Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle tytułów indywidualnego mistrza świata wywalczył obchodzący w tym tygodniu 89 urodziny Ove Fundin.

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów zdobyła reprezentacja Polski podczas DME na torze w Poznaniu
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Marka „sklepykrzys.pl„, zajmująca się sprzedażą artykułów pochodzenia niemieckiego, jest doskonale znana jest w środowisku żużlowym, głównie ze względu na wieloletnie partnerstwo z Dominikiem Kuberą. Z jej właścicielem – Krzysztofem Banasikiem – rozmawiamy o żużlu, sklepach Krzyś  i współpracy z utalentowanym wychowankiem Unii Leszno.

ŻUŻEL MOŻESZ OBSTAWIAĆ DO 500 ZŁOTYCH BEZ RYZYKA W FUKSIARZ.PL. ZAREJESTRUJ SIĘ TUTAJ

Proszę powiedzieć na początek, skąd wziął się żużel w Pana życiu? 

Tak naprawdę po raz pierwszy na żużlu byłem chyba w wieku pięciu, sześciu lat i jak w wielu przypadkach – zostałem skutecznie „miłością” do niego zaszczepiony. Nie bez znaczenia w moim przypadku był fakt, że wiele lat w leszczyńskim speedrowerze działał mój tata. Przez dwadzieścia lat pełnił on funkcję prezesa klubu Szawer Leszno. Ze ścigania się na rowerach do żużla, jak wiemy, jest już całkiem blisko. Moim wujkiem był trener Unii Leszno, Andrzej Pogorzelski, rodzice do dzisiaj są członkami stowarzyszenia Unii a ja jako młody chłopak jeździłem z Unią Leszno na mecze wyjazdowe słynnym niebieskim autobusem jako pomocnik mechanika klubowego. To były czasy braci Rypieniów, Adama Łabędzkiego czy oczywiście Romana Jankowskiego. Tak więc były solidne podstawy, aby miłość do żużla rozkwitała.  

Nie było zatem marzeń, aby samemu zostać żużlowcem? 

Nie, takowe się nie pojawiały, choćby ze względu na posturę, która od młodości za bardzo żużlowa nie była (śmiech).

Co Pana pociąga w tym sporcie? 

Na pewno zawsze pociągał zapach, adrenalina, jaka jest podczas rywalizacji, a z biegiem czasu przyciąga chęć pomocy młodym zawodnikom.  

W jakich okolicznościach i kiedy rozpoczął się sponsoring żużlowców? 

Pamiętam ten moment, jakby był dziś. To było zakończenie sezonu Unii Leszno siedem lat temu. Podszedł do mnie Adaś Skórnicki i poprosił o rozmowę, która trwała… trzy godziny. Przekazał mi, że jest młody talent w zespole, który trzeba tylko odpowiednio „oszlifować”. To oczywiście był Dominik. Zaprosiłem Dominika wraz z jego bratem Michałem, który jest jego menadżerem, do swojego biura. Przyjechali i zapytałem się Dominika, czego ode mnie oczekuje. Powiedział tylko tyle, że „chciałby jeździć na żużlu”. To wystarczyło. Od tego się nasza współpraca zaczęła i trwa po dzień dzisiejszy. 

Od tego spotkania zaczęła się współpraca Krzysztofa Banasika z Dominikiem Kuberą

Po tylu latach współpracy, „Krzyś” na czapce Dominika jest mocno rozpoznawalny, a Wasz układ sponsor – zawodnik też przybrał inny wyraz…

Tak. Teraz to układ przyjacielski i rodzinny. Pieniądze to nie wszystko. Bardzo często się spotykamy i co najważniejsze, obie strony mogą na siebie liczyć w różnych sytuacjach i to też jest bardzo pozytywne. Przeżyliśmy wiele różnych sytuacji i team Dominika wie, że zawsze może na mnie liczyć. Dominik nie pozostaje dłużny. Powiem tyle, że jak jesteśmy w Lublinie, to Dominik doskonale sprawdza się jako przewodnik po mieście. Z Lublinem mam też inne bardzo miłe wspomnienia. Jak Dominik stanął tam na podium Grand Prix, to płakałem ze szczęścia. Moja żona – Iza – mówiła wówczas, że ostatni raz tak płakałem ze szczęścia, jak urodziła się córka Natalia.  

