W obecnych czasach żużel jest bardzo nieprzewidywalną dyscypliną, w której największą różnicę robią najmniejsze detale. Jeden czynnik, taki jak zmiana tunera czy nowa osoba w teamie zawodnika, może zmienić wszystko. To sprawia, że żużlowcy, którzy wydawałoby się dosięgnęli już swojego sufitu, w dalszym ciągu potrafią zaskoczyć i uwolnić pełny potencjał. Dziś przedstawiamy kilku z nich, którzy w ostatnich latach zszokowali PGE Ekstraligę.
Michael Jepsen Jensen
W wieku zaledwie 20 lat “Liglad” wygrał rundę w Grand Prix, został drużynowym mistrzem świata oraz indywidualnym w kategorii juniorskiej (rok 2012). W tamtym roku w polskiej lidze reprezentował barwy gorzowskiej Stali, gdzie osiągnął średnią biegopunktową na poziomie 1,879, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na tak młodego zawodnika. Przez kolejne osiem lat Jepsen Jensen stał się “ligowym średniakiem” startując w wielu klubach, ze średnią wahającą się w przedziale 1,30-1,92. Był solidnym doparowym, ale nigdy nie był prawdziwym liderem zespołu, na którego barkach leżała odpowiedzialność za wynik drużyny.
Wraz z sezonem 2021 Duńczyk zszedł ligę niżej i dołączył do ROW-u Rybnik, gdzie pierwszy raz osiągnął średnią powyżej 2 pkt/bieg. Jednakże, kolejne dwa lata to dwa nowe kluby i stały regres oraz coraz większe problemy “Liglada”. Wreszcie przyszedł sezon 2024. Był to przełomowy rok w karierze żużlowca, który zaczął… nie łapiąc się do pierwszego składu pierwszoligowego PSŻ-u Poznań. Co prawda wystąpił w pierwszym meczu sezonu w barwach “Skorpionów” przegranym z ROW-em (42:48). Zdobył 9 punktów i bonus w pięciu startach, ale po tym meczu został odsunięty od składu.

Gdy wydawało by się, że Duńczyk nie pojawi się już na polskich torach w tym roku, nagle plaga kontuzji w PGE Ekstralidze sprawiła, że do Jepsena Jensena odezwały się kluby z najlepszej ligi świata. Unia Leszno i GKM Grudziądz poszukiwały desperacko wzmocnień i jedną z opcji dla tych drużyn był właśnie Jepsen Jensen. Ostatecznie dołączył do “Gołębi” w miejsce kontuzjowanego Jasona Doyle’a a do Unii trafił nieznany wcześniej na polskich torach Benjamin Cook.
Debiut w barwach GKM-u przypadł na wyjazdowy mecz 8. rundy PGE Ekstraligi w Lublinie. Bardzo trudny teren, Motor był wtedy drużynowym mistrzem Polski, ale Jepsen Jensen pokazał, że nadal może rywalizować z najlepszymi pokonując Bartosza Zmarzlika na jego domowym torze. Ostatecznie mecz z powodu opadów zakończył się przedwcześnie. GKM przegrał 40:20 a “Liglad” zdobył 5 punktów w 3 startach (1,3,1). Jepsen Jensen w kolejnych meczach zaskakiwał wszystkich robiąc w każdym meczu wynik w przedziale 9-14 punktów, został liderem GKM-u, który utrzymał się ostatecznie w lidze kosztem Fogo Unii a nawet wszedł do 6-drużynowej fazy play-off głównie za sprawą transferu “MJJ’a”. Zakończył sezon ze średnią 2.111 pkt/bieg w 45 startach, kończąc na 8. miejscu w klasyfikacji zawodników.
