Ustanowienie jakiegokolwiek rekordu jest ogromną sztuką. Kiedy ktoś jednak ustanawia swój własny rekord, a później jeszcze dwukrotnie go śrubuję zasługuje na szczególne uznanie. Takim osiągnięciem może się pochwalić Greg Hancock.

Amerykanin jest znany w środowisku żużlowym ze swojej długowieczności. Karierę zakończył w momencie, gdy musiał zająć się żoną, która zmagała się z chorobą. Gdyby nie ta sytuacja, tak naprawdę nie wiemy, kiedy Hancock zakończyłby jazdę na motocyklu żużlowym.

Zapisał się w historii jako jeden z nielicznych, który cztery razy sięgnął po tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Pierwszy raz zrobił to w 1997 roku. Miał wówczas 27 lat. Na kolejny triumf przyszło mu poczekać aż do sezonu 2011. Greg był jak wino im starszy, tym lepszy. Mając 41 lat pobił rekord należący wcześniej do Ivana Maugera, który w momencie swojego ostatniego triumfu miał niespełna 40 lat. Hancock jednak na tym nie poprzestał. Dołożył złoto w 2014 roku oraz w sezonie 2016, stając się ewenementem nie tylko na skalę żużla, ale także całego sportu.
W momencie zapewnienia sobie zwycięstwa w cyklu Grand Prix miał 46 lat i 141 dni!

Żużel. Po mistrzostwie… zapadła przeciętność! Największe regresy w historii Ekstraligi!

Sam tytuł narodził się dość niespodziewanie. W tamtym w czasie, biorąc pod uwagę przebieg turniejów, których wagą był tytuł Indywidualnego Mistrza Świata, najwyżej stały akcje Jasona Doyle’a. Australijczyk jednak doznał fatalnej kontuzji przez co opuścił dwie ostatnie rundy. Jego zdobycz punktowa zatrzymała się na 123 oczkach, podczas gdy triumfujący Hancock uzbierał ich 139. Warto wspomnieć że Doyle zwyciężył w trzech ostatnich turniejach przed kontuzją, w każdym z nich zdobywał minimum 16 punktów. Hancock wygrał tylko raz podczas szwedzkiej rundy w Malili.

Nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego. Greg Hancock wyrósł, więc na faworyta do tytułu. Trudno było zagrozić Amerykaninowi, bowiem jego przewaga nad pozostałymi żużlowcami była całkiem spora. Po turnieju na Motoarenie, gdzie Greg stanął na drugim stopniu podium wszystko było już jasne. Jason z kolei dopiął swego rok później, kiedy to pomimo kolejnej kontuzji, która przydarzyła mu się na kluczowym etapie sezonu, zacisnął zęby i osiągnął swój upragniony cel, tym samym udowadniając, że jest prawdziwym twardzielem.

Żużel. Kolejni żużlowcy wyjeżdżają na tor! Gorican oraz Krsko oblegane!

Przed ostatnią rundę w Melbourne Hancock był już pewny zwycięstwa, ale i tak nie było się bez kontrowersji. W dziewiątej gonitwie turnieju rozgrywanego w Australii, Hancock został zdyskwalifikowany do końca zawodów! Powodem takiej decyzje było rzekome przepuszczenie bez walki Chrisa Holdera. Hancock był wściekły i zapewniał o swojej niewinności. Za plecami Hancocka cykl skończyli Tai Woffinden oraz Bartosz Zmarzlik, który będąc jeszcze juniorem zgarnął brązowy medal!

Żużel. Polonia będzie jak Falubaz? Wilki nie chcą do tego dopuścić!

Greg skomentował swoje osiągnięcie w taki sposób: “O mój Boże, oni serio mnie wtedy wykluczyli”. Byłem wściekły. Pomyślałem: Pieprzyć ich. Wykluczyli mnie za domniemane pozwolenie komuś żeby mnie wyprzedził! Nie rozumiem tego. Wszyscy martwili się, że nie pojawię się na podium. Powiedziałem: “Stanę na waszym cholernym podium, ale to jakaś bzdura”. Ostatecznie jakoś to wyszło. Było trochę kontrowersji, ale skończyłem z kolejnym tytułem mistrza. Czułem zwycięstwo, radość i spełnienie po raz kolejny w życiu. Nigdy nie stawiałem sobie za cel czterokrotnego zdobycia tytułu mistrza świata ani bicia rekordów. Chciałem tylko jeździć w wyścigach i je wygrywać. Chciałem wiedzieć, że daje z siebie wszystko i raz wygrać światowe mistrzostwa. To był mój cel. Wyszło jednak, że skończyłem z czterema zwycięstwami.”