Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle punktów po dwóch turniejach IMP mają Bartosz Zmarzlik oraz Dominik Kubera

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów po dwóch turniejach IMP mają Bartosz Zmarzlik oraz Dominik Kubera

Żużel. Koncert Jacksona, awarie i „mekka” speedwaya, czyli najbardziej pamiętne turnieje polskiego rekordzisty

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już dziś w Malilli żużlowcy po raz 250 staną pod taśmą zawodów Grand Prix. W celu zebrania wspomnień dotyczących 26-letniej historii cyklu nie mogliśmy skontaktować z nikim innym niż z polskim rekordzistą i uczestnikiem wszystkich turniejów, Jerzym Kanclerzem. Prezes Abramczyk Polonii Bydgoszcz wskazał nam rundy, które najbardziej utkwiły mu w pamięci.

 

1.Landshut 1997 – turniej z koncertem Michaela Jacksona w tle

Wtedy zawody po raz pierwszy zostały przesunięte ze względu na pogodę. Pamiętam, że drugi termin to była niedziela, godz. 13. Udzielałem też wywiadu dla Polskiego Radia. Zastępowałem trochę Tomka Golloba. Tomasz Zimoch, dzisiejszy europoseł, bardzo chciał z nim porozmawiać, ale Tomek zajął wtedy szesnaste miejsce i to ja przejąłem tę rolę.

Byliśmy na tym turnieju dużą ekipą. W autokarze było 50 osób, a dokładniej mówiąc 48+dwóch kierowców. Jak wiadomo, Landshut jest niedaleko Monachium, a tam odbywał się koncert Michaela Jacksona. Łatwo można się domyślić, że nie było szans na to, aby znaleźć jakiekolwiek zakwaterowanie. Myśleliśmy, że zawody się odbędą i na nocleg chcieliśmy jechać do Austrii. Zawody jednak miały być o 13 następnego dnia, więc trzeba było poszukać noclegu. Skończyło się tak, że spaliśmy na stacji benzynowej. O piątej zarządziłem pobudkę i poranną zaprawę. Wszyscy tamten turniej do dziś bardzo mocno wspominamy.

2. Sydney 2002 – wielki żużel po igrzyskach olimpijskich

Na tej imprezie byliśmy dwa lata po igrzyskach olimpijskich w Sydney. Odbywały się tam chociażby zawody w jednej z moich ukochanych dyscyplin, czyli hokeju na trawie. Zwiedzaliśmy obiekty, stadiony, wioskę olimpijską. To było niesamowite przeżycie zarówno dla mnie, jak i około 30 moich współtowarzyszy. Mieliśmy lądowanie w Dubaju, więc sprawdziliśmy też trochę klimatów zupełnie w Polsce obcych. Mimo tego, że ten turniej był dwa lata po igrzyskach, to czuć było dalej magię tego wielkiego sportowego wydarzenia.

3. Imprezy w Cardiff – wycieczki do mekki czarnego sportu

Tutaj muszę zebrać w całość wszystkie turnieje w Cardiff. Zawody Grand Prix odbywały się tam 19 razy i każde z nich to wielka sprawa. Przed turniejami zawsze odbywały się koncerty znanych gwiazd. Mi utkwił w pamięci szczególnie występ Toma Jonesa. Dla mnie ten stadion przebija nawet Stadion Narodowy czy stadion w Auckland. To jest po prostu mekka speedwaya. Stadion wkomponowany w piękne miasto robi niesamowite wrażenie.

fot. speedwaygp.com

4. Melbourne i Auckland – turnieje ponad 15 tysięcy kilometrów od domu

W pamięci zawsze pozostają te bardzo dalekie wyjazdy. Turnieje Grand Prix po trzy razy odbywały się w Melbourne i Auckland. Zarówno ja, jak i moi towarzysze dzięki żużlowi i tej miłości do podróżowania za zawodnikami mogliśmy poznać naprawdę kawał świata. W żużlu w Australii i Nowej Zelandii jest coś bardzo specyficznego, co trudno opisać. Każdy taki wylot to duże przedsięwzięcie logistyczne, ale zawsze udawało się to odpowiednio dograć. Te imprezy potrafiły też sprawiać niespodzianki. Chociażby w 2014 roku wygrał tam Martin Smolinski. Dobrze było to zobaczyć, bo to naprawdę była niespodzianka na dużą skalę.

5. Terenzano 2010 – awaria na trasie i niezapomniany sukces Golloba

Jechaliśmy wtedy w osiem osób. Pod miejscowością Graz w Austrii padła nam skrzynia biegów. Nasz kierowca Janusz powiedział wtedy, że załatwił nam zastępczy transport. Jego kolega miał po nas przyjechać i zawieźć na miejsce. Mnie jednak po pewnym czasie coś tknęło, aby sprawdzić czy wszystko z tym transportem jest w porządku. Okazało się, że miałem dobre przeczucie, bo kolega jechał w innym kierunku, chyba miał jakiś korzystniejszy kurs. Zadzwoniłem więc do przyjaciół ze Słowenii i oni bardzo nam pomogli. O czwartej podstawili busa i oprócz pojechania na turniej zwiedziliśmy również Wenecję i Padwę. Po zawodach odstawili nas pod Graz i spokojnie wróciliśmy.

W tym turnieju ważne jest też to, że wiąże się on z wielkim sukcesem. Jak wiadomo, Tomek Gollob został wtedy mistrzem świata i mi okropnie zależało, żeby na tym turnieju być. Pamiętam jak dziś, że rozmawiałem z Tomkiem przed zawodami i mu powiedziałem, żeby zostawił chociaż ze dwa punkty rezerwy, to na ostatni turniej do nas do Bydgoszczy przyjdą kibice. On mi odpowiedział: „Jurek, co ty gadasz”. Potem oczywiście była cała sprawa z kontuzją przed ostatnimi zawodami. Jak wszedłem do niego do domu i go zobaczyłem, to cieszyłem się, że ta nadwyżka jednak była. Bardzo się cieszę, że i ten turniej zobaczyłem, bo to była historyczna chwila.