Żużel. Co dalej z Kasprzakiem w telewizji? Zabrał głos! – PoBandzie – Portal Sportowy
Przed sezonem 2025 każdy pasjonat żużla zastanawiał się czy to był sezon życia Duńczyka, czy to może początek nowego rozdziału w jego karierze. Okazało się, że najlepszy czas dopiero przed nim. W tamtym roku Michael Jepsen Jensen został 5. zawodnikiem ligi ze średnią 2.204 pkt/bieg i był niekwestionowanym liderem GKM-u oraz zdobył 3. miejsce w Grand Prix Vojens jako dzika karta. Bardzo szybki i dopasowany sprzęt, spokój, a także świadomość tego co się dzieje na torze pozwoliły mu awansować do cyklu Indywidualnych Mistrzostw Świata jako stały uczestnik. Na przestrzeni lat “Liglad” wykazał się niesamowitą determinacją i niezłomnością udowadniając wszystkim, że dalej drzemie w nim olbrzymi potencjał. Sam zawodnik jest pewny siebie i swoich umiejętności. Przed obecnym sezonem wszyscy fani żużla spodziewają się po 34-letnim Duńczyku bardzo dobrych rezultatów w zmaganiach ligowych, a w Grand Prix może okazać się czarnym koniem.
Brady Kurtz
Indywidualny wicemistrz świata 2025 pokazał się szerzej żużlowej Polsce w 2017 roku w Pile, choć pierwszym kontraktującym go klubem była ekipa z Torunia. Zawodnik na zapleczu PGE Ekstraligi wystąpił w 9 biegach i osiągnął średnią poniżej 1 pkt/bieg. Słabe rezultaty nie wpłynęły na brak zainteresowania 21-letnim zawodnikiem. Trafił do drużynowego mistrza Polski – Fogo Unii Leszno. Zawodnik został wrzucony na głęboką wodę i mimo, że Unia zdominowała rozgrywki i Kurtz zdobywał z nią złoto w latach 2018-2019, indywidualnie nie prezentował się najlepiej. Był najgorszym pod względem średniej biegopunktowej zawodnikiem “dream teamu” z Leszna.
W 2020 roku po słabym wejściu w sezon został wypożyczony ligę niżej do Orła Łódź a jego miejsce w składzie Unii zajął mistrz świata juniorów z tamtego roku – Jaimon Lidsey. Kurtz próbował się odbudować i po pierwszym średnim sezonie, stał się liderem Orła. Jego średnia oscylowała w granicach 2 pkt/bieg, a w roku 2023 dołączył do ROW-u, z którym wywalczył drugie miejsce w lidze.
W sezonie 2024 nastąpił przełom – Kurtz został najlepszym zawodnikiem rozgrywek a ROW awansował do PGE Ekstraligi po fantastycznym finale z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Australijczyk wywalczył również awans do cyklu Grand Prix, wygrywając GP Challenge w czeskich Pardubicach. Tak fantastyczny sezon sprawił, że większość klubów w najlepszej lidze świata chciało mieć Kurtza u siebie w zespole. Ostatecznie wybór padł na Betard Spartę Wrocław. Wrocławski tor przypomina owal Belle Vue Aces z Manchesteru, w którym Brady Kurtz startuje w ramach ligi brytyjskiej wraz z jego kolegą z Betard Sparty – Danielem Bewleyem.

Po słabym debiutanckim meczu w Toruniu, gdzie Australijczyk zdobył zaledwie 4 punkty w 5 startach, Kurtz był nie do zatrzymania. W kolejnym meczu na Olimpijskim zdobył płatny komplet punktów (14+1) przeciwko Falubazowi Zielona Góra i stał się obok Artioma Łaguty najlepszym zawodnikiem Betard Sparty. Został 4. zawodnikiem rozgrywek ze względu na średnią biegopunktową, tuż pod wspomnianym Łagutą, osiągając średnią na poziomie 2.209 pkt/bieg. A w Grand Prix? Prawdopodobnie najlepszy sezon debiutanta w historii cyklu. Wicemistrzostwo przegrywając o zaledwie punkt (!) z hegemonem – Bartoszem Zmarzlikiem. Ustanowił nowy i niesamowity rekord wygranych rund GP z rzędu – 5 (Poprzedni należał do Tony’ego Rickardssona – 4).
Zawodnik Betard Sparty ma świetny sprzęt i niesamowite umiejętności pod względem dopasowania go, nawet gdy bardzo źle zaczyna zawody. Świadczy o tym fakt, że w minionym sezonie PGE Ekstraligi Brady Kurtz aż dziewięć razy zaczynał mecz od “0” lub “1” i w sześciu z tych spotkań zwyciężał już w następnym biegu! Przed nadchodzącym sezonem każdy spodziewa się, że bardzo spokojny podczas zawodów Australijczyk będzie liderem drużyny z Wrocławia, natomiast w Grand Prix po raz kolejny okaże się największym rywalem Bartosza Zmarzlika w walce o tytuł mistrza świata.
Grzegorz Zengota
Wychowanek Falubazu Zielona Góra przez całą karierę uważany jest za solidnego ligowca, który jako “doparowy” potrafi zrobić różnicę na korzyść swojego zespołu w najważniejszych meczach. Zengota czterokrotnie zostawał drużynowym mistrzem Polski, a w 2018 roku zdobył złoto Mistrzostw Europy Par.
W sezonie 2019 “Zengi” dołączył do beniaminka PGE Ekstraligi – Motoru Lublin. Natomiast nigdy nie wystartował w drużynie “Koziołków”. Na przedsezonowym zgrupowaniu w Hiszpanii uległ poważnej kontuzji. Zengota złamał nogę w stawie skokowym. W miejsce kontuzji wdała się martwica, co sprawiło, że wychowankowi Falubazu groziła nawet amputacja nogi! Zengota sam nie wiedział czy jeszcze kiedyś wróci do rywalizacji na torze. Tak się stało. W sierpniu 2020 odnowił licencję żużlową. Dopiero po około 15 miesiącach ciężkiej walki powrócił do ścigania.
Pierwszy mecz po tak poważnej kontuzji odjechał już nie w barwach Motoru, a w pierwszoligowej Polonii Bydgoszcz. W końcówce sezonu 2020 pokazał się na tyle dobrze, że w kolejnym roku również reprezentował “Gryfy”. Niestety w ciągu tego sezonu “Zengi” miał kolejne, bolesne wypadki. Po jednym z nich diagnoza wykazała cztery złamane żebra i odmę płucną. Mimo tego sympatyczny i lubiany żużlowiec zakończył sezon ze średnią 1.870 pkt/bieg, co ze względu na wszystkie przeciwności losu w poprzednich latach jest niesamowitym wyczynem. Na rok 2022 trafił do ROW-u Rybnik, gdzie stał się liderem drużyny i znacznie przyczynił się do utrzymania “Rekinów” na zapleczu PGE Ekstraligi.

Dobry sezon w Rybniku dał szansę powrotu na – jak to sam zawodnik określił – “żużlowy olimp”. Trafił do najbliższej jego sercu drużynie – Fogo Unii Leszno. Powrót do najlepszej ligi świata był dla “Zengiego” udany. Średnia na poziomie 1.804 pkt/bieg. Mimo kontuzji barku, która wykluczyła go na parę tygodni, został on wybrany niespodzianką sezonu 2023, a Fogo Unia Leszno utrzymała się w lidze. Miało to duże znaczenie dla sympatycznego zawodnika, co pokazał podczas przemówienia na gali PGE Ekstraligi. Ze łzami w oczach dziękował wielu osobom za wsparcie, gdy walczył o powrót do żużla.
Grzegorz Zengota dalej prezentuje solidną i równą dyspozycję. Natomiast ze względu na przerażające kontuzje musiał on odbudowywać formę i udowodnić swoją wartość na zapleczu PGE Ekstraligi, co mu się jak najbardziej udało.
Mikkel Michelsen
Obecnie Duńczyk to jeden z najlepszych żużlowców na świecie. Trzykrotny, indywidualny mistrz Europy oraz wieloletni uczestnik cyklu Grand Prix. Natomiast początki Mikkela Michelsena w PGE Ekstralidze nie były proste.
Jego wyniki nie były zadowalające. Jako 19-latek w sezonie 2013 w barwach Fogo Unii odjechał tylko 20 biegów ze średnią równą punkt na bieg. W kolejnym sezonie było gorzej i osiągnął średnią na poziomie 0.793 pkt/bieg w 29 startach. Sam zawodnik przyznał po latach, że nie był jeszcze wtedy gotowy na starty w najlepszej lidze świata oraz przed tysiącami kibiców na trybunach. Pozytywem roku 2014 było zdobycie brązowego medalu w Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów (rok później także zajął 3. miejsce w tych zawodach). Następnie po jednym dobrym sezonie w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie na zapleczu PGE Ekstraligi wykręcił średnią na poziomie 2.017 pkt/bieg trafił do brązowego medalisty Drużynowych Mistrzostw Polski 2015 – Unii Tarnów. Rok 2016 był bardzo bolesny i ciężki dla “Jaskółek”. Zakończył się spadkiem z najlepszej ligi świata. Dla Michelsena także był to słaby rok. W 60 startach zanotował średnią na poziomie 0.950 pkt/ bieg.
Został w Tarnowie na kolejny sezon i mimo, że indywidualnie pokazywał się już o wiele lepiej (5. średnia w lidze), a Unia wygrała rozgrywki, nie został wzięty pod uwagę na sezon 2018 w PGE Ekstralidze. Trafił do Gdańska, gdzie ponownie był liderem zespołu z średnią biegopunktową na poziomie 2.296 (4. średnia w lidze). Drużynowo Wybrzeże zajęło rozczarowujące 6 miejsce, mimo posiadania w składzie Michelsena czy Andersa Thomsena.
Za sprawą świetnych wyników trafił do beniaminka PGE Ekstraligi na sezon 2019 – Motoru Lublin. Tam od razu stał się liderem drużyny i znacząco pomógł utrzymać się w lidze. Po raz pierwszy został także indywidualnym mistrzem Europy. Duńczyk startował w barwach „Koziołków” kolejne 3 sezony notując średnia zawsze na poziomie minimum 2 pkt/bieg. W 2022 roku został kapitanem drużyny i wtedy to został pierwszy raz w życiu, a Motor Lublin pierwszy raz w historii, złotym medalistą DMP. Także w tym roku pierwszy raz stanął na podium w zawodach Grand Prix, dołożył drugie zwycięstwo w cyklu SEC, a rok później – rekordowe trzecie złoto.

Następnie przyszły dwa gorsze sezony w barwach Włókniarza Częstochowa. Michelsen przyznawał, że największym problemem było znalezienie odpowiedniego sprzętu i ustawień. Mimo to, w 2024 roku wygrał pierwszą i do tej pory jedyną w karierze rundę cyklu GP – w Landshut pokonał w finale Bartosza Zmarzlika, Jacka Holdera i Dominika Kuberę. Zawodnik opowiadał, że rozpoczęcie pracy z psychologiem sportowym i zmiana podejścia do rund GP pomogły, by osiągnąć ten sukces. W poprzednim sezonie reprezentował barwy PRES Grupy Deweloperskiej Toruń. Znacznie przyczynił się do pierwszego od siedemnastu lat złota DMP “Aniołów”. Był 9. zawodnikiem rozgrywek pod względem średniej biegopunktowej z wynikiem 2.149.
Mikkel Michelsen, co prawda wypadł z cyklu Grand Prix na rok 2026, ale każdy kibic żużla spodziewa się, że będzie chciał wrócić do niego silniejszy na sezon 2027. W PGE Ekstralidze nic nie zapowiada spadku formy i Duńczyk dalej powinien być jednym z kluczowych zawodników drużyny z Torunia, która będzie bronić tytułu mistrza Polski.
Być może w najbliższych latach pojawią się nowe przypadki niesamowitych powrotów do formy zawodników. Wielu fanów żużla czeka na powrót do bardzo dobrej dyspozycji Macieja Janowskiego, Jakuba Miśkowiaka czy Bartosza Smektały. I na to liczymy! Przecież każdy lubi pozytywne zaskoczenia.












Żużel. W ROW Rybnik szokują! Padły słowa o… finale!
Żużel. Majstersztyk Sparty Wrocław? Ten ruch ma im dać złoto!
Żużel. Sajfutdinow zabrał głos po pierwszych jazdach! Będzie jeszcze szybszy?
Żużel. Koniec nadziei?! Unia Tarnów zwraca klucze do stadionu!
Żużel. Dla Falubazu to największy z największych! Andrzej Huszcza świętuje! (ZDJĘCIA)
Żużel. Niespodziewany joker Wybrzeża? Tor w Gdańsku mu odpowiada