Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Co ma wspólnego hiszpański zespół piłkarski Villareal z żużlową drużyną z Landshut? Na pozór niewiele. Wczoraj hiszpańscy piłkarze pokonali faworyzowany Bayern Monachium w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. W poniedziałek z kolei „żużlowi Bawarczycy” chcą ograć na własnym torze jednego z kandydatów do wygrania zmagań na pierwszoligowym froncie, zespół bydgoskiej Polonii.

 

– Żartobliwie można powiedzieć, że chcemy być jak Villareal, który wczoraj pokonał Bayern Monachium. Będzie to jednak bardzo trudne zadanie, ponieważ zespół z Bydgoszczy jest bardzo silny. To obok Zielonej Góry główny kandydat do awansu z Matejem Zagarem czy Kennethem Bjerre w składzie. Wiemy, że przystępujemy do meczu jako „kopciuszek”, ale zrobimy wszystko, aby udało nam się pójść drogą hiszpańskich piłkarzy. Wszyscy jesteśmy bardzo zmotywowani – mówi nam menedżer zespołu Klaus Zwierschina. 

Od wczoraj tor w Landshut przykryty jest folią. Nie oznacza to jednak, że nie ma zagrożenia, iż spotkanie się nie odbędzie.

– Patrzymy oczywiście na prognozy pogody. Dzisiaj wieczorem ma popadać, w sobotę również. Jako, że mamy taką możliwość dzięki pomocy sponsorów, to postanowiliśmy zakryć tor. Chcemy być perfekcyjnie przygotowani na poniedziałkową inaugurację i „dmuchamy” na zimne. Nie ma obostrzeń pandemicznych, liczymy na sporą frekwencję i wiele emocji na torze. Mecz po prostu wygra lepszy. Oby był nim „żużlowy Villareal” – podsumowuje ze śmiechem Klaus Zwierschina.