Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Po piątkowych ulewach, przymrozkach, huraganach i gradobiciu – przynajmniej wedle prognoz Ekstraligi – niedziela przywitała nas iście letnią aurą. A to… niedobrze. Czemuż? Bo tory przygotowywali na powrót toromistrze, a nie pogodynki, zatem ścigania miało być jak na lekarstwo. Czy rzeczywiście?

Zaczęło się przy Olsztyńskiej, gdzie miało paść kilka ważnych i ważkich odpowiedzi. A to, czy Wrocław podoła bez Tajskiego, takoż czy Świderski poskładał Medaliki, ze szczególnym uwzględnieniem Woryny.

Juniorzy wydawało się na plus dla gospodarzy, ale potem sporo pytań w zestawieniu. Wrocław z dwiema armatami, rozpędzającym się Czugunowem i niepewnym Bewleyem. Gospodarze, to obok żółtodziobów Madsen i znaki zapytania. Oj, zapowiadało się. Przegrany z poważnymi problemami a propos występu w play-off. Zatem i stawka i adrenalina co się zowie.

Początek wedle znanych kanonów. Start i jedynie ścieżka przy krawężniku niosła. Na szczęście dla obserwatorów i Gleb i chwilę później Mateusz „Lew” Świdnicki, postanowili wbrew rozsądkowi wyściubić nos na szeroką, przez co nie tylko nie zyskiwali, a wręcz tracili. Oj nie spodobała się jazda Czugunowa obecnemu w parku maszyn Andrzejowi R. Podobnie jak sposób polania nawierzchni już po drugim starciu. Tylko co on tam robił podczas zawodów? Mechanik Milika? Chyba nie, bo Czecha nie ma już w zestawieniu Sparty. Na szczęście Magic w trzecim pokazał prezesowi, że po zroszeniu można po dużej i ograł z trasy Madsena. Pytanie brzmiało tylko, jak szybko wyschnie? Przed czwartym nieco się przesuszyło, jednak Gleb znowu po szerokiej, acz tym razem skutecznie. Nawet bardzo na tle Miśkowiaka i Woryny. Szkoda tylko, że juniorzy WTS wciąż bezbarwnie i bez oczek wspomagających. Tym razem Liszka nie sprostał gospodarzom. W meczu (-2).

Otwarcie drugiej serii potwierdziło, że Janowski nie musi przejmować się stanem toru. Śmigał po zewnętrznej aż miło, a potem uraczył wszystkich wejściem made by Bartek Zmarzlik. Pika pod rywala i sukcesywne powiększanie przewagi. Gleb zamknięty na wyjściu z pierwszego wirażu przez… kolegę z drużyny, próbował szeroko, ale jemu już nie poszło. W kolejnym zapowiadało się nawet podwójnie dla wrocławian. Bewley nie nakrył jednak skutecznie Leona, zaś Artiom śmignął wzorem Magica pod balotami aż zahuczało. I tyle go widzieli. W spotkaniu (-4). Tylko jedna indywidualna wygrana miejscowych. Madsen w dwóch wyścigach bez trójki. Niesamowite. Siódmy bieg i znowu częstochowianie wyskoczyli doskonale spod linek, czym nie przejął się zupełnie Magic. Wykorzystując wewnętrzny bój Lwów, ponownie zapisał wygraną. Tylko jechał praktycznie bez partnera, bo Curzytek nie podołał, więc w ogólnym rozrachunku bez zmian. Wciąż (-4), a Włókniarz nadal jakby zagubiony u siebie. Symptomem poprawy coraz lepsze starty miejscowych, choć jeszcze zbyt nerwowo i bez współpracy na dystansie, co ułatwiało tylko robotę przyjezdnym.

Kluczowa trzecia seria od ostrzeżenia, dla wyraźnie podenerwowanego Madsena. W powtórce 1:5. Leon zaspał albo czekał po warningu. Goście z uśmiechem wykorzystali prezent. Teoretycznie Włókniarze mogą wstawić taktyczną, bo wynik to (-8). Pytanie tylko kogo i za kogo? Miejscowi jadą równo, jednak bez błysku. Co zrobi Świder? Chyba wbrew pozorom nie ma pola manewru, bowiem wciąż szuka lidera. I ten tor. Mimo dosypania wciąż nie sprzyja gospodarzom. No i nie klei po staremu. Dwie najwyżej ścieżki. Sparta odczytuje bezbłędnie, Lwy mordują się niemożebnie. Świącik i Slammer nie mieli tęgich min wyłapani na chwilę przez kamerę. Częstochowa po dwóch trzecich spotkania z jedynym zwycięstwem w wyścigu juniorów! Wrocław zupełnie inaczej niż w Lublinie. Jadą liderzy, dorzuca Czugunow i wiozą coraz pewniejszą przewagę.

Taktyczna poszła w 11. odsłonie. Atutowy duet Lindgren/Madