Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W Lublinie słońce – niezależnie od pogody. Słoneczni lubelacy ponownie na trybunach, choć sektor podnośnikowy wciąż modny. Święto i radość mieli, a ściślej – zamierzali… pokrzyżować torunianie. Czy Anioły potrafią ograć uparte Koziołki? Realnie nie dawano im większych szans, ale życie bywa bogatsze od wyobraźni.

 

I zaczęło się interesująco. Lambert wygrał start z czwartego na swym dawnym torze i prowadził, zaś Hampel… przegrał start i tylko na chwilę wyprzedził Miedzińskiego. Skończyło się remisem, bo Griszka wciągnął Lambo, zaś Mały poległ ostatecznie w starciu z Miedziakiem. Juniorzy wedle przewidywań, podwójnie, acz z pohukującym Lewandowskim. Miejscowi wypuszczali się szeroko, co jeszcze nie było dość skuteczne. Wykorzystał to Pawełek, lecz zbyt kurczowo trzymał się krawężnika i Michelsen go stuknął… pod płotem, bowiem po drugim wyścigu zarządzono ekstra roszenie, co pozwoliło coraz skuteczniej rozpędzać się pod balotami. Słabo Jacuś, ale to pierwsze koty. Motor buduje przewagę. Teraz Buczek. Odmieniony na stałe, czy tylko na Grudziądz? Wygląda, że na dobre. Beznadziejnie wolny Krzyś Holder. Czyżby oznaka głębszego kryzysu? Zobaczymy. Motor odjeżdża.

No i zrobiło się nudno. Pierwsze śliwki-robaczywki. Miało być ekscytująco, jednak Toruń obniżył loty. Teraz już tylko taktyczne i walka o najniższy wymiar kary? Tak się zapowiada. Środek trzyma, co miejscowi skrzętnie wykorzystują. Goście muszą się pilnie połapać. Szkoda Buczka. Pana na prowadzeniu. Ta sama partia dętek co u Michelsena? Kto wie. Potem śliwka i wreszcie przeszarżował w, nomen omen. 13-tym. Toruń wywiózł ostatecznie więcej niż mógł. Trochę wskutek pecha gospodarzy, trochę dzięki własnej dyspozycji. Tak – pół na pół rzekłbym.

Teraz Grudziądz i odpowiedź na pytanie, czy GKM na waleczny, ambitny, bojowy zespół, czy przeciwko Motorowi to był tylko łabędzi śpiew? Cenzor z najwyższej półki. Królowa Unia w żelaznym zestawieniu. Mnie najbardziej nurtowało inne pytanie: – Czy tor przy Hallera będzie powtarzalny i zacznie na dobre stanowić atut Gołębi? Weryfikujemy.

Obiecujące otwarcie GKM. Przegrali start, ale na dystansie Przemo i Łełek nie tylko wciągnęli Jaimona, acz pokąsali też Emila. Na remis. Teraz niezmiernie ważne starcie juniorów. Czy grudziądzanie potwierdzą wzrastającą dyspozycję, czy zerwie się któryś z rywali? Znowu remis, choć ten z perspektywy GKM oznacza stratę. No i tor. Na tę chwilę twardy. Znacznie bardziej niż na Lublin. Tu może być problem gospodarzy. W trzecim fajne mijanki. Mimo nawierzchni. A z nią kłopot, bo przy krawężniku robi się pas. Czekamy czy i kiedy ruszy płot. Po czterech remis – to ważne, bo ciężkie chmury nad H4 i może lunąć, więc istnieje groźba, że Grudziądz zleje… deszczem. A do zaliczenia meczu potrzeba ośmiu odsłon. Szkoda bezbarwnej jazdy Zielińskiego w tym czwartym biegu, bowiem po starcie pewnie usadowił się na trzeciej pozycji, a potem starał się robić wszystko żeby… nie dowieźć. Pludra nie dał się prosić.

Teraz zaczęło się ściganie. Super seria. Sporo mijanek. Tor coraz lepszy do walki. Tylko dla Łełka chyba wciąż za twardo. Leszno sukcesywnie, głównie za sprawą juniorów, buduje niewielką przewagę. No i pomagał Lachbaum… tyle, że rywalom. Zawody palce lizać. Krakowiak szybki, ale wciąż asekuracyjnie. Leszno ma już czwórkę na nominowane po trzeciej odsłonie. Dla Grudziądza jedzie trzech muszkieterów i trwają poszukiwania D`Artagnan`a. Gdyby odważnego, walecznego i zdeterminowanego Miesiąca, włożyć na furę Krakowiaka, to pewnie byłoby to, tyle że takie historie to jedynie w teorii. Paweł musi doskoczyć, bo inaczej będzie krucho z gospodarzami. Przed rozstrzygnięciem (-4). Mają o czym myśleć grudziądzanie. Krakowiak, czy Miesiąc?

A mogli podłożyć się w 13. na 2:4 i mieć dylemat z głowy, stosując manewr Cieślaka, czyli podwójna taktyczna w 14. i ta sama para dwóch Duńczyków w decydującym. Tego nie zaryzykowali. Opłacało się? Teoretycznie – nie. Zwycięzców się nie sądzi, ale punktów za styl też się w żużlu nie zdobywa. No i pola. Przemo z trzeciego? Pierwsze niesie, pytanie tylko, czy również Łełka? Pozamiatane. Piter sobą. Koldi z trasy drugi. Czyli brakło miejscowym cwaniactwa. A niewykorzystane szanse się mszczą. Oby tym razem był to wyjątek od reguły i GKM zdołał jeszcze powalczyć o utrzymanie. No i nieodparte wrażenie, że na nominowane gospodarze spartaczyli tor. Szeroka nie trzymała. Start, krawężnik i tyle ich widziano. Gości ma się rozumieć, bo gospodarze nie wyjeżdżali spod linek. Nie da się dopasować drużyny do toru, to bezwzględnie należy dopasować do nie grudziądzki owal. Na razie udało się na półtora meczu.

Wnioski? Leszno z żelazną czwórką, bo Piter wrócił i coraz skuteczniej brykającą młodzieżą. Gospodarzom brakło za to juniorów i zawodnika U24. Lachbaum do wypożyczenia, Krakowiak z irytującym deficytem waleczności, zatem najprościej skorzystać z wariantu „C”, tylko takiego nie widać na rynku. Przyjdzie dać na mszę o pobudzenie Norberta, bo ten wyraźnie jeszcze we śnie zimowym. Bez niego GKM leży. No i tor. W drugiej fazie meczu było już „po staremu”. Nie zadbali miejscowi o powtarzalność, a twardy owal to woda na młyn dla gości.

Niedziela znowu z Lesznem na wyjeździe, ale zanim, mieliśmy przekonać się czy Częstochowa trwale zażegnała kryzys. Na tle rozpędzonego i podrażnionego jedyna porażką sprzed tygodnia Gorzowa miało to być aż nader kontrastowo widoczne.

Na dzień dobry nerwy i pytanie: „Czy gdyby w pierwszym biegu jechał inny zawodnik niż Zmarzlik, pojechałby w powtórce?” Ja mam wątpliwości, a jak z Wami? Tu pojechał i… wygrał, tyle że po walce z trasy. Młodzi pohasali co się zowie. Goście szeroko po starcie, gdzie nie kleiło w tym momencie. Szybkie, właściwe wnioski i racjonalne budowanie ataku przez Miśkowiaka. Podwójnie skuteczne, bo zrazu odsunął rywala na tyle pod płot, że z otwartej bramy skrzętnie skorzystał partner z pary. W Gorzowie twardo. I tor i na nim. Tradycyjnie początkowo tylko krawężnik. Wygląda jednak na to, że stopniowo się odsypuje. I goście korzystają w czwartym. Mamy remis. Palce lizać. Zapowiada się nieźle, pytanie tylko, co się wydarzy, gdy gospodarze skorygują ustawienia, a nawierzchnia będzie bardziej sprzyjająca ściganiu. Ja ostrzyłem sobie apetyt.

No i nie pomyliłem się. Ściganie jak za starych dobrych czasów. A Świdnicki? Ogrywa Zmarzlika na jego terenie. Oj nie pośpi dzisiaj. Co by się dalej nie działo, to dla mnie już super mecz. Nawet jeśli kolejne biegi byłyby nudne, nie będę zgłaszał reklamacji. A tu? Miśkowiak postanowił; „Nie dam ci na górę!” I? I… też ograł Bartosza. La,la,la. Ja chcę więcej. Wreszcie wynagrodzone długie oczekiwanie na żużel. Woryna jednym z liderów Lwów, młodzież jak marzenie, bo i Jasiński po stronie gospodarzy nie zawodzi, same rewelacyjne niespodzianki. To tygrysy lubią najbardziej. No i ta konsternacja w Gorzowie. Chwilowa? Okaże się. Dopiero co Świderski zapowiadał powrót na właściwą ścieżkę ekipy Włókniarza i wygląda na to, że niezależnie od końcowego rezultatu, dotrzymał słowa bardzo szybko.

