Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Michał Korościel: Miałem psychofankę. Pod jedynką wystawiam Sławka Drabika

Fot. Archiwum prywatne Michała Korościela

Głos Michała Korościela jest doskonale znany nie tylko słuchaczom Radia Zet, ale także kibicom żużla. – Praca w telewizji bywa stresująca. Jeżeli się nie stresujesz przed emisją na żywo, to znaczy, że powinieneś już zmienić zawód, albo zająć się czymś innym – mówi nasz rozmówca. Jak wyglądają kulisy pracy w Radio Zet oraz stacji Eleven Sports? Kiedy i w jaki sposób to wszystko się zaczęło? O tym, psychofankach i nie tylko w poniższej rozmowie z Michałem Korościelem.

Michał, powiedz na początek w jakim rejonie Polski się wychowałeś? Z tego co wiem to województwo lubuskie…

Zawsze mówię, że jestem z Zielonej Góry, ponieważ mojej wioski nikt nie zna. Wychowałem się w Gaworzycach, na granicy województw dolnośląskiego i lubuskiego.

Żużlem interesowałeś się od dziecka, czy ten “nałóg” pojawił się później?

Po raz pierwszy na żużlu byłem w wieku siedmiu lat. Czyli właściwie kręci mnie to od dziecka.

Fani żużla kojarzą Cię przede wszystkim ze stacji Eleven Sports, przynajmniej obecnie. Jak natomiast rozpoczęła się Twoja kariera w Radio Zet?

Przygoda rozpoczęła się w 2007 roku. Kiedyś redaktor naczelny radia powiedział, że można tam trafić tylko i wyłącznie w jeden sposób, czyli przez przypadek. Ja właśnie w ten sposób się dostałem.

A konkretniej?

Studiowałem dziennikarstwo w Zielonej Górze. Kiedyś ogłoszono nabór do akademickiego radia. Ja nie chciałem nawet tam jechać, ponieważ mieliśmy zajęcia na uczelni i nie miałem czasu. Kolega mnie poprosił żebym go zawiózł, bo miałem samochód (Polonez Truck). Jak już tam pojechałem, to również poszedłem na rozmowę i tak się złożyło, że mnie przyjęli. A kolegi nie. Następnie, po jakimś czasie trafiłem do Radia Zielona Góra. Być może do dziś bym tam pracował, ale ja chciałem komentować żużel. Tam na miejscu był już człowiek odpowiedzialny za ten dział. Nie mając szans na osiągnięcie celu, w końcu zacząłem lawinowo wysyłać CV do głównych stacji radiowych, w tym do Radia Zet. Przez pół roku nie było żadnego odzewu, aż w końcu zadzwonili, ponieważ akurat zwolniło im się miejsce w dziale sportowym.

Wszystko jasne. Wspomniałeś jednak, że zawsze chciałeś komentować żużel. Jak wobec tego trafiłeś do telewizji?

Eurosport w 2011 roku nawiązał współpracę z Radiem Zet. Potrzebowali dziennikarzy sportowych, a ja byłem jedynym w radiu. Zabierali mnie ze sobą na różne wydarzenia sportowe, niezwiązane z żużlem. Poznawałem tam jednak rozmaite osoby ze świata sportu. Po jakimś czasie Eurosport przejął Speedway European Championship. Zostałem zaproszony do skomentowania SEC w Togliatti w studiu w Warszawie. Rok później Eurosport kupił prawa do transmisji szwedzkiej Elitserien i wkręciłem się tam. Gdy powstała stacja Eleven, zadzwonił Patryk Mirosławski. Dogadaliśmy się i zacząłem komentować ligę angielską.

Opowiedz najbardziej zabawną historię związaną z Twoją karierą w roli komentatora…

W 2006 roku spotkałem w parkingu po meczu Kaia Laukkanena i zauważyłem, że palił papierosa. Odjechał bardzo słabe zawody, zdobył bodaj 3 punkty. Podszedłem do niego, aby zapytać, co poszło nie tak. Najpierw standardowo odpowiedział mi, że nie mógł się dopasować i szukał typowych wymówek. Ja zasugerowałem, że być może to wina tego, że pali papierosy i kondycyjnie nie wytrzymuje. Kai mnie zaskoczył, ponieważ zripostował, że gdyby nie “zajarał” to zdobyłby 2 punkty.

