Coraz większymi krokami zbliża się sezon żużlowy 2026. Z tej okazji chcielibyśmy Państwu przedstawić historię , która wydawała się być nie do przewidzenia. Otóż, w tym roku minie 30. rocznica zdobycia przez częstochowskiego Włókniarza trzeciego w historii klubu tytułu Drużynowego Mistrza Polski
Jak co roku, niezależnie od dyscyplin sportowych, zadaje się pytanie: „Kto zdobędzie mistrza, a kto spadnie z ligi?”. Takowe – w przypadku żużla w kraju nad Wisła – padało również w 1996 r. Wówczas głównym faworytem do wygrania całej 1. Ligi (ówczesnego najwyższego poziomu rozgrywek – przyp. red.) był Apator-DGG Toruń, który do dyspozycji miał m.in. Marka Lorama, Ryana Sullivana, Jacka Krzyżaniaka, Mirosława Kowalika oraz świetny juniorski duet Tomasz Bajerski-Wiesław Jaguś.
Na spadek z kolei skazywany był Włókniarz-Malma Częstochowa. Ówczesna kadra „Lwów” na papierze nie powalała na kolana, a na dodatek było sporo znaków zapytania. Jeden z nich dotyczył dyspozycji krajowego lidera „Biało-Zielonych”, Sławomira Drabika. Popularny „Slammer” w sezonie 1996 powrócił do ścigania po rocznym zawieszeniu, spowodowanym utratą prawa jazdy. Tymczasem częstochowski zespół, prowadzony przez Marka Cieślaka, w zestawieniu choćby z Joe Screenem, Januszem Stachyrą, Sebastianem Ułamkiem, Rafałem Osumkiem, czy właśnie Drabikiem koniec końców dokonał niemalże cudu.
Żużel. Wskazał klucz do utrzymania. Powalczą o coś więcej?
Żużel. To będzie najlepszy junior PGE Ekstraligi? Wskazał jego atuty!
W ligowe zmagania Włókniarz nie wszedł jednak najlepiej. W meczu 2. kolejki (8 kwietnia, Lany Poniedziałek), która ostatecznie zainaugurowała pierwszoligowe rozgrywki (pierwsza bowiem, zaplanowana na 28 marca, została przeniesiona na 24 kwietnia – przyp. red.), częstochowianie polegli u siebie z Atlas-Polsat Wrocław 43:47. Później co prawda – w przeciągu całej fazy zasadniczej – „lwi” team dobre mecze przeplatał słabymi, ale znakomitą passę notował na własnym torze.
Podopieczni trenera Cieślaka w imponującym stylu wygrali wszystkie potyczki, rozgrywane na obiekcie przy ul. Olsztyńskiej, z wyjątkiem wspomnianej już z wrocławianami u progu sezonu. Ponadto „Biało-Zieloni” odnieśli cenne wyjazdowe triumfy z (według kolejności): Unią Tarnów (46:44, 14 kwietnia), Gnieźnie (51:39, 24 kwietnia), Rzeszowie (50:40, 19 maja) i Grudziądzu (47:43, 26 maja). To wszystko złożyło się na trzecie miejsce Włókniarza na koniec właściwego etapu rozgrywek, co dało awans do rundy finałowej. Już tym osiągnięciem Włókniarz zadziwił społeczność speedwaya w kraju nad Wisłą.
Żużel. Niespodzianka ROW-u! Mistrz świata poprowadzi prezentację!
W półfinale play-off zespół spod Jasnej Góry trafił na pilską Polonię-Phillips. Zawodnicy pod wodzą Marka Cieślaka nie mieli większych problemów z wyeliminowaniem rywala. W pierwszej batalii w Częstochowie (3 października) „Lwy” rozbiły „Żółto-Czerwono-Zielonych” 57:33. W rewanżu natomiast, mającym miejsce trzy dni później w Pile, lepsza co prawda była Polonia, ale nie odrobiła całkowicie strat z poprzedniego spotkania (49:41). W rywalizacji na pilskim stadionie najlepiej w częstochowskiej drużynie punktowali Sławomir Drabik (13) i Shane Parker (10+2), który zastępował tamtego dnia Joe Screena. Wśród gości na pewno brakło „oczek” ze strony trzeciego najskuteczniejszego zawodnika drużyny, Janusza Stachyry. Tych jeździec, urodzony w 1960 r. w Lublinie, uzbieranych miał tylko 2.