Decydujące momenty jak z filmów mistrza Alfreda. Zmarzlik ostatni w Gorzowie. Jasiński z trójką. Dzieje się. W 12. trzech juniorów! To się chwali. I jaka walka. Miód malina. W 13. Fredka pod płotem i (-6) przed nominowanymi. To teraz Zmarzlik dwa razy? No tak, tylko dziś to cień Bartka. Ma zagwozdkę trener Chomski.

Pora na wisienkę. Nominowane. Czy już po 14. wszystko będzie jasne? Lwy na fali. U gospodarzy mętlik. Nad Jasną Górę wychodzi słońce. Nad Wartą czarne chmury i zaczyna padać. Lepiej dla Zmarzlika. Wygrywa i jest piekielnie szybki na mokrym. Zatem teraz wszystko się rozstrzygnie. Decyduje 15-ty! W spotkaniu (-2). Wszystko możliwe. Za styl w żużlu nie dają punktów. Świderski o tym wie. Nerwy po obu stronach ogromne. Kto i czyim bohaterem? Mamy czterech kandydatów. Przestało padać i poprzednicy trochę przesypali nawierzchnię. Dało się pod płotem i Lindgren oraz… man of the day – Kacper Woryna dowożą biegowy remis na wagę skromnej, ale wyjazdowej wygranej. Dziury w składzie Gorzowa wypunktowane przez gości. Słabsi liderzy po obu stronach, jednak brak dorobku Madsena z nawiązką nadrobili juniorzy. W Stali punktów Bartka nie miał kto uzupełnić. Zdecydowanie mecz numer jeden do tej pory w rozgrywkach. Co tam mecz. Meczycho. Jeśli to nie był wyjątek od reguły, to uwierzę nawet w najlepszą żużlową ligę świata. No i ta moc lodów prezesa Świącika – przyjdzie samemu spróbować, wszak coraz goręcej wokół.

Teraz Wrocław. Potrafią podobnie jak w Gorzowie? Oby. Przesyt nam nie grozi na pewno. Otwarcie i lekkie rozczarowanie. Powtórka z meczu przeciw Stali? Twardo jak… nieszczęście. Start i po kredzie. Pewnie żeby Tajski miał łatwiejszy powrót. Tylko zamiast zawodnika cierpi widowisko. Ja tam wolę… po bandzie. He, he. Może z czasem? Czekam z utęsknieniem.

No i zacząłem się „doczekiwać”. Jeszcze bez mijanek, ale już ciekawiej i… szerzej. Najbardziej frapuje wyrównany wynik. Jazda jeszcze nie. Piter zawala, choć to określenie nieco na wyrost, zważywszy porażkę z Artiomem i Taiem. Ktoś musiał polec, a Pawlicki mocno zawalczył. Leszno ma prawo do taktycznej, jednak póki co nie bardzo jest sens. Ależ pazurki pokazał wracający Woffinden. Niby boli, ale jak śmiga! Kołodziej z Sajfutdinowem już nie są niepokonani. Przewaga Wrocka rośnie i nie bardzo widać na kim Leszno miałoby odrabiać. Chyba coraz bliżej rozstrzygnięcia. Tylko z tyłu głowy wciąż bonus. Warto szarpać do końca.

Przed nominowanymi po emocjach. Mecz rozstrzygnięty na dobre. Tylko jeszcze ten ewentualny, dodatkowy punkcik w rewanżu. Leszno wojuje, Wrocław zamierza wykorzystać okazję i ugrać jak najwięcej. Sprawa wygranej odfajkowana, czekamy na wymiar kary. Jednak tych emocji, mijanek, szczególnie w porównaniu z gorzowskim meczychem, jak na lekarstwo. Ekscytuje jedynie wynik. Na koniec dali sobie gospodarze odebrać większość przewagi, zatem sprawa na Smoczyku otwarta. Mimo wszystko pokazali u siebie siłę i znowu dosyć „nudny” tor. Byki powalczyły, lecz nie zdołały wyciągnąć zwycięstwa.

W tle kolejki oświadczenie Ryszarda Kowalskiego o zerwaniu współpracy z „jednym z klubów” i wcześniejsze pogróżki Marzotto wobec Graversena – to kto teraz rozdaje karty w żużlu? Monopol jest fajny, tylko pod warunkiem, że to ty trzymasz go w garści. Rynek wąski, liczących się tunerów niewielu, a mimo to takie, z pozoru nieodpowiedzialne, zachowanie jednego z nich. O co toczy się gra?

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI