Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Fogo Unia Leszno aktualnie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli PGE Ekstraligi. Zdaniem wielu, jest to kandydat numer 1 do spadku w tym sezonie. Nic jeszcze jednak nie jest przesądzone, a Byki wielokrotnie udowadniały, że nie warto ich skreślać zawczasu. Arcyważny wydaje się być mecz Unii w Zielonej Górze – zwycięstwo i tym samym zgarnięcie trzech punktów dałoby leszczynianom sporo tlenu. – Ja już przeżyłem mecz o życie w Zielonej Górze – mówi Rufin Sokołowski, który wraca pamięcią 23 lata wstecz.

 

Unia Leszno kolejny raz ma bardzo dużo pecha. Przez dłuższy czas z jazdy wyłączony był Janusz Kołodziej, czyli niezastąpiona postać w zespole. W dodatku poważnej kontuzji nabawił się czołowy junior drużyny, Damian Ratajczak. W ostatnim czasie w obozie Byków powiało jednak optymizmem. Do jazdy powoli wraca Kołodziej, a awaryjnie ściągnięty do drużyny Ben Cook w swoim debiucie zrobił prawdziwą furorę, zdobywając w Częstochowie 9 punktów i bonus. – Szczerze mówiąc, nic o nim wcześniej nie słyszałem. Wierzę, że Piotr Rusiecki jest fachowcem i przed zakontraktowaniem go miał dobre informacje. Być może się mylę, ale zdaje mi się, że to była podpowiedź od Leigh Adamsa – ocenia Rufin Sokołowki.

Mimo ambitnej postawy, Unia spod Jasnej Góry punktów meczowych nie wywiozła. Sztab szkoleniowy stoi teraz jednak przed sporym dylematem – siłą rzeczy dla któregoś z zawodników zabraknie miejsca. Były prezes Unii nie podjął się jednak wskazania żużlowca, który powinien usiąść na „ławce”.

– Na szczęście nie jestem na miejscu Rafała Okoniewskiego. Wierzę jednak, że podejmie dobrą decyzję. To, co powiem może jest banalne, ale według mnie pod numerami 16 oraz 8 powinien móc startować każdy zawodnik, nie tylko ten do 23 lat. To rozwiązałoby problem. A tak menadżerowie mają komfort, bo w trakcie spotkania mają mniej trudnych decyzji do podjęcia. Niestety, czasami kosztem drużyny  – przyznaje Sokołowski.

Żużel. Zengota odsunięty od składu. Zastąpi go Duńczyk

Żużel. Dominacja Polaków w Malilli! Biało-Czerwone podium!

Meczem „o życie” dla Unii ma być ten w Zielonej Górze. Przypomnijmy, że w pierwszym pojedynku obu tych drużyn na torze w Lesznie padł remis. Nawet minimalna wygrana którejś z tych ekip automatycznie daje 3 duże punkty do tabeli. Sokołowski jest zdania, że Unię stać na to, by w Zielonej Górze zgarnąć pełną pulę. Wrócił wspomnieniami do czasów, gdy jego drużyna w Grodzie Bachusa taki mecz w podobnych okolicznościach wygrała.

– Miało to miejsce w 2001 roku. Wówczas był taki układ, że w niedzielę mieliśmy teoretycznie jechać rewanż w Lesznie, lecz pierwszy mecz się nie odbył w pierwotnym terminie i przełożono go na poniedziałek. W Lesznie prowadziliśmy w pewnym momencie bodaj 20 punktami.  Zadzwoniłem wtedy do trenera Krzystyniaka i kazałem przekazać chłopakom, że mają… przegrywać. Płacone mieli jednak tak, jakby wygrywali. Zamysł był taki, żeby nasze zwycięstwo było minimalne. Dlaczego tak postąpiłem? Ponieważ gdybyśmy wygrali wysoko, zielonogórzanie od samego rana robiliby wszystko, by się odbić. A że przegrali dwoma punktami, to byli wręcz przekonani, że u siebie pójdzie im gładko – wspomina były prezes.

Żużel. Trenowali na południu kraju. Tak szykowali się na mecz w Krośnie

Żużel. Wrócił do ścigania z przytupem. Dostał kontrakt w najwyższej lidze

– To był jeden z najbardziej stresujących meczów w moim życiu. Po jedenastu biegach prowadziliśmy w Zielonej Górze różnicą kilkunastu punktów. Wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mecz przerwano na godzinę, ponieważ pod pretekstem zawału jednego z kibiców przyjechała karetka. W trakcie tej przerwy Falubaz pozmieniał co się tylko da, a my po prostu czekaliśmy i marzliśmy. Gdy mecz wznowiono, Falubaz dwukrotnie wygrał 5:1, a raz 4:2. W 15. wyścigu ze strony zielonogórzan jechali Andrzej Huszcza oraz śp. Rafał Kurmański, a od nas Leigh Adams i Damian Baliński. Ostatecznie Huszcza zdefektował, a my ten mecz wygraliśmy i utrzymaliśmy się w lidze. Później jeszcze oskarżano Hamilla, który jeździł wówczas w Falubazie, o sprzedanie meczu, co było absolutną bzdurą. W żużlu dzieją się różne rzeczy, więc mówiąc już o teraźniejszości, Unia jak najbardziej może się w PGE Ekstralidze utrzymać – dodaje.

Unia ma przed sobą jeszcze trzy domowe starcia (z ZOOleszcz GKM-em, KS Apatorem i Betard Spartą), w których może realnie myśleć o zwycięstwach. O bonusy w tych pojedynkach będzie jednak bardzo trudno. Zakładając, że wszystkie trzy mecze Byki zwyciężą za 2 punkty, łącznie w tabeli będą ich mieli 9. Porażka w Zielonej Górze sprawi zaś, że tyle samo punktów będzie mieć Falubaz, oczywiście zakładając, że zielonogórzanie w pozostałych meczach nie zapunktują. To dlatego właśnie ten konkretny pojedynek będzie tak istotny w kontekście utrzymania. Starcie zielonogórsko-leszczyńskie zaplanowano na 7 lipca.