Osłabiony absencją Emila Sajfutdinowa KS Apator Toruń zaliczył rozczarowującą porażkę 42:48 na domowym torze w pierwszym meczu ćwierćfinałowym tegorocznej fazy play-off PGE Ekstraligi. Do wygranej zabrakło między innymi kilku punktów Roberta Lamberta. Jeden z liderów Toruńskich Aniołów zdobył 12 oczek z bonusem w aż 7 startach i nie czuł się najlepiej na domowym owalu.
Fani Apatora z pewnością inaczej wyobrażali sobie wczorajszy wieczór. Zawodnicy Aniołów źle weszli w mecz i jedynym obiecującym momentem była druga seria, w której zdołali nadrobić 4 z aż 6 punktów straty po pierwszych czterech biegach. Dobrym wyznacznikiem nie najlepszej postawy torunian był Robert Lambert. Uczestnik cyklu Speedway Grand Prix zaczął to spotkanie od aż czterech dwójek z rzędu, z czego trzykrotnie był zmuszony oglądać plecy rywali z Gorzowa. Oczywiście nie był to wynik tragiczny, lecz fani domagają się lepszych występów od zawodnika legitymującego się czwartą średnią biegopunktową w lidze. Za gorszą postawą Brytyjczyka w pierwszych start najprawdopodobniej stał jego silnik, który dosłownie skończył swoje życie w kawałkach przed startem biegu 12.
– Trudno powiedzieć, co się stało, oczywiście nie byliśmy dzisiaj mocniejszym zespołem i to oni okazali się szybsi na torze. Dodatkowo mój najszybszy silnik zepsuł się, gdy jechałem z rezerwy taktycznej, więc pewnie przez to byliśmy trochę wolniejsi w poprzednich wyścigach, bo jego żywot dobiegał końca. Potem wzięliśmy drugi motocykl i było dużo lepiej, wygraliśmy bieg, a potem w 15 było trudno, bo z Patrykiem staraliśmy się jechać razem, ale niestety Anders dał radę wjechać pomiędzy nas – opowiadał Robert Lambert bezpośrednio po zakończonym spotkaniu.
Gorącym tematem jest też tor, który nie zapewnił gospodarzom przewagi, jaką dawał w ostatnich domowych spotkaniach. To właśnie dobrze przygotowany toruński owal pozwolił na odniesienie pewnego derbowego zwycięstwa z ZOOLeszcz GKMem Grudziądz, czy sensacyjnego triumfu z Orlen Oil Motorem Lublin. Dziś przewagi własnego toru właściwie nie było, co dobitnie pokazała ebut.pl Stal Gorzów prowadząc aż 41:31 po 12 startach, będąc już praktycznie pewnym końcowego triumfu. Robert Lambert również przyznał, że na torze nie czuł się dziś najlepiej.

– Nie czułem się tak szybki jak zawsze, mieliśmy bardzo dobry tor i przewagę z nim związaną w ostatnich trzech meczach. Dzisiaj było trudniej przez pogodę i tor nie był dla nas wymarzony. Jednak warunki są takie same dla każdego i Stal była w stanie lepiej ustawić swoje motocykle – mówił lider toruńskiej drużyny.
Przed KS Apatorem Toruń zadanie z gatunku misji niemożliwych. Nawet zakładając powrót Emila Sajfutdinowa do przejścia do 1/2 fazy play-off, toruński zespół potrzebuje przynajmniej zwycięstwa w Gorzowie. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2015. Wtedy w przełożonym spotkaniu pierwszej kolejki sezonu prowadzeni przez Grigorija Łagutę, Pawła Przedpełskiego i Jasona Doyla goście zwyciężyli na gorzowskim owalu 48:42 pomimo tego, że junior Stali Bartosz Zmarzlik zdobył wtedy 17+1 punktów w 6 startach.
REKLAMA, 18+









Żużel. Dudek Wskrzeszony. Rok, w którym powrócił na tron
Żużel. Co za wynik Wilków Krosno! Doyle już ściąga tłumy?
Żużel. Przyjemski zrobił duży progres. Mówi, co poprawił w swojej jeździe
Żużel. Perfekcyjne ruchy PSŻ-u? To pierwszy krok do PGE Ekstraligi!
Żużel. Unia Tarnów walczy o licencję! Padł termin spłaty
Żużel. GKM ma asa w rękawie? Może wskoczyć do składu!