Czy praca w telewizji jest dla Ciebie emocjonująca? Gdy komentujesz zawody na żywo to te emocje w jakiś sposób Ci się udzielają?

Oczywiście, że emocje się udzielają. Gdybym popadł w rutynę to przestałbym się tym zawodowo zajmować. Kiedyś starszy kolega z radia powiedział mi, że gdybym przestał się stresować, emocjonować przed wejściem na antenę to powinienem rzucić tę robotę. Na żużlu musisz się emocjonować. Jeśli tego nie robisz, to widzowie momentalnie to wychwycą. Nie da się ich oszukać.

Opowiedz jak wygląda tak zwana “kuchnia” pracy w telewizji. Jak przygotowujecie się do emisji?

Podzieliłbym to na dwa działy. Pierwszy to obsługa techniczna, czyli wóz transmisyjny. Zajmuje się tym odrębna firma. Nie są zatrudnieni ani w Canal+, ani w Eleven. Telewizja zleca firmie przygotowanie i obróbkę techniczną transmisji. Eleven i Canal+ korzystają z usług tej samej firmy, więc czasami śmieszą mnie komentarze ludzi, którzy twierdzą, że dana stacja lepiej bądź gorzej pokazuje mecz. Zajmują się tym ci sami ludzie, w taki sam sposób (śmiech). Drugi dział to już stricte redakcja, czyli te osoby, które można zobaczyć podczas transmisji. Tu oczywiście obie stacje mają swoich ludzi. Przygotowujemy się standardowo. Dwa dni wcześniej zaczynami dzwonić do ludzi związanych z danym meczem, zbieramy statystyki i tak dalej.

Czy masz w stacji Eleven kogoś, z kim współpracuje Ci się najlepiej?

Tak, to nie jest żadna tajemnica, że najlepiej komentuje mi się z Marcinem Kuźbickim. Świetnie się dogadujemy i rozumiemy. Oczywiście nie umniejszam pozostałym, jednak z Marcinem uzupełniamy się nawzajem.

Twoim zdaniem emisja na żywo jest bardziej stresująca aniżeli nagrania, które można zmienić, powtórzyć i opublikować w terminie późniejszym?

Wolę na żywo. Szczerze mówiąc nienawidzę nagrywania materiału wcześniej. Trudno wtedy wydusić z siebie emocje gdy masz świadomość, że to można powtórzyć, że nie dzieje się w czasie rzeczywistym. Ja lubię adrenalinę.

Kto jest, lub był Twoim dziennikarskim “guru”?

Kiedyś chciałem być jak Przemysław Babiarz i próbowałem naśladować jego sposób przekazywania informacji. Jednak pewnego razu, gdy byłem w kościele, usłyszałem od księdza bardzo prosty komunikat (a do mnie tylko proste komunikaty trafiają). Mianowicie ksiądz powiedział, że trzeba być sobą. Tylko będąc sobą stajesz się oryginalny. Od tej pory nikogo nie naśladuję. Oczywiście słucham i doceniam, jednak wolę pozostać Korościelem,

Lubisz oglądać samego siebie w telewizji?

Nienawidzę i unikam tego jak ognia. Nie mam problemu z odsłuchiwaniem samego siebie w radiu, ponieważ wydaje mi się, że doszedłem do pewnego, zadowalającego mnie poziomu. Ponadto, te radiowe mikrofony rewelacyjnie “wyciągają” głos. Czasami sobie słucham i myślę “kurde, brzmię jak Morgan Freeman” (śmiech).

Michał Korościel na motocyklu żużlowym w Krakowie

Wiadomo, że komentować zawody można do późnej starości. Może jednak masz już w tej chwili sprecyzowane plany po zakończeniu kariery dziennikarskiej?

Nie mam żadnych planów. Najbardziej przerażające jest to, że ja nic innego nie umiem robić (śmiech). Od zawsze zajmuję się “gadaniem” i nie wiem jak inaczej miałbym zarabiać pieniądze. Nie mam zdolności manualnych, nawet gdy kupujemy jakieś łóżeczko dla dziecka czy krzesła to żona je skręca (śmiech). Mam nadzieję, że moja praca do końca będzie związana z tym gadaniem.

Wspomniałeś, że skupiasz się na sobie. Jednak jest coś takiego, co Cię zwyczajnie denerwuje u innych dziennikarzy/reporterów?

