fot. Chris Simpson / Birmingham Brummies
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Birmingham Brummies mają spory problem z frekwencją na Perry Barr Stadium. Promotor Nigel Tolley nie ukrywa, że musi coś się zmienić, inaczej przyszłość klubu stanie pod znakiem zapytania. Działaczom nie chodzi o zysk, ale jak najmniejsze straty z racji organizowania meczów żużlowych.

 

Birmingham Brummies w sezonie 2024 zdecydowali się na powrót do SGB Premiership. Dotychczas zespół startował w Championship z różnym skutkiem, będąc zazwyczaj zespołem środka stawki. Dlatego też wieść o spróbowaniu swoich sił w najwyższej klasie rozgrywkowej wywołała spore zaskoczenie. Wraz z wycofaniem się Wolverhampton Wolves otworzyła się przestrzeń na klub z tamtych okolic, na czym skorzystała ekipa z Perry Barr Stadium.

OGLĄDAJ SGB PREMIERSHIP W BRITISH SPEEDWAY NETWORK

Obecnie Brummies mają przeciętną formę, ale za to dokonali już dwie zmiany kadrowe. Vaclav Milik i Zach Cook zostali zwolnieni na rzecz Justina Sedgmena oraz powracającego Fredrika Lindgrena. Udało się pokonać na swoim torze Belle Vue Aces oraz Ipswich Witches, ale zdziesiątkowane „Wiedźmy” potrafiły zrewanżować się w walce o KO Cup dla SGB Premiership. Jak się jednak okazuje, początkowo wysoka frekwencja zaczęła maleć. Nie jest to pierwszy raz, kiedy to Brummies muszą się mierzyć z niską frekwencją. Rok temu na jeden z meczów ligowych przyszło zaledwie 600 osób.

Żużel. Start się nie zatrzymuje! Kolejarz bez szans na swoim torze (RELACJA)

Żużel. Unia pełna wiary! Cook: Tor w Lesznie daje frajdę! Polubiłem go

Nigel Tolley nie ukrywa, że obecny stan rzeczy przekroczył jego finansowe możliwości. – Sprawa jest prosta. Nie możemy ścigać się dalej, kiedy notujemy takie straty jak obecnie – mówi promotor dla Speedway Star. – To nie chodzi o to, że chcemy wychodzić na plus. Nigdy nie mieliśmy takiego zamiaru. Jednak dotychczas wyłożyłem na stół 50 tysięcy funtów i to nie może się powtarzać.

Plan finansowy promotora zakładał znacznie niższą kwotę niż wcześniej. Ostatnie dwa lata z Birmingham Brummies kosztowały go blisko 300 tysięcy funtów. – Zimą powiedziałem, że nie mogę ciągle wydawać ogromnej ilości pieniędzy. Mój plan był taki, aby dołożyć połowę tego, co dorzuciłem w zeszłym sezonie. Pracujemy w pocie czoła, aby znaleźć nowych sponsorów. Koniec końców to liczba osób, które przychodzi na stadion jest najważniejsza – mówi Tolley.

Frekwencja jest sporym problemem na Perry Barr Stadium. Pomimo dobrego początku sezonu, liczba kibiców stopniowo maleje i nie widać, aby miało się to zmienić. – Zaczęło się dobrze, ale potem mieliśmy kilka spotkań z mniejszą ilością kibiców, a potem było jeszcze gorzej. Ludzie nie cierpią kiedy o tym mówię, ale prawda jest taka, że sytuacja musi się zmienić. Inaczej będziemy mogli pomarzyć o tym poziomie rywalizacji – zdradza.

Działacz zachęca postronnych obserwatorów do przybycia. Część kibiców z Wolverhampton wspomaga zespół Birmingham Brummies, ale nie każdy przeciwnik zagwarantuje komplet publiczności. Duża nadzieja jest pokładana w uczestniku Speedway Grand Prix. – Potrzebujemy więcej osób na stadionie. Wierzę, że transfer Fredrika Lindgrena zachęci ludzi do przyjścia na trybuny – kończy Nigel Tolley.