Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Mike Ott to czołowy żużlowiec byłego NRD, który swoje największe sukcesy święcił w latach 80. ubiegłego wieku. Jest on jedynym zawodnikiem mającym na koncie tytuł indywidualnego mistrza NRD, a także medal indywidualnych mistrzostw zjednoczonych Niemiec. 

 

Żużlowe sukcesy Ott odnosił już jako junior. W 1983 roku, jako siedemnastolatek, został mistrzem juniorów swojego kraju. W 1985 roku wywalczył z kolei Puchar Związku Młodzieży Żużlowej dla zawodników w wieku od 18 do 21 lat. Jak sam przyznaje, żużlowcem został przez tatę, a jego nietypowe dla Niemców imię również ma swój związek z żużlem. 

– Mój ojciec był wielkim fanem żużla i tak naprawdę to przez niego zostałem żużlowcem. Namawiał mnie mocno do uprawiania tego sportu. Jeździł regularnie na zawody do Teterow w latach 60. ubiegłego wieku i tam zafascynował go swoją jazdą angielski zawodnik o imieniu Mike. Tato był jego fanem i dlatego mam nietypowe imię jak na Niemca – mówi ze śmiechem Mike Ott.

W 1989 roku Ott potwierdził swój żużlowy talent i wywalczył indywidualne wicemistrzostwo kraju. Największy sukces przyszedł jednak rok później, kiedy został mistrzem NRD. Tytuł mistrzowski zapewnił sobie w ostatnim turnieju finałowym, rozgrywanym na torze w Gustrow. To po tych zawodach wschodnioniemieckie dzienniki pisały o nim: „Ostatni żużlowy mistrz naszego kraju”. Upadek NRD był już wówczas przesądzony.

O mistrzowski tytuł Ott do końca rywalizował z Thomasem Diehrem, który reprezentował barwy klubu z Teterow. Trzecia runda mistrzostw NRD odbyła się na torze w Neubrandenburgu. Przed tym turniejem Ott i Diehr mieli na swoim koncie po 26 punktów. Bezpośredni pojedynek z Diehrem, Ott przed własną publicznością przegrał. Jednak to on jechał na ostatni turniej do Gustrow z jednopunktowa przewagą nad rywalem. Emocje ich rywalizacji towarzyszyły dosłownie do końca zawodów. Obaj wygrywali swoje biegi, a do ich bezpośredniego pojedynku doszło w ostatniej serii startów.

 – To była pasjonująca walka o tytuł mistrza wschodnich Niemiec do ostatnich zawodów i o ile pamiętam, do ostatniego biegu. Diehr wygrał start, później ja go wyprzedziłem i pilnowałem się cały czas, aby Diehr mnie nie wyprzedził swoimi atakami. W pewnym momencie jednak kompletnie zniknął mi z pola widzenia. Okazało się, że miał defekt motocykla. Do dziś przyznaję, że mam gdzieś lekki niesmak, że tytuł został zdobyty w momencie, kiedy Diehr zanotował defekt. Z drugiej strony defekty to część tego sportu. Ten finał był dla mnie niezwykły jeszcze z jednego względu. Oglądał go w Niemczech sam Ivan Mauger – wspomina. 

 Za wywalczenie tytułu Ott otrzymał wówczas 100 marek nagrody oraz 130 marek premii. Z racji faktu, iż od pierwszego lipca obowiązywała już wspólna marka niemiecka, Ott wywalczył mistrzostwo NRD, a nagrodę finansową otrzymał już w innej, więcej wartej walucie.  Z perspektywy czasu zawodnik klubu z Neubrandeburga miło wspomina swoją rywalizację z Thomasem Diehrem.

– Byliśmy rywalami na torze. Na pewno nie byliśmy przyjaciółmi. Patrząc na to z perspektywy czasu, wiem że dziś w pewnych momentach zachowałbym się inaczej. Najważniejsze jest to, że dziś – pomimo wszystko – potrafimy ze sobą rozmawiać. Na pewno w czasach NRD, na żużlu, było inaczej. Startowaliśmy na sprzęcie klubowym, miałem doskonałego klubowego mechanika, Norberta Kindera, który dużo mi pomógł – mówił po latach Ott na łamach niemieckiego Nordkuriera.

Były zawodnik Niemieckiej Republiki Demokratycznej wiele razy ścigał się na polskich torach i jak sam mówi, z Polską ma tylko najlepsze skojarzenia. 

