Bartosz Smektała kolekcja
lotto partner główny serwisu
betard
sob. Sty 18, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Żużel nie jest dla mięczaków

 

Dla większości kibiców żużlowiec to sportowiec, który ryzykuje swoje życie ale jednocześnie bardzo dobrze zarabia. Niewielu jednak z nas zdaje sobie sprawę z faktu iż życie żużlowców oprócz towarzyszącego im splendoru popularności to także ciągłe podróże które bywają po prostu dla nich  męczące. W ostatnim wydaniu angielskiego Speedway Star paru   zawodników przybliżało cienie bycia żużlowcem. Fragmenty artykułu poniżej.

„ W momencie kiedy inni kładą się spać my kończyliśmy pakowanie busa po meczu ligi angielskiej. Później jak najszybciej odwożono mnie  do hotelu abym parę godzin mógł się przespać. Nierzadko moi mechanicy jeszcze jechali myć motocykle przed kolejnym meczem w dniu następnym. Ja chciałem parę godzin odpocząć przed porannym lotem o 6 rano do Europy. Jeśli przychodzi wysoki sezon czyli miesiące kiedy startuje Szwecja i Polska to po prostu jesteś non stop w drodze. Jednak jeśli podejmujesz decyzję iż chcesz zostać żużlowcem musisz się z tym liczyć. Aby liczyć się w tym sporcie i być na jako takim poziomie częste starty są po prostu konieczne.  Żużel to nie jest sport dla mięczaków  ”- mówi Simon Stead. 

Dla tych którzy nie są kibicami życie żużlowców to marzenie. Zarabiają, są idolami  przemieszczającymi  się z kraju do kraju. Co jednak  w momencie kiedy zawodnika łapie przeziębienie, sprzęt wymaga remontu czy po prostu ktoś nie płaci za ich starty?

„ Najlepsze jest to iż znajomi, którzy oglądają mnie w telewizji lub na stadionie spotykają mnie i pytają – na co ty stary w ogóle narzekasz? Pracujesz tak naprawdę pięć minut a my po osiem, dziesięć godzin dziennie. Ciężko im zrozumieć iż start w zawodach to tylko część naszego dnia. W najlepszym okresie mojej kariery jechałem w czterech ligach jednocześnie. We wtorek jechałem na jednym torze i się zastanawiałem gdzie mam być jutro. Czasami była pobudka o trzeciej w nocy. Później szybko na lotnisko. O szóstej rano kolejny  lot. Przylot na miejsce stamtąd na stadion. Na stadionie szybko coś jadłem. Potem odjeżdżałem  zawody i znów  do hotelu. W hotelu szybki sen i rano znów na następne zawody. To wbrew pozorom kawałek ciężkiej pracy. Niekiedy dochodzą problemy sprzętowe, które trzeba błyskawicznie rozwiązywać czy po prostu złe samopoczucie” – wyjaśnia Rory Schlein.

„ Oczywiście my mamy płacone jako żużlowcy wyłącznie  za nasz wynik. Zgadza się – pracujemy na torze tylko  5-6 minut. Jeśli to jest tylko nasza płaca to owszem  zarabiamy dużo. Jeśli dodamy do tego jednak  całą otoczkę czyli treningi, podróże z kraju do kraju i pracę nad sprzętem to już obraz sytuacji jest diametralnie inny. My nie zwiedzamy zabytków tylko przemieszczamy się ze stadionu na stadion. To jest też praca która wymaga odporności na stres nie tylko na torze. Często loty są odwoływane czy mają opóźnienia. Na drogach zdarzają się korki czy promy nie wypływają. Tak naprawdę decydując się na profesjonalny żużel podpisujesz sam ze sobą kontrakt o pracę na dwadzieścia cztery godziny na dobę” – dodaje  Scott Nicholls. 

 

Na ciągłych podróżach zawodników cierpią w sezonie również ich rodziny. Czy bycie żużlowcem zwiększa zagrożenie iż związek z partnerką nie przetrzyma ciągłych rozłąk?

„ Na pewno jeśli jesteśmy jeszcze  młodzi  to nasze  relacje nie cierpią tak bardzo. Gorzej jeśli jesteśmy już w poważnym związku. Wtedy często nas nie ma w domu. Nierzadko możemy być na różnych uroczystościach rodzinnych nie wspominając o fakcie iż gro obowiązków, które przypisane są nam mężczyznom przypada siłą rzeczy naszym partnerkom. Żużlowiec tak naprawdę chyba powinien być singlem lub mieć bardzo ale to bardzo wyrozumiałą partnerkę” – kończy humorystycznie  Nicholls. 

Wraz z zawodnikami niezliczone kilometry przemierzają ich mechanicy, którzy rzadko kiedy mogą sobie pozwolić na przemieszczanie się  samolotem „ Wszystkim się wydaje że to prosta nieskomplikowana praca dodatkowo bardzo dobrze płatna. Zawodnik to nasz pracodawca. Jesteśmy tym samym  skazani na jego lepsze i gorsze humory. Nierzadko mój pracodawca potrafi zadzwonić wieczorem iż jutro mam być tam i tam i nie ma  kolokwialnie mówiąc   że boli. Biorę kluczyki od vana i jadę. Co do zarobków to może i nie są najgorsze ale też  nie przeraźliwie wysokie.  Wielu z nas, mechaników  prowadzi ze względu na podatki i ubezpieczenie działalność poza granicami Polski. Na emeryturę się z tego absolutnie nie odłoży” – komentuje jeden z uznanych polskich mechaników.