Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Hit 6. kolejki Metalkas 2. Ekstraligi okazał się jednostronnym widowiskiem. Abramczyk Polonia Bydgoszcz nie pozostawiła złudzeń osłabionemu Innpro ROW-owi Rybnik i wygrała 61:29. Rybniczanie mieli duże problemy na torze w Bydgoszczy. Bardzo obrazowo mówił o tym po meczu Jakub Jamróg.

 

„Rekiny” przystępowały do rywalizacji bez swojego lidera Brady’ego Kurtza, mimo tego mało kto mógł się spodziewać takiego wyniku. Tak rywalizację w Bydgoszczy podsumował Jakub Jamróg. – Przystąpiliśmy do meczu osłabieni brakiem lidera. Podeszliśmy odpowiednio do tego meczu, ale takie jest życie, taki jest sport. Nikomu z nas praktycznie nie szło na miarę tego, żeby ktoś zastąpił Brady’ego jako lidera drużyny i pociągnął to do przodu. Oczywiście nie możemy cały czas zwalać winy na to, że go nie było. Myślę, że fajna lekcja. Lepiej, że taki mecz przytrafił nam się teraz niż w fazie play-off – mówił nam po spotkaniu.

Żużel. Wściekł się na kolegę z GKM-u i puścił wiązankę! „Na prostej mi się w*********!”

Do 6. biegu nie można było mówić o deklasacji. Rybniczanie byli w stanie wygrać bieg i mieli 4 punkty straty. Wydawało się, że mecz może być wyrównany. Wszystko zmieniło się od gonitwy 7. Wówczas Abramczyk Polonia zaliczyła serię 8 wygranych wyścigów z rzędu. Z czego mogła wynikać taka passa gospodarzy?

– Po prostu byli lepsi. Tor stworzył możliwość jazdy praktycznie tylko przy bandzie. Sporadycznie można było spróbować gdzieś po polaniu troszeczkę przy krawężniku. Bardzo ważne było rozegranie pierwszego łuku i jazda poza torem, tak mógłbym to nazwać. Gospodarze na pewno czują się lepiej na takim trudnym do szybkiej jazdy torze. Liczba tych kółek, które tu spędzają, doprowadza do tego, że jadą swobodnie tam gdzie trzeba, a my tak troszeczkę jak nastraszony jeż – nie wiadomo czy tu czy tam. Było też parę błędów. W jednym z biegów prawdopodobnie wyszedłbym na pierwsze miejsce, ale niechcący kolega z drużyny zaczął mnie wieźć po płocie. Typowo zachowywaliśmy się na tym torze jak dzieci we mgle, co skrzętnie wykorzystywali gospodarze – ocenił 32-latek.

Jakub Jamróg i Rohan Tungate byli zapracowani w niedzielnym meczu. Obaj wystąpili po 7 razy. – Częstotliwość nie jest problemem. Jestem świetnie przygotowany do sezonu. Cały czas utrzymuję wysoką formę fizyczną, więc mogę jechać nawet 10 biegów. Nie przeszkadza mi to – wyjaśnił zawodnik.

Żużlowiec z Tarnowa musiał wiele napracować się na trasie. Wiele walczył z zawodnikami Abramczyk Polonii, jednak jest to dla niego małe pocieszenie. – Mijałem, jest to jakieś pocieszenie, że cokolwiek się działo, ale do tych zawodników to nawet jak gdzieś wyprzedziłem to do tych zawodników, którzy wjeżdżali na metę na prowadzeniu brakowało mi dużo dystansu, więc jest to troszeczkę przykre – podsumował.