W każdym mnie coś wkurza, zarówno u siebie, jak i u innych. Jednak nie wdawajmy się w szczegóły (śmiech). Gdy nie komentuję zawodów to jestem zwyczajnym kibicem, a kibiców zawsze coś denerwuje w komentatorach i mnie też.

Uczyłeś się fachu dziennikarstwa poprzez studia? Masz wykształcenie w tym kierunku, czy jesteś samoukiem?

Skończyłem dziennikarstwo, ale zupełnie nic mi to nie dało jeżeli chodzi o wykonywanie tego zawodu. Zmusili mnie, abym przeczytał kilka książek i jakąś naukę z nich wyciągnąłem, jednak nic poza tym. Wydaje mi się, że dziennikarstwa nie można się nauczyć, klepiąc teorie. Zdecydowanie więcej wyciągniesz z praktyki i zdobywania doświadczenia. Albo masz to coś, albo nie.

Czym interesujesz się poza czarnym sportem?

Jeżeli chodzi o sport, to zdecydowanie skoki narciarskie. Z innych rzeczy bardzo lubię posłuchać muzyki rockowej z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. Lubie również czytać książki. Mam wrażenie, że wszystko, co miało powstać, już powstało i nic nowatorskiego się nie pojawi. Słucham klasyków rocka, czytam klasyków literatury. Lubię gdy coś ma przybity stempel jakości poprzez czas, historię.

Co lubisz robić w wolnym czasie? Preferujesz osiadły tryb kanapowy czy stawiasz na aktywność?

W tym miejscu występuje duża rozbieżność pomiędzy tym, co ja lubię, a tym, co muszę. Mam trzy córeczki więc tego wolnego czasu jest bardzo mało. Poświęcam im możliwie jak najwięcej czasu i lubię się z nimi bawić. W przeszłości, gdy czasu wolnego było więcej, uwielbiałem jeździć na rowerze. Kiedyś w radiu robiliśmy taką akcję, że miałem przejechać 500 kilometrów w przeciągu 5 dni. Przejechałem trasę z Warszawy do Mikołajek okrężną drogą. Na tyle mi się to spodobało, ze następnie z Warszawy pojechałem rowerem do Zielonej Góry. Ta podróż zajęła mi 3 dni. Od czasu, gdy powiększyła mi się rodzina musiałem zamienić rower na samochód.

Fot. Archiwum prywatne Michała Korościela

Czy macie swoje ulubione miejsce z rodziną na wakacje?

Z dziećmi standardowo jeździmy nad morze, na przykład do Pobierowa, tam gdzie jest kolorowo, z goframi, lodami, świecidełkami i tatuażami z henny. Wcześniej sporo podróżowaliśmy z żoną w Bieszczady.

Każdy ma jakieś marzenia. Czy Ty masz jakieś związane ze swoją kariera zawodową? Czy może jesteś już spełnionym człowiekiem i niczego więcej Ci nie potrzeba?

Zawsze mam problem z odpowiedzią na tego rodzaju pytania. Może to dziwne, ale ja chyba nie mam marzenia. Uważam, że naprawdę w życiu mi się udało. Zajmuję się tym, co sprawia mi przyjemność. Na dzień dzisiejszy chcę robić nadal to, co do tej pory. Oczywiście chciałbym w przyszłości skomentować zawody, w których Polak zdobywa tytuł mistrza świata. Jednak nie mam bzika na tym punkcie.

Gdybyś mógł coś w swoim życiu zmienić? Masz taką rzecz, cechę?

Nic szczególnego. Nawet błędnych decyzji bym nie zmieniał, bo one również uczą.

Jaki najbardziej “bzdurny” artykuł o tematyce żużlowej w życiu przeczytałeś?

Najbardziej bzdurny artykuł napisałem ja sam. Pracowałem w pewnej studenckiej gazetce. Kazali mi napisać coś o żużlu. W Zielonej Górze kiedyś jeździł taki żużlowiec jak Stefan Żeromski. Pomyślałem sobie, że zrobię sondę na ulicy i zapytam zupełnie przypadkowe osoby “z kim kojarzy ci się Stefan Żeromski”? Najwięcej osób wskazało oczywiście, że kojarzy im się z pisarzem. Spora część wskazała właśnie żużlowca. Niewielki odsetek skojarzył zarówno z pisarzem, jak i żużlowcem, a 20% ankietowanych odpowiedziało, że nie ma pojęcia (śmiech). Później zdałem sobie sprawę, że taki artykuł absolutnie niczego nie wnosi, ale samo tworzenie go mi się podobało.

