Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Krystian Pieszczek: Czas spędzony z rodziną jest dla mnie bezcenny. Przy przewijaniu też pomagam (WYWIAD)

Krystian Pieszczek. Foto: KŻ Orzeł Łódź

Krystian Pieszczek jeszcze jako nastolatek zapowiadał znakomitymi wynikami, że już niebawem zawojuje żużlowy świat. Zderzenie z dorosłym speedway`em nie wypadło jednakowoż na miarę oczekiwań, aspiracji i możliwości. Zawodnik wrócił do domu i tam zamierza razem z drużyną wykonać wyraźny krok w przód. Indywidualnie i zespołowo. O przeszłości, przyszłości i nowej roli w życiu opowiedział w naszej rozmowie.

Żeby zachować chronologię, zaczniemy od środka. Skąd pseudonim „Krycha”?

To jeszcze czasy mini toru. Kilka ładnych lat temu. Moi znajomi, a w zasadzie ich rodzice z Rybnika tak mnie nazwali i jakoś… przyjęło się. Miała to być forma „zdrobnienia” od imienia Krystian. Pamiętam dokładnie autora, ale nie chciałbym robić mu reklamy (śmiech).

Niedawno zostałeś ojcem. Kiedy czuć w pobliżu, że pora przewijać, biegniesz po mamę czy do garażu pod pretekstem pilnej roboty?

Kiedy jestem w domu staram się pomagać żonie. We wszystkim. Treningi, zawody, wyjazdy. Tego wolnego czasu w sezonie nie ma zbyt wiele, więc nadrabiam gdy tylko mogę. Czas spędzony z rodziną jest dla mnie bezcenny. Zawsze więc w takich sytuacjach jestem skłonny do pomocy. Nawet przy przewijaniu.

W ostatnim czasie wyglądało na to, że tor w Gdańsku nie był waszym sprzymierzeńcem?

Ciężko mi się odnieść do takiej tezy. Rywale nie przyjeżdżali słabi, tylko po to by się poddać. Nie każdy z nas był też w optymalnej dyspozycji. Różnie się układało. To chyba pytanie do każdego zawodnika z osobna. Czy tor im odpowiadał i czy był sprzymierzeńcem. Ja na nasz owal narzekać nie mogę. Wiadomo, że aspiracje zawsze są i były duże. Każdy by chciał zdobywać medale, awansować. To jest jednak właśnie piękno sportu. Wszyscy mogą w jednej chwili wygrać i… przegrać. Podobnie sądzę będzie w tym sezonie. Ligę mamy bardzo wyrównaną i każdy może wygrać z każdym, również na wyjazdach. 

Zaczynałeś z wysokiego „C”. Już jako 17-to latek zdobyłeś brąz MIMP. Wydawało się cudowne dziecko gdańskiego żużla. Jeszcze jednak w wieku młodzieżowym przenosiny do Zielonej Góry – dobry ruch?

Na drodze juniora taka zmiana otoczenia, tak mi się wydaje, jest potrzebna. Kwestia dobrego wyboru pory i miejsca. Trzeba umieć zaaklimatyzować się w nowym środowisku i nowym otoczeniu. Chłonąć wiedzę i zyskiwać nowe doświadczenia. Inne, wyższe wymagania i wyższy poziom sportowy – temu należy sprostać. Uważam, że te przenosiny dużo mi dały, dużo nauczyły i wiele zmieniły zarówno w moim życiu jak też podejściu do żużla. Zderzenie z Ekstraligą nie spełniło moich nadziei. Myślę, że na tym etapie kariery dzisiaj podjąłbym inne decyzje. Postąpiłbym rozważniej. I nie mówię tu o konkretnym klubie, tylko szerzej, w perspektywie rozwoju. Czasami tak bywa. Dziś pewnie pokierowałbym swoimi losami zupełnie inaczej.

Jako 22-latek trafiłeś do GKM-u. Z jakimi nadziejami?

Trochę wody w Wiśle upłynęło od tamtej pory. Wiadomo. Aspiracje były duże. Liczyłem, że wywalczę stałe miejsce w podstawowym składzie. Miałem nadzieje na dużą liczbę startów. Sądzę, że wcześniejsze wyniki dawały podstawy takim oczekiwaniom i myśleniu. Te plany zostały zrealizowane w minimalnym stopniu. Mogło być znacznie lepiej. Kluczowy był chyba ten pierwszy sezon. 

Fot. FB Krystian Pieszczek

Z wygnania wróciłeś do Gdańska. Szczebel niżej w ligowej hierarchii. Jaki był zamysł?

Klasyka z Golloba. Zrobić krok w tył, żeby potem wykonać dwa duże susy naprzód. To wciąż aktualny plan. Robimy wszystko, by awansować z Gdańskiem do elity. Mam nadzieję na coraz lepsze wyniki swoje i zespołu. Liczę też na nowe doświadczenia. Wierzę, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w żużlu.