Jaka była pańska reakcja na zmianę barw klubowych przez Dominika? 

Nie ukrywam, że gdzieś to „zabolało” na początku, bo jestem z Leszna i kibicuję leszczyńskiej Unii, ale z drugiej strony – zmiany barw klubowych przez zawodników to element tego sportu. Ja traktuję Dominika praktycznie jak syna i obojętnie jakich barw broni czy będzie bronił w przyszłości, może liczyć na moje wsparcie.  

Dominik wystartuje w eliminacjach do przyszłorocznego cyklu Grand Prix. 

Tak i zarówno Dominik, jego team oraz ja jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Mam nadzieję, że dojdzie w nich jak najdalej, ale dla mnie najważniejsze jest to, aby omijały go kontuzje i systematycznie docierał swoim poziomem sportowym coraz wyżej.

Mocno przeżywa Pan starty Dominika? 

(śmiech) Obiektywnie odpowiadając na pytanie, to tak. Czasami jest tak, że żona, której dziękuje za wspieranie mojej pasji, mówi do mnie, abym się „uspokoił”, ponieważ na pewno słyszą mnie sąsiedzi.  

Dominik Kubera to nie jedyny zawodnik wspierany przez firmę Krzyś…

W ubiegłym roku wspierałem Kacpra Pludrę. Współpracuję również z Hubertem Jabłońskim i Damianem Ratajczakiem. Nie jestem obojętny na rozwój speedrowera w Lesznie, a to z tego względu, że coraz mniej osób o tym pamięta, ale przecież wielu leszczyńskich zawodników zaczynało od ścigania się na rowerach.

W tym roku wspierany przez firmę Krzyś jest również drugoligowy Kolejarz Rawicz. 

Tak. Rozmawiałem kilka razy z panem Sławkiem Knopem i zdecydowałem się pomóc. Mamy obydwaj tę samą „chorobę”. Lubimy pomagać młodzieży. Podoba mi się to, że klub chce stawiać na młodzież, a jak wiemy doskonale – ci najmłodsi chłopcy potrzebują największego wsparcia u progu swoich karier. Najtrudniej w żużlu się zaczyna. Wtedy potrzebne są przecież największe inwestycje.  

Marka sklepów Krzyś poprzez wspieranie żużla stała się bardzo mocno rozpoznawalna. Jak długo przedsiębiorstwo istnieje na rynku? 

Pierwszy sklep założyłem dziewiętnaście lat temu. Staramy się cały czas rozwijać i nie ukrywam, że nie wychodzi nam to najgorzej. Ludzie doceniają inną jakość produktów wyprodukowanych za zachodnią granicą. Dzięki systematycznemu rozwojowi firmy, „cegiełkę” mogę lokować w swoją pasję, czyli oczywiście żużel. Od roku nieco przeskoczyłem w inną branżę i jestem także dystrybutorem marki Ventoxx, zajmującej się produkcją rekuperatorów decentralnych. 

Dominik Kubera w jednym ze sklepów należących do przyjaciela i zarazem sponsora

Musimy zatem zapytać – ile przez lata zainwestował Pan środków w żużel?

Powiem szczerze, że… nie wiem. Na pewno tego nie liczę. Najważniejsze, że mogę zrobić coś pożytecznego i pomóc tym zawodnikom, którzy pomocy wymagają.

A jak wygląda nabór do „sponsoringowego teamu” w firmie Krzyś?

Najpierw zawsze rozmawiam z trenerami Unii Leszno. Często to oni wskazują mi, czy też sugerują młodego zawodnika, któremu warto pomóc. Później zapraszam zawodnika do siebie do firmy i rozmawiamy już bardziej szczegółowo na temat współpracy. Tak to się zawsze zaczyna.

Zakończmy na sportowo – kto Pana zdaniem wygra tegoroczne zmagania w Grand Prix? 

Stawka zawodników w Grand Prix jest bardzo silna. Moje serce zawsze bije za Polakami i mam nadzieję, że na najwyższym stopniu podium stanie Polak.  

Dziękuje za rozmowę.

Ja również. Korzystając z okazji, pozdrawiam kibiców, a wszystkim zawodnikom życzę sukcesów oraz jak najmniej kontuzji.