Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Tauron Włókniarz Częstochowa był typowany przed sezonem jako jeden z głównych faworytów do mistrzostwa. Klub spod Jasnej Góry notował ostatnio passę zwycięstw, lecz ostatnia domowa porażka z Betard Spartą Wrocław sprowadziła ich na ziemię. Szkoleniowiec dostrzega jednak pozytywy, bo ten mecz pokazał, jakich błędów nie powinni popełniać w przyszłości.

 

Działacze klubu z Częstochowy odczuli pewien niedosyt po ubiegłorocznych rozgrywkach. Ich zespół przez pewien czas był uważany za ten, który jest w stanie zatrzymać ekipę z Lublina i sięgnąć po tytuł DMP. Tak się jednak nie stało, więc szefostwo postanowiło zakontraktować Mikkela Michelsena i Maksyma Drabika. Oni wraz z Leonem Madsenem, Kacprem Woryną oraz Jakubem Miśkowiakiem mieli stanowić o sile tej drużyny. Ponadto kilka punktów mieli dokładać perspektywiczni juniorzy, którzy debiutują w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Początek tego sezonu nie był jednak łaskawy dla klubu spod Jasnej Góry. Remis w Grudziądzu, porażka i remis na własnym torze z Lublinem oraz Gorzowem nie napawała optymizmem. Pewne przełamanie nastąpiło we Wrocławiu, gdzie Lwy postawiły się hegemonowi rozgrywek, przegrywając nieznacznie 44:46. W piątej kolejce już pokazali na co ich stać, pokonując Cellfast Wilki Krosno, czym rozpoczęli passę zwycięstw. Przerwał ją nie kto inny jak wrocławski zespół, który z łatwością rozprawił się w Częstochowie z miejscowym Tauron Włókniarzem.

– Zdajemy sobie sprawę, że liga nie jest łatwa i pracujemy nad tym, żeby dojechać do końca i przygotować się na play-off. Chcemy zakończyć rundę zasadniczą na dobrej pozycji i następnie awansować do finału – mówił po spotkaniu Lech Kędziora w rozmowie z speedwayekstraliga.pl.

Z pewnością bolączką szkoleniowca jest Jakub Miśkowiak, który spisuje się poniżej oczekiwań. Jest to jego pierwszy rok w gronie seniorów, lecz sam zawodnik, jak i kibice oraz zarząd liczyli z jego strony na więcej. – Cały czas nad tym pracujemy, a to nie przychodzi z dnia na dzień. Tym bardziej, że mamy świadomość o wielkim zaangażowaniu Kuby, który stara się, żeby było jak najlepiej. Niestety są takie sytuacje w sporcie, że trzeba jeszcze ciężej popracować, żeby osiągnąć wynik, którego oczekują kibice – tłumaczył.

Zimny prysznic, który zafundowali żużlowcy z Wrocławia nie zmienił jednak nastawienia Włókniarza, co do następnych spotkań. Trener drużyny w dalszym ciągu powtarza, że ich celem jest złoto, a porażka z Betard Spartą pomoże nie powtórzyć już tych samych błędów. – Taki założyliśmy cel. Wiedzieliśmy, że Wrocław będzie mocny, ale nie aż tak. Ten zimny prysznic obnażył nasze błędy. Ważne, by nie powtórzyć ich w finale – zakończył.

CZYTAJ TAKŻE:

Żużel. Nicolai Klindt: Nie sądzę, że ktoś zagrozi Falubazowi. W Gdańsku jestem szczęśliwy (WYWIAD)

Żużel. Były zawodnik nie ma wątpliwości. To jest największy problem Smektały

POLECAMY:

Żużel. Unię czeka najważniejsze spotkanie w tym roku? „Jest strach i niepewność”