W Ostrowie niepokój. Pokiereszował się na stare lata, kreowany na lidera, leciwy Krzysiu Holder. A tak unikał draki jeżdżąc asekurancko miast się ścigać. No i mamusia przestrzegała: „Tylko powoli synku. Ostrożnie”. Co wyszło? Ano nie wydało.

W domu, bez kamer, przydzwonił dramatycznie. Obojczyk, żebra, stłuczone płuco. Musi boleć. Stare kości goją się wolniej. To fakt. Mnie jednak bardziej niepokoi jak zareaguje głowa Chrisa. Czy on jeszcze zdoła uruchomić na tyle pokłady odwagi, by stanąć pod taśmą i rywalizować co się zowie? Bez asekuracji widocznej ostatnimi czasy gołym okiem. No i duża część tzw. okresu przygotowawczego w szpitalu zamiast podczas treningów. Mają problem w Ostrowie jak by nie zaklinali rzeczywistości. Holder to gość mocno doświadczony przez zły los. Kumpel (Darcy Ward) na wózku, on sam wiele razy cerowany, nie tak dawno sfatygował nawet kręgosłup – warto jeszcze ryzykować? Sam musi to ocenić. Patrząc na determinację Patricka Hansena – można. Pytanie – czy trzeba? Na siłę nic nie wskórasz. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym, jak zapodawał Grzegorz Markowski.

Żużel. Dobrucki to początek rewolucji w Unii Leszno? Mówi o kłótniach i… kolejnym odejściu! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Jest decyzja w ROW Rybnik! Mrozek prezesem na długie lata – PoBandzie – Portal Sportowy

W Gorzowie nowy Prezes (ten od zapewnienia spokoju), na dzień dobry zwolnił, w wywiadzie prasowym, leczącego się po operacji i przebywającego na L-4 trenera. No to zaczął imć Głuchy adekwatnie do nazwiska i z przytupem. Powoli takie rozstania bez klasy stają się specjalnością zakładu. Nie tak znowu dawno bez honorów i fanfar „podziękowano” wielce zasłużonemu Stanisławowi Chomskiemu. Tenże nie biegał do nikogo na skargę, acz czuć się musiał jak… się czuł. Teraz przyszła „kolej” na odstrzelenie Piotra Śwista. Tego samego, który używając fajerwerków regulaminowych, nie tylko się w nich nie zgubił, ale dokonał majstersztyku, ratując obolałe dupsko klubu. Tylko. Kto by się tam przejmował takim „nieważnym’ Twistym, skoro tu rozpoczyna się batalia o powrót GP nad Wartę. Podobno. Rzekomo. No rzeczywiście, przy takich wyzwaniach, jeden Świst i żałosne pożegnanie to już tylko złośliwe czepianie się dziennikarzy. To nie ludzie – to wilki. Słaba ta inauguracja Prezesa od zapewnienia spokoju.

Żużel. Dowhan komentuje zmiany w Falubazie! Czy jest szansa na mocny powrót? – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Ekspert telewizyjny znalazł klub! „Chcę spróbować jeszcze raz” – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Muniek Staszczyk dobrze wie czym jest żużel! „Wokół piaskownicy szło mi dobrze” – PoBandzie – Portal Sportowy

A propos Chomskiego. Zasłużony trener powrócił z niebytu, przyjmując fuchę Narodowego po Dobruckim. Ot – ryzykant. W sierpniu DPŚ na Narodowym. Jeśli Polska wygra – prasa doceni rolę zawodników, pisząc o odczarowaniu klątwy. Jeśli Orły polegną – może nie zmielą szkoleniowca, acz nie omieszkają media wspomnieć, iż nawet rzeczony owej klątwy zdjąć nie potrafił. A warto przy tym pamiętać, że własny tor na tym obiekcie to jedynie sarkazm. Nawierzchnia jednorazowa, do tego ubijana i polewana (oops – przepraszam – przygotowywana) przez innych naszymi rękami. Wpływ Chomskiego na stan toru? Generalnie iluzoryczny. Co prawda jakiś czas temu sam sugerowałem, że polecenia promotorów można wykonywać z większym, bądź śladowym zaangażowaniem, a to przez niedosłuch lewego ucha. Tak czy siak – Stanley niewiele pewnie będzie miał do powiedzenia w kwestii areny zmagań. No chyba, że o czymś nie wiem, a coach dopracował się takiej charyzmy, iż nawet światowi „władcy” jedzą z ręki polskiego trenera.