Pracujesz w telewizji, w radiu, a zatem jesteś osobą rozpoznawalną. Zdarzyło Ci się mieć jakieś “psychofanki”, które nie dawały Ci żyć?

Nie przesadzałbym z tą rozpoznawalnością. Jednak była jedna taka psychofanka. Nie wiem skąd wzięła mój numer telefonu, ale dzwoniła, pisała praktycznie bez przerwy. Nie wiedziałem co zrobić. Całe szczęście, że nigdy nie przyjechała do Warszawy, aby mnie odszukać. Myślałem nawet, aby zmienić numer telefonu, jednak poinformowanie o tym wszystkich znajomych, współpracowników to zbyt wymagająca operacja (śmiech). Przestałem po prostu reagować i w końcu odpuściła.

Lubisz pożartować, uchodzisz za człowieka z dużym poczuciem humoru. Gdybyś mógł zestawić “jajcarski” zespół złożony z żużlowców, kogo byś w nim umieścił?

Na pewno pod jedynką wystawiłbym Sławomira Drabika, następnie Johna Cook’a. Kolejne miejsce zająłby Chris Harris, chociaż on jest “jajcarski” wbrew swojej woli. Z młodszego pokolenia Gleb Czugunow, Oskar Bober. Jako jokera natomiast wytypuję Piotra Śwista. On z kolei zabawny był w sytuacjach, gdy się denerwował.

Jest taka niepisana tradycja, że kibice żużla po zakończeniu sezonu oglądają skoki narciarskie. Jak myślisz, dlaczego właśnie skoki? Co łączy tę dyscyplinę z żużlem?

Myślę, że wbrew pozorom jest sporo podobieństw. Choćby geografia, właściwie jest niemal identyczna. Jest 7 krajów, które uprawiają obie dyscypliny, nawet w podobnych regionach. Mamy trochę Skandynawii, trochę wokół Polski, dochodzi jeden region egzotyczny (w kontekście skoków narciarskich jest to Japonia, natomiast w żużlu Australia). Kolejna kwestia to emocje, tak w skokach, jak i w żużlu są one dawkowane. Jeden bieg trwa około 60 sekund, a potem jest przerwa. Podobnie jeden skok trwa kilka/kilkanaście sekund i również następuje chwila oddechu. Jeszcze innym podobieństwem jest czas oraz okoliczność, która sprawiła, że te dyscypliny stały się popularne w Polsce. Żużel oglądają wszyscy dzięki Tomaszowi Gollobowi, skoki za sprawą Adama Małysza. Za Gollobem poszedł Zmarzlik, za Małyszem Kamil Stoch. Łącznikiem oczywiście są również sukcesy polskich zawodników. Jednak żużel jest bardziej sportem lokalnym, ludzie utożsamiają się z danym regionem, reprezentowanym przez klub. Skoki to rywalizacja stricte międzynarodowa.

Dokończ slogan – zamiast “Radio Zet i już” to “Żużel bo…”?

Za slogany bierze się pieniądze (śmiech). Nie będę w tym miejscu nadzwyczaj kreatywny i powiem – Żużel i już…

Co jest cenniejsze dla Ciebie? Twój samochód czy Twój głos?

Hmm, głosu nikt mi jeszcze nie wycenił, choć słyszałem o przypadkach, gdy znane osoby ubezpieczają swoje części ciała. Raczej nie mam obsesji na punkcie swojego głosu, ale jeden z moich idoli (Freddie Mercury) miał. Może kojarzysz, miał one dość krzywe, wystające zęby, dlatego za każdym razem, gdy się uśmiechał to zakrywał usta. Stać go było na to, aby zrobić sobie operację, jednak obawiał się, że jego głos wskutek tego się zmieni. Oczywiście, staram się dbać o swój głos, ale nie popadam w paranoję. Zdaję sobie też sprawę, że ludzki głos się starzeje i zapewne za 20 lat nie będę brzmiał tak jak dziś. Poza tym paliłem papierosy, a teraz przerzuciłem się na IQOS. To też ma jakiś wpływ na jakość głosu, jednak w moim przypadku akurat korzystny.

