Żużel. Miał oglądać finał z boku, a… wyrwał złoto! 36 lat temu Opole świętowało jak nigdy!

15 października jest datą, która doskonale kojarzy się każdemu fanowi opolskiego żużla. Dziś mija 36 lat od momentu, kiedy jedyny złoty medal Indywidualnych Mistrzostw Polski dla Kolejarza Opole wywalczył Wojciech Załuski. Niewielu jednak wie, że z tamtymi zawodami wiąże się niesamowita historia. Niewiele brakowało, a późniejszy triumfator w ogóle by w turnieju nie pojechał.

W półfinale IMP rozegranym w Bydgoszczy Załuski zdobył sześć punktów i po wygraniu biegu barażowego z Jarosławem Olszewskim zapewnił sobie status pierwszego rezerwowego w leszczyńskim finale. Jak sam dziś wspomina, na start w finale w ogóle nie liczył.

– Do Leszna jechałem wtedy jako rezerwowy i nie ma co mnie pytać dzisiaj czy spodziewałem się sukcesu. Ja, jadąc tam, nie spodziewałem się ani tego, że będę startował, ani tym bardziej tego, że coś zdobędę. Można powiedzieć, że jechałem obejrzeć sobie finał z boku, a o złocie czy jakimkolwiek medalu kompletnie nie myślałem – mówił nam były zawodnik Kolejarza Opole we wspominkowej rozmowie z naszym portalem.

Po przyjeździe do Leszna okazało się, że pod znakiem zapytania stoi start zawodnika gospodarzy -Zenona Kasprzaka, który zmagał się z kontuzją. Żużlowiec Unii Leszno rozważał wyjazd do pierwszego biegu, aby sprawdzić na ile i czy będzie w stanie rywalizować. Ostatecznie jednak od tego pomysłu odszedł i tym samym zrobiło się miejsce dla zawodnika Kolejarza Opole.

– Z tego co pamiętam, to tak właśnie było. Zenek jednak ostatecznie na torze się nie pojawił i mogłem, zupełnie dla mnie niespodziewanie, wystąpić w zawodach – dodaje Załuski.

Żużel. Taryfy ulgowej nie będzie! Ekstraliga o Stali w nowym regulaminie – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Runęła transferowa układanka?! PGE Ekstraliga wprowadza… zakazy dla dłużników! – PoBandzie – Portal Sportowy


W pierwszym swoim starcie legendarny żużlowiec opolan jechał ostatni, kiedy na tor przewrócił się Janusz Łukasik i tym samym doprowadził do powtórki biegu. W powtórce oraz dwóch kolejnych swoich startach lider Opola był nieomylny. Po trzech seriach miał na swoim koncie komplet dziewięciu punktów. O dwa punkty mniej mieli Jacek Rempała, Piotr Świst oraz Ryszard Dołomisiewicz. Z dwoma ostatnimi Załuski spotkał się w biegu trzynastym. Wyścig zakończył się wygraną Jana Krzystyniaka, ale Załuski zdobył bardzo ważne oczka.

– Jasiu Krzystyniak najlepiej wyszedł ze startu, a ja ostatecznie zdołałem przywieźć dwa punkty po walce ze Świstem i Rysiem Dołomisiewiczem – potwierdza.

Żużel. Sajfutdinow żużlowym „Midasem”. Co za wyczyn! – PoBandzie – Portal Sportowy

Po czterech startach wychowanek Kolejarza miał jedenaście punktów, a po dziewięć było na kontach Golloba, Rempały, Głogowskiego oraz Krzystyniaka. Do niespodziewanego tytułu mistrza Polski brakowało dwóch punktów w ostatnim starcie. Po starcie do biegu nie wszystko szło po myśli opolanina. Jechał trzeci, za Rempałą oraz Głogowskim. Na drugim okrążeniu Załuski ostatecznie uporał się Głogowskim, do mety dojechał drugi i tym samym zapewnił sobie tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Drugie miejsce po biegu barażowym zajął Krzystyniak, trzeci był Tomasz Gollob.

– Po latach mogę powiedzieć jedno. Cieszę się niezmiernie, iż w swojej karierze tytuł najlepszego Polaka zapisałem na koncie i to startując dla Kolejarza Opole, w którym przecież swoją karierę zaczynałem. Bycie najlepszym polskim zawodnikiem to marzenie chyba każdego zawodnika i ja to zrealizowałem w finale, w którym tak naprawdę wystąpić przecież nie miałem – podsumowuje Załuski.

Osiągnięcia sprzed trzydziestu sześciu lat Załuski już nie powtórzył. W finałach IMP w swojej karierze startował siedem razy. Dwa lata po finale w Lesznie, w Toruniu, został srebrnym medalistą Indywidualnych Mistrzostw Polski. Tytuł wywalczył wówczas Sławomir Drabik.