Póki co zaś Chomski miał wpływ na powołania, których dokonał. Kadry nie wiedzieć czemu, ograniczonej liczebnie, zatem i tu kontrowersji nie brakowało. A ja się na tym etapie nie czepiam. Nadal uważam, iż kadra w żużlu potrzebna jak umarłemu kadzidło. Kogo więc trener powołał czy też odmówił zaszczytu – nie ma znaczenia. Rozumiem, że na początku sierpnia dyspozycja poszczególnych grajków może być skrajnie różna w porównaniu z ubiegłoroczną, a to wówczas Stanley dokona ostatecznych (właściwych?), niezależnych wyborów. No chyba, że się mylę, o czymś nie wiem, a Drabik-junior wiedział i to dlatego nie odpowiedział na próby nawiązania kontaktu przez szkoleniowca.

Proces licencyjny w trakcie. Nie będę ponownie pastwił się nad deficytem informacji. A to o trybie wyłonienia wykonawcy przez PZM, takoż warunkach zatrudnienia rzeczonego, zakresie kontroli czy wnioskach pokontrolnych. Z ostatniego komunikatu federacji wynika jeno, iż w gronie przystępujących ostatnio do audytu tylko jeden okazał się prymusem. A to Wilki Krosno. Kolejni z warunkami i „nadzorami” (brzmi groteskowo w kontekście znajomości realiów), przy tym także jeden – bez licencji. Tymże (któż by przypuszczał) Jaskółki.

W Unii Tarnów „rządzi” (dosłownie i w przenośni) mniejszościowy udziałowiec. Czyżby więc szczęśliwcy posiadający większe pakiety nie zamierzali zawracać swoich zapracowanych głów takim „drobiazgiem” jak klub? Albo też pomni, iż spółka odpowiada za długi tylko do wysokości opłaconego kapitału akcyjnego, a tenże w wymaganym prawem minimum to „ledwie” 100 tysięcy złotych – nie zamierzają pochylać się z troską nad losem upadającego zespołu. Trochę jak ostatnio Zembaczyński i spółka w kwestii likwidacji ugrupowania przed spłatą zaciągniętego kredytu. A niech się ściganci i inni Wierzyciele odwołują. Przez okno. I tak nic nie ugrają. No i tu zagwozdka. Otóż w Tarnowie opłacony kapitał spółki wynosi… 4 miliony złotych, przy czym docelowy jeno 378 tysięcy. Zatem do takiej kwoty odpowiadają za długi (proporcjonalnie) udziałowcy. Ten najgłośniejszy, kilkuprocentowy, akurat najmniej. Nie boją się? Nie szkoda ciężko wypracowanej mamony? Dziwne to wszystko. Wzięły się krakusy za tarnowskie Jaskółki i mamy… opłakane efekty.

Mnie interesuje już tylko kiedy wreszcie Prokurator zechce łaskawie zainteresować się karkołomnymi „fikołkami”, które to tamże się dokonały i nadal dokonują. A PZM i klub? Jedni i drudzy puszczają oczko do publiki, twierdząc, a to o zielonym świetle dla odwołania, a to o rzeczonym odwołaniu właśnie, po uporządkowaniu doraźnych problemów. Zaiste – interesujące. Co trzeba wykombinować żeby zasłużony ośrodek, z tymi samymi „zarządzającymi” przystąpił do rozgrywek? To już tajemnica PZM. Patrząc na niedawne fajerwerki z udziałem byłego właściciela „Wandy”… Kraków – wykombinują, zaklinając rzeczywistość. Sądzę, że staną na głowie, by coś wymyślić. Przeca stołki pod tyłkami zaczynają parzyć.

Przemysław Sierakowski