Czy masz jakiś pomysł na odrodzenie żużla na świecie? Mam na myśli zwiększenie jego rozpoznawalności, aby kolejne nacje zaczęły dołączać do rozgrywek…

Moim zdaniem należałoby po prostu zrobić “show” – z fajerwerkami, występami, koncertami. Do tego potrzeba promotorów, czyli osób, które w ogóle chciałyby podjąć się zadania rozpowszechnienia tej dyscypliny w innych krajach. Ludzie pochodzący z regionów, w których ten żużel “nie śmiga” nie przekonają się sami z siebie, trzeba pokazać im te przysłowiowe fajerwerki, aby sport ten zaczął kojarzyć im się pozytywnie. Aczkolwiek uważam, że żużel nigdy nie stanie się dyscypliną globalną. Może to i dobrze.

Którego zawodnika najbardziej podziwiasz? Nie musi być to żaden z obecnie startujących…

Moim największym idolem zawsze był Lars Gunnestad. Wynika to jednak z faktu, że był pierwszym “kolorowym” zagranicznym zawodnikiem, którego zobaczyłem na żywo w wieku siedmiu lat. Nigdy osobiście go nie poznałem i nie chciałbym poznać. Być może to dziwne, ale obawiam się, że gdybym poznał tego człowieka osobiście, cały wykreowany przeze mnie mit żużlowego ideału ległby w gruzach. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której odwiedzam dziś Larsa, a on okazuje się stetryczałym, nudnym gościem, pijącym piwo na kanapie. Oprócz tego niezwykle podziwiałem Darcy’ego Warda. Moim zdaniem ten chłopak miał właśnie “to coś”, czego innym brakuje. Oczywiście, Bartosz Zmarzlik jest perfekcyjny, ale to Ward był dotknięty palcem bożym. Bartek jest żużlowcem, który za pomocą pasji i niezwykle ciężkiej pracy doszedł na szczyt, wszystkiego się nauczył. Darcy tego nie potrzebował, bo on większość dostał w pakiecie startowym od losu.

Ostatnie pytanie. Gdyby nie Myszka Miki, to jaka maskotka pasowałaby do Falubazu Zielona Góra?

Falubaz od zawsze kojarzył mi się z czymś “amerykańskim”. Za czasów moich początków w latach dziewięćdziesiątych ówcześni żużlowcy z Zielonej Góry mieli nawet na plastronach coś w rodzaju flagi USA. Zbigniew Morawski był zakochany w Ameryce i wpychał ją wszędzie. Myszka Miki idealnie pasuje, jako symbol… kapitalizmu? Więc to musiałoby być coś podobnego, na przykład Kaczor Donald.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również. Pozdrawiam.

Rozmawiał SEBASTIAN SIREK

CASH BROKER

  1. Pierwsze pytanie: Skad pochodzisz 🙂 i tak widze progres w porownaniu do pytania do Mateusza Swidnickiego: Skad sie wziales.

    A Michal Korosciel: ogolnie jest to pan ktory zamiast na tweecie : dowcipnis powinien miec szyderca. Jak sie uczepi jakiegos tematu to go w kolko powtarza myslac ze jest fajny: jak haslo British speedway przy okazji jakis zawodow w blocie. Co jeszcze? A no to ze pogwizdywanie na antenie jest slabiutkie. Czyzby zabraklo slow? Skoro tak to czas zmienic zawod ….

  2. Osobiście lubię redaktora Korosciela, wydaje się być człowiekiem z poczuciem humoru i dystansem do tego co robi. Dużo czasu spędzam w samochodzie i często słucham Radia Zet, oczywiście jako kibic żużla oglądam również “11” oraz Eurosport i nie widzę różnicy, człowiek na odpowiednim miejscu, czego nie mogę powiedzieć o niektórych Jego kolegach np. Pan Olkowicz, doprowadza mnie do szału.
    Fajny wywiad, fajny rozmówca i pozytywny człowiek.

  3. Osobiście nie lubie pana Korosciels a już komentatorka wspólnie z Olkowiczem to się czuje jak w jakim teatrze słów wymyślanych i historii tworzonych przez aktorów a nie jak na meczu żużlowym

  4. Nie trawie tego gościa tak gada jak komentuje czesto się myli kto na którym miejscu jedzie kto w jakim kasku i kto w którym biegu nie wspominając jakie słowa wymyśla dziwne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.