Z Twojej perspektywy, trener w zespole może bardziej pomóc, czy raczej zaszkodzić?

Myślę, że taka obiektywna osoba, patrząca z boku na jazdę i na to co dzieje się w parkingu jest zawsze przydatna. Dobrze jeśli cieszy się powszechnym zaufaniem i autorytetem. Chłodna głowa, chłodna analiza i kilka słów podpowiedzi może tylko pomóc. Uważam, że warto takiej osoby posłuchać, a ja chętnie korzystam w trakcie meczu z takich cennych spostrzeżeń. Z zewnątrz widać często więcej i lepiej.

Jest w Tobie wciąż głód sukcesu?

Oczywiście. Po to poniekąd ścigamy się na torze. Dla sukcesów, dla medali. Dla własnej satysfakcji. By czerpać radość ze ścigania i dawać frajdę sobie i kibicom. Cały czas dążymy do tego by być perfekcyjni, a w ślad za tym wygrywać wszystkie możliwe tytuły i mistrzostwa. Mam nadzieję, że te moje złote chwile jeszcze nadejdą. 

Rok 2016, ostatni sezon juniorski i najwyższe, czwarte miejsce w finale IMP. Medal był na wyciągnięcie ręki – bolało?

Na pewno. Pamiętam doskonale te zawody. Troszeczkę zabrakło. Według starej formuły, po rundzie zasadniczej stałbym na drugim stopniu podium. Jechaliśmy jednak wówczas ten „wielki finał” i niestety nie poszło. W pierwszym podejściu jechałem drugi. Bieg przerwano i powtórzono. Przyjechałem ostatni. Szkoda. Duże rozczarowanie. Lepiej chyba być piątym albo dalej, bez złudzeń, niż zakończyć tuż za medalistami. Długo to jeszcze rozpamiętywałem.

Spójrzmy hipotetycznie. Gdańsk ma aspiracje awansu i zaczął bardzo dobrze. Przyjmijmy, że promocja się ziści. Co wtedy? Kolejna próba zmierzenia z elitą?

Nie wybiegajmy tak daleko. W niedzielę kolejny mecz. Trzeba wygrać. Do końca sezonu sporo czasu i wiele może się wydarzyć. To o czym w tym momencie myślę, to najbliższe ligowe spotkanie. Nie teoretyzuję co może się dziać rok do przodu. Najpierw zrealizujmy krok po kroku małe cele, a wtedy przyjdzie pora na te największe.

W Gdańsku niedawno bywało gorąco wokół klubu. Padały różne opinie. Powstało nawet nowe stowarzyszenie. Co o tym sądzisz?

Staram się być obok. To nie moja rola by się angażować w publiczne dyskusje. Mam inne zadania i z tych jestem rozliczany. Mnie interesuje to co tu i teraz. Skupiam się na swoim wyniku i dokonaniach drużyny. Liczę, że cała praca wykonana w sezonie zaowocuje spełnieniem marzeń i to jest cel numer jeden. 

Języczkiem u wagi mogą być rezultaty formacji młodzieżowej. Ta wasza na tle konkurencji prezentuje się obiecująco?

Sądzę, że tak. Sztab szkoleniowy poświęca najwięcej uwagi juniorom. Pracują intensywnie. Sporo czasu spędzają na torze. Wspólnie jednak tworzymy drużynę. Razem wygrywamy i razem przegrywamy. Jak jedna, wielka rodzina. Każdy zdobyty na torze punkt jest w tym momencie na wagę złota. 

Krystian Pieszczek. Foto: KŻ Orzeł Łódź

Karol Żupiński poszedł trochę drogą Krystiana Pieszczka. Wczesna zmiana klubu i szczebla rozgrywek. Z Twojej perspektywy – warto jeszcze poczekać, czy to tylko kwestia wyboru odpowiedniego miejsca?

Szczerze? To tak naprawdę nie wiem. Kiedy przechodziłem do Zielonej Góry, to różnica między klubami, pod względem poziomu sportowego, jeszcze aż tak istotna nie była. Nie było tak drastycznie jak dziś. Nigdy nie jest łatwo, ale współcześnie przeskok poziom wyżej, to już prawdziwe wyzwanie. Pozostaje życzyć Karolowi jak najlepiej. Oby sprostał i oby przywoził cenne punkty dla Torunia. 

Zawodnik do lat 24 w drużynie. Promocja młodych, czy zabieranie miejsca w składzie seniorom?

Na razie poczekajmy z ocenami. Objedziemy cały sezon, wtedy będzie coś widać. Każdy ma prawo do swojej opinii, ale sądzę, że dyskusje na ten temat już teraz są zdecydowanie przedwczesne. Wnioski wyciągajmy po sezonie. Czy to był dobry pomysł, czy szkodliwy? Okaże się. 

Zatem udanego sezonu i skutecznego ataku na Ekstraligę.

Dziękuję bardzo i życzę kibicom niezapomnianych emocji na torach.

Rozmawiał PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

LVBET

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.