Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Kilka dni temu powrót na żużlowe tory zapowiedział Lewis Bridger. U progu kariery wróżono mu wielką przyszłość. Życie jednak zweryfikowało prognozy. Tylko u nas Anglik mówi o powodach swojego powrotu do czarnego sportu. 

Lewis, wiele osób jest zaskoczonych Twoją deklaracją powrotu. Skąd decyzja o tym, aby ponownie ścigać się na żużlu?

Czuję, że jako zawodnik mam jeszcze coś do zaoferowania w tym sporcie. Nie chcę wracać do przeszłości, ale mogę powiedzieć, że „uporałem” się również ze swoim życiem osobistym. Po długiej walce wygrałem z depresją i jestem gotowy, aby zacząć nowe życie na żużlu. Zły okres mam już za sobą.

Dlaczego Twoja kariera nie potoczyła się tak, jak sobie pewnie zaplanowałeś? Na jej początku upatrywano w Tobie przyszłą gwiazdę tego sportu…

Tak. Zgadza się. Tak było. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chyba największy wpływ miał brak koncentracji na tym, co ważne. Istotne było też to, że nie pochodzę z konwencjonalnej rodziny i miałem sporo problemów dorastając. Wiele rzeczy nie było łatwych. 

Lewis podczas pracy w szpitalu

Z jakimi celami wracasz do tego sportu?

W życiu jak się chce, to można osiągnąć wiele. Ja wiem, że ponownie chcę. Bądźmy szczerzy, mistrzem świata nie byłem, ani już nie będę. Myślę jednak, że stać mnie na to, aby moja jazda sprawiała radość kibicom. Zamierzam być na torze godnym rywalem dla innych zawodników. 

Rozumiem, że pojawisz się w tym sezonie w lidze angielskiej…

Tak. Oczywiście. Inaczej nie byłoby mowy o powrocie do żużla. Niedługo jeden z klubów poinformuje o moich startach. Ja tego zdradzić nie mogę.

Jak wyglądają sprawy dotyczące przygotowania fizycznego? Kibice, komentując Twój powrót, zastanawiają się czy sylwetką pasujesz jeszcze do żużla…

Tak. Wiem o tym. Nie jest tajemnicą, że do momentu ponownego rozpoczęcia startów na żużlu muszę zrzucić około jedenastu kilogramów, ale jestem o to spokojny. Na pewno podczas pracy jako trener na siłowni trochę masy mięśniowej mi przybyło i mam jej w nadmiarze. (śmiech) 

A przygotowania pod kątem sprzętowym?

Nie ukrywam, że obecnie poszukuję sponsorów, którzy pomogą mi być dobrze przygotowanym pod tym kątem. Na pewno w tej dziedzinie czeka mnie sporo pracy w najbliższym czasie, ale myślę, że będę miał dobry sprzęt pod „tyłkiem”. 

Lewis, które osiągnięcie uważasz za swój największy sukces w poprzednim żużlowym „życiu”?

Na pewno tytuł mistrza Wielkiej Brytanii juniorów, pokonałem wtedy samego Taia Woffindena. Ważne było także reprezentowanie Anglii w Pucharze Świata. Do tego wracam wspomnieniami najmilej. 

Kibice w Polsce znają Cię doskonale. Który klub wspominasz najlepiej i czy jest szansa, że jeszcze na polskich torach Cię zobaczymy?

Najpierw muszę wrócić do żużla w Anglii. Nigdy nie mówi się nigdy. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Jeśli chodzi o polskie kluby, to bez dwóch zdań najlepsze wspomnienia mam z Częstochowy. Byli tam nieżyjący już Lee Richardson, a także Nicki Pedersen czy Greg Hancock. Była tam doskonała atmosfera i każdy sobie nawzajem pomagał. 

Żużel wystartuje dopiero za parę miesięcy. Czym zajmujesz się obecnie?

Pracuję w branży bezpieczeństwa. Obecnie jestem ochraniarzem w szpitalu i zajmuję się między innymi transportowaniem osób chorych na COVID-19. Oprócz tego, mam uprawnienia trenera personalnego na siłowni. 

Jak sądzisz, czego brakuje, aby angielski żużel wrócił do lat świetności?

Moim zdaniem tego, co parę dni temu postawiono. Powinno być zdecydowanie większe wsparcie dla młodych zawodników. To podstawa, aby ten sport ponownie zaczął się rozwijać. 

Dziękuje za rozmowę. 

Dziękuje również. Pozdrawiam wszystkich kibiców.