, Władysław Komarnicki. Senator RP wprost przyznaje, że srogie kary powinny spotkać przede wszystkim zawodników.

 

Na decyzję o odwołaniu spotkania trzeba było czekać cztery godziny. Zdaniem sędziego zawodów, zawodnicy odmówili wyjazdu na tor, wobec czego zarządził on obustronny walkower. Władysław Komarnicki nie szczędził srogich słów w kierunku obu drużyn. – To jest dramat. W pierwszej kolejności pragnę przeprosić kibiców. Sam spędziłem na stadionie ponad 4,5 godziny. To powinno się dawać za przykład, jak nie postępować w takiej sytuacji – grzmi honorowy prezes Stali. – Pan Kościecha od samego początku kombinował. Póki co jadą bez Doyle’a, więc za wszelką cenę nie chcieli odjechać tego spotkania. A niereformowalny obóz Stali Gorzów jeszcze poszedł im na rękę podpisując kwit, z którego śmieje się cała Europa. Wstyd! – dodaje.

Żużel. Cyrk w Gorzowie! Obustronny walkower!

Żużel. Kibice Motoru pójdą pod ratusz! Mają dość pustych obietnic

W przestrzeni publicznej pojawiają się sprzeczne informacje. Sędzia zawodów twierdzi, że zawodnicy odmówili wyjazdu na tor, a kierownicy drużyn podpisali stosowne oświadczenia. Stanisław Chomski zarzeka się jednak, że nie było w nim nic o odmowie zawodników. – Dramat polega na tym, że wszystko wskazuje na to, iż pan Chomski gniewa się z panem Orłem. Według mojej informacji, prawdopodobnie kierownik podpisał oświadczenie, że zawodnicy Stali nie chcą jechać. Przez osobę, która podpisała ten kwit, klub zapłaci gigantyczne kary. To jest po prostu nie do ogarnięcia – przyznaje senator RP.

Wygląda na to, że oba kluby czekają srogie kary. Oprócz braku punktów meczowych, ujemnych małych punktów, a także braku punktu bonusowego, zarówno Stal, jak i GKM, otrzymają potężne kary finansowe. – Na dzień dobry to około pół miliona złotych. Koszty nieodjechania spotkania to jakieś 200 tysięcy. Kara za walkower 300 tysięcy, a to jeszcze przecież nie koniec. Należy doliczyć również odszkodowanie dla telewizji oraz sponsorów – tłumaczy honorowy prezes Stali.

Zdaniem Komarnickiego, kary powinny zostać nałożone na zawodników oraz sztaby szkoleniowe obu ekip. – Uważam, że Speedway Ekstraliga powinna obciążyć kosztami wszystkich zawodników, którzy odmówili jazdy, a także sztaby szkoleniowe obu drużyn. A zaręczam, że nie będzie problemu z tym, żeby dojść, kto nie chciał jechać. Jeżeli nie wyciągnie się konsekwencji w stosunku do zawodników, to takie „cyrki” będą się powtarzać! Samo zabranie punktów drużynom to jest mało. Należy zbilansować straty i obciążyć nimi winnych. Jeżeli nadal będziemy karać jedynie kluby, to koniec żużla jest bliski – zaznacza.

Zdaniem senatora RP, sędzia mógł zakończyć spotkanie wcześniej. – Gdyby sędzia miał odpowiednią mapę pogody, to mógł ten mecz „zgasić” od razu. Przecież z góry było wiadomo, że w tych godzinach będą opady. Prawdopodobnie jednak, z szacunku do kibiców, sędzia chciał ten mecz przeprowadzić. Idiotyzm tej sprawy polega na tym, że zawodnicy Stali wyjechali na próbę toru i nie mieli żadnego problemu z płynną jazdą. I gdyby ten mecz został odjechany, nic wielkiego by się nie stało. Przecież ci sami zawodnicy czy to w Szwecji, czy Danii, czy Anglii jeżdżą na dużo gorszych torach. W porównaniu do tego, tor w Gorzowie był jak stół. Szkoda mi zarządu, bo wiem jak oni ciężko pracują. A zawodnicy wycięli tym ludziom taki numer – podsumowuje.