Żużel. Zegar tyka, a Unia wciąż nie zapłaciła! „Cisza ze strony Tarnowa”
Stawkę finalistów DMP A. D. 1996 uzupełnił toruński Apator, który w dwumeczu półfinałowym rozgromił wręcz Stal-Pergo Gorzów (łącznie 105:75). Obserwując, z jaką łatwością „Żółto-Niebiesko-Biali” poradzili sobie z oponentami z ziemi lubuskiej, eksperci znacznie utwierdzili się w przekonaniu, że złoto po sześciu latach powróci do grodu Kopernika. Z kolei sam udział Włókniarza w play-off powszechnie uznawany był za spore osiągnięcie, nie mówiąc już o awansie do finału. Jednakże zgodnie ze starodawnym powiedzeniem „apetyt rośnie w miarę”, częstochowianie zamierzali iść za ciosem. Wszak mieli wspaniałą okazję ku temu, aby po 22 latach ponownie zasiąść na królewskim ligowym tronie.
Do pierwszej finałowej konkurencji doszło 10 października w Częstochowie. Mimo iż mecz ten odbywał się w tamtym czasie w dzień powszedni (czwartek) i w godzinach popołudniowych, trybuny zostały w końcowym rozrachunku wypełnione w około 60-70 %. Zgromadzeni kibice pełni wiary wyczekiwali na końcowy rezultat potyczki. Choć gospodarze prowadzili od początku do końca spotkania, przyjezdnym kilkakrotnie udawało się odrobić straty. Było tak po gonitwach: czwartej – do dwóch punktów (13:11), siódmej – do sześciu (24:18) oraz dziesiątej – do czterech (32:28).
Żużel. Krakowiak ma nową pasję i jest w niej kozakiem! Szykuje się na maraton! (WYWIAD)
Tak czy inaczej, będący w pełnej koncentracji, miejscowi z Joe Screenem i Sławomirem Drabikiem na czele dopięli swojego w biegach nominowanych i pewnie na swoim owalu pokonali aktualnych wówczas brązowych medalistów 50:40. Na nic torunianom zdały się starania Ryana Sullivana (12 „oczek”) i młodzieżowca Tomasza Bajerskiego (11 z bonusem). Głównie to Australijczyk i Polak próbowali nawiązać walkę z przedstawicielami gospodarzy.
10-cio punktowa zaliczka „Lwów” była z pewnością korzystna, lecz w Toruniu wierzono w jej całkowite zniwelowanie w rewanżu. Podkreślali to choćby zawodnicy Apatora-DGG, m.in. Mirosław Kowalik. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna dla sympatyków „Aniołów.
Żużel. Wielkie plany działaczy. W Łodzi myślą długofalowo
W drugim meczu o pierwszą pozycję w całych zmaganiach, rozgrywanym 13 października 1996 na nieistniejącym już Stadionie KS Apator im. Mariana Rosego przy ul. Broniewskiego 98, od pierwszych biegów także dominowali rajderzy Włókniarza-Malma Częstochowa. Z każdym kolejnym wyścigiem częstochowianie zbliżali się do złota. Medal najcenniejszego kruszcu goście zapewnili sobie jeszcze przed końcem pojedynku, a dokładniej po czternastej gonitwie, kiedy na tablicy wyników widniał remis 42:42!
Już nikt ani nic nie mogło odebrać „Biało-Zielonym” upragnionego trzeciego Drużynowego Mistrzostwa Polski. Euforia w sektorze gości była niesamowita, a dla wszystkich fanów jazdy w lewo w mieście „Świętej Wieży” cała sytuacja wyglądała jak przepiękny sen, z którego nie chciano się wybudzić. Torunianom pozostało „jedynie” cieszyć się ze zwycięstwa w meczu 46:44 i uzyskania srebra. „Żółto-niebiesko-białej” drużynie nie pomógł nawet rewelacyjny Sullivan, który na swoim koncie zapisał komplet 18-stu „oczek” w sześciu startach.












Żużel. PSŻ się nie wyrobi! Start sezonu w Poznaniu przełożony
Żużel. Polonia Bydgoszcz już na torze! Był niespodziewany gość na treningu! (WIDEO)
Żużel. Duży sukces prezes PRES Toruń! Żużlowe działaczki na liście wpływowych!
Żużel. W ROW Rybnik szokują! Padły słowa o… finale!
Żużel. Majstersztyk Sparty Wrocław? Ten ruch ma im dać złoto!
Żużel. Sajfutdinow zabrał głos po pierwszych jazdach! Będzie jeszcze szybszy?