– Pierwszy raz startowałem na pewno w Bydgoszczy, gdzie odbywał się Puchar Pokoju i Przyjaźni. Dzień później pamiętam podobne zawody były na torze w Grudziądzu. To była połowa lat 80. ubiegłego wieku. W latach 70. mój klub z Neubrandenburga w ogóle miał bardzo dobre kontakty z Grudziądzem. Później one nieco ustały, ale dzięki Bogdanowi Kowalskiemu ponownie ożyły w latach 80. i często jeździliśmy do Polski – kontynuuje Ott.

Po upadku NRD Ott nie zakończył kariery żużlowej. Startował aktywnie na żużlu do 1995 roku, kiedy to po upadku w jednym z biegów był zmuszony pożegnać się ze speedwayem. W 1993 roku na doskonale znanym sobie torze w Neubrandenburgu, przed ponad czterema tysiącami widzów, zapewnił sobie brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Niemiec. Wyżej od niego na podium stanęli Marvyn Cox i Gerd Riss. Ten sam sukces powtórzył rok później na torze w Ludwigslust.

Myślę, że w tych dwóch finałach pokazałem się z dobrej strony. Walczyłem na tyle, na ile mogłem. Z kwestią, że zawodnicy pochodzący z zachodu mieli lepsze przygotowanie sprzętowe nie do końca się zgodzę. Oczywiście sprzęt dużo daje, ale jeszcze więcej mentalność i chęć sukcesu. Ja byłem wtedy po prostu słabszy sportowo od Coxa czy Rissa – dodaje Ott

W swojej karierze Ott ścigał się również w eliminacjach mistrzostw świata czy w turniejach rozgrywanych w Argentynie. 

– Do Argentyny trafiłem dzięki Peterowi Helertowi. Jego ojciec w latach 70. uciekł do zachodnich Niemiec. Helert w latach 80. startował dla Neubrandenburga. Podczas ostatnich  zawodów w Stralsundzie w 1992 roku zapytał mnie o to, czy bym nie poleciał do Argentyny. Ja przedtem byłem „żużlowo” tylko wczesną wiosną w Bułgarii. Tam spotkałem jednak Heinricha Schatzera, który ścigał się już wcześniej w Argentynie i w samych superlatywach ją zachwalał. Tak więc nie zastanawiałem się długo nad propozycją Helerta i poleciałem. O ile dobrze pamiętam, to nawet wywalczyłem wicemistrzostwo tego kraju. Fajna przygoda i zobaczyło się coś nowego w życiu – wspomina były zawodnik Neubrandenburga.

W 1995 roku wydarzył się wypadek, który definitywnie zakończył karierę ostatniego żużlowego mistrza NRD.

– W niedzielę jechaliśmy Bundesligę w Neuenknick, w środę były mistrzostwa Meklemburgii w Gustrow. Nasz region miał wtedy wielu dobrych zawodników i stawka zawodów była naprawdę ciężka. Wygrałem dwa biegi, a w trzecim starcie upadłem na prowadzeniu. Dwóch zawodników mnie ominęło, a ostatni wjechał we mnie z impetem. Z poważnymi obrażeniami znalazłem się w szpitalu. Praktycznie wszystkiego, łącznie z chodzeniem, musiałem uczyć się od nowa. Trwało to ponad pół roku. Nigdy nie byłem zawodowym żużlowcem. Po upadku muru ścigałem się i normalnie pracowałem w niemieckim Telekomie. Po wypadku firma też niejako dała mi wybór – albo żużel albo praca. Wybrałem pracę i żużel się zakończył – mówi Mike Ott. 

Mike Ott z żużlem ostatecznie kompletnie się nie pożegnał. Wraz z miejscowymi działaczami angażuje się w powrót żużla w Neubrandenburgu. Został honorowym ambasadorem reaktywacji żużla w tym mieście. Od żużla absolutnie więc nie stroni. 

– Żużel to część mojego życia. Patrząc na to wszystko z perspektywy lat, to uczciwie uważam, że dla mnie mur berliński upadł po prostu pięć lat za późno. Gdyby stało się to wcześniej, to myślę, że byłbym w stanie „wyciągnąć” ze swojej kariery jeszcze więcej. Było jednak tak, jak było. Na pewno miło, że do dziś jestem wspominamy jako jeden z najlepszych ostatnich żużlowców kraju, który zniknął z geograficznej mapy świata – podsumowuje ostatni indywidualny mistrz NRD.