Otóż okazało się w tych dniach, że spółka Unia Tarnów… otrzymała licencję na starty w KLŻ. Początkowo sądziłem, iż to fake news. Potem doczytałem, że owa zgoda obwarowana ma być kilkoma jeśli nie kilkunastoma „warunkami”. Nie wiem teraz: śmiać się czy płakać. Choć o ile śmiech, to pusty i niezmiernie gorzki.

Nawymyślano „zasad” i „warunków”, których to organ rozstrzygający miał się sztywno i bezwzględnie trzymać. I co teraz? Że to „Bajki dla potłuczonych”? Jak w kabarecie „Potem” Władysława Sikory? Na to wychodzi. Kto i co sprawdzał? Kto złożył w imieniu spółki dokumenty? A może nikt niczego nie składał oprócz szanownej Komisji, co to postanowiła poskładać… Jaskółkę, nawet wbrew woli samej zainteresowanej. Kto weryfikował, czy ów „składający” wnioskodawca ma po temu legitymację prawną? A może nie ma? Kto sprawdzał stan śledztwa w Prokuraturze? Same pytania. Mnóstwo pytań. Odpowiedzi niestety skąpo.

A co jeśli za chwilę rzeczona Prokuratura wyda postanowienie i sprawa spółki trafi do Sądu? PZM beknie? No nie. To „instytucja”. Zatem kto imiennie podjął tę skandaliczną i nieodpowiedzialną decyzję? Kto stoi za nędznie kamuflowaną próbą pudrowania trupa? Tego też się zapewne nie dowiemy.

Żużel. Licencja dla Unii Tarnów to wielki błąd?! „Będą żerować” – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Dlatego PZM przyznał Unii licencję! Do spełnienia 15 warunków! – PoBandzie – Portal Sportowy

Teraz to już hulaj dusza piekła nie ma. Kto żyw może wystąpić do federacji o licencję, a to „nadzorowaną”, a to „warunkową” i to nawet nie mając nic wspólnego (przynajmniej formalnie) ze spółką w imieniu której składa wniosek. Nie musi pełnić funkcji w klubie, nie musi posiadać kasy, zaplecza, sponsorów. Nawet klubu nie musi być w miejscu, z którego pochodzi wnioskodawca. Wystarczą dobre chęci. Albo inaczej. Jakiś cwaniaczek. Złoży papier żeby przytulić drobne na waciki od wkręconego przez siebie drobnego Sponsora, pod hasłem: „Robimy żużel”. Przecież to się ni kupy, ni d…py nie trzyma. Oj, coś mi mówi, że to początek końca. Ktoś tu się wyraźnie „składa” tyle, że nie w pierwszy łuk, a na dobre. Choć bardziej adekwatnym określeniem byłoby „podkłada”. Wystawiają się chłopaki na strzał z własnej, nie przymuszonej woli. I nie myślę o pojedynczym klubie. Rzecz dotyczy nieodpowiedzialnych poczynań i decyzji centrali. Za te zaś, skoro już „muszą być” bezimienne, z racji funkcji odpowiada szef – czyż nie? Napisać „skandal” to nic nie napisać. A wszystko ma się rozumieć z klauzulą „Tajne przez poufne”. Dostęp do szczegółowych informacji limitowany i ograniczony do wygodnych sobie komunikatów. Coś jak konferencja prasowa bez prawa zadawania pytań. A co z transparentnością tak obecnie modną?

Żużel. Ile kasy ma PRES Toruń po mistrzostwie? Padła kwota! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Motor znów trafił w dziesiątkę? Woryna mówi o nauce od Zmarzlika – PoBandzie – Portal Sportowy

Mniej i bardziej zadłużeni krętacze dostali z Warszawy zielone światło dla dalszych przekrętów. Liczą się bowiem… intencje, a tymi jak powszechnie wiadomo, to piekło wybrukowali. Gdyby teraz, dajmy na to, Sierakowi przyszła fantazja złożyć wniosek w imieniu… a choćby Rawicza. Kto i jak zabroni? Sztuka się liczy przeca. A na sztukę, to i ów „przysłowiowy” Rawicz dobry. Byle jak najwięcej, bo to uzasadnia utrzymywanie bezproduktywnych, wypasionych i bardzo dobrze opłaconych stołków w centrali. Zatem? Zatem PZM zrobi „wszystko” by przedłużyć agonię każdemu, kto choćby mrugnie. I nie rzecz w porozumiewawczym łypnięciu powieką w kierunku federacji. Byle wykazywał jakiekolwiek oznaki „życia”.

Pajdokracja w żużlowym padole rozpościera się szeroko i bez kontroli. Byle dopchać się koryta, bo tam już żadnej odpowiedzialności, a stoły suto zastawione, jak przy wizycie towarzysza sekretarza za PRL. A że życie wygląda diametralnie inaczej, znacznie gorzej? To się w zaprzyjaźnionych mediach przykryje propagandą sukcesu. Podsumowaniem ułomności wespół z oportunizmem miłościwie nam panujących w żużlowej centrali, niech będzie fraszka mistrza Jana Izydora Sztaudyndera „Nocleg”.

Cnota z okazją razem noc przespały,

Cnoty nie było, kiedy rano wstały

Przemysław Sierakowski