„Na przeciwległej prostej” – tak nazywamy ten cykl, bo to właśnie tam, z dala od blasku jupiterów startowej prostej, dzieje się to, co w czarnym sporcie najprawdziwsze. To tam, na wyjściu z pierwszego łuku, widać kto ma to coś, a kto tylko ładny kevlar. I właśnie z tej perspektywy będziemy się sobie przyglądać w sezonie 2026.
Zjechałem pod Tatry, żeby odpocząć od ryku silników, a co dostałem? W mediach społecznościowych mam festiwal motocrossowego szaleństwa. Luty to w żużlu tradycyjnie „miesiąc połamanych obojczyków”. Zawodnicy, spragnieni adrenaliny niczym emeryt kolejki do lekarza, masowo ruszyli na hiszpańskie i włoskie tory crossowe. Patrzę na te zdjęcia z Hiszpanii i myślę sobie: jaka to cienka granica. Jeden niefortunny skok, jedno „zgaśnięcie” maszyny i cały misterny plan budowania formy na kwiecień ląduje w gipsie. To żużlowa ruletka, w której stawką jest zdrowie, a krupierem czysty przypadek. Teraz już wiem, że nie bez powodu wyciąg narciarski na Nosalu jest niemal naprzeciwko zakopiańskiej ortopedii.
A skoro o górach mowa… Widziałem w mediach, że niektóre ekipy wciąż wierzą w magię polskich Tatr. Szacunek. Podczas gdy połowa stawki smaruje się kremem z filtrem pod Barceloną, drudzy hartują charakter w polskim śniegu. Jest w tym coś romantycznego, coś z czasów Edwarda Jancarza, kiedy przygotowania nie kojarzyły się z dietą pudełkową, a z przerzucaniem żelastwa w dusznej siłowni i bieganiem po pas w zaspach. Czy to coś da? Nie wiem, ale wolę zapach potu w Szczyrku niż wyreżyserowane uśmiechy z hiszpańskich plaż.
Podczas gdy elita grzeje kości na południu, w Krakowie czy Świętochłowicach ludzie wciąż walczą o to, by żużel tam po prostu nie zdechł. I to jest ta nasza „przeciwległa prosta”. Kontrast, który bije po oczach. Z jednej strony miliony z kontraktów telewizyjnych i licytacje na tysiące za punkt, z drugiej heroiczna walka o każdą tonę nawierzchni i nadzieja, że w 2026 roku na Wandzie w końcu coś warknie na stałe, a nie tylko od święta. Kibicuję tym projektom bardziej niż kolejnemu rekordowi Bartka Zmarzlika na podjeździe pod górkę w Hiszpanii. Bo żużel silny tylko w ośmiu miastach to żużel na krótkiej smyczy.
Żużel. Polacy przejmą Grand Prix?! Obecne zarobki to… grosze! – PoBandzie – Portal Sportowy
Luty to też czas „zbrojeń w ciszy”. Tunerzy w swoich jaskiniach czarują, by urwać te kilka tysięcznych sekundy. Ryszard Kowalski czy Flemming Graversen pewnie nie dosypiają, a ich warsztaty przypominają laboratoria NASA. To fascynujące, że w sporcie, który w teorii polega na czterech kółkach w lewo, o wszystkim decyduje precyzja godna zegarmistrza. W lutym nie wygrywa się meczów, ale w lutym przegrywa się sezony. Jeśli teraz ktoś prześpi moment na zamówienie „kosmicznej” partii silników, w maju będzie mógł tylko bezradnie machać rękami na prostej.
Jesteśmy na „przeciwległej prostej”. Widzimy już łuk, który wprowadzi nas w sezon 2026. Jeszcze chwilę cierpliwości. Jeszcze kilka treningów na crossie, jeszcze kilka faktur za sprzęt. A potem? Potem znów poczujemy ten jedyny w swoim rodzaju zapach spalonych marzeń. Tęskniliście? Bo ja, choć jeszcze czuję w ustach smak herbaty z prądem, nie mogę się doczekać, aż to wszystko ruszy spod taśmy.
ŁUKASZ CHRZANOWSKI













Żużel. Falubaz za chwilę będzie na torze! Jest termin
Żużel. Jest szczegółowy terminarz Metalkas 2. Ekstraligi. Wielki hit przy światłach!
Żużel. Polonia zaszaleje na rynku po awansie! Mówią o tym wprost
Żużel. Bartosz Zmarzlik już na torze! Tam wyjechał po raz pierwszy! (WIDEO)
Żużel. Wandale zdewastowali stadion tuż przed sezonem! Jest prośba o pomoc (ZDJĘCIA)
Żużel. Stal trafiła w „10” z transferami? Holder ma się bić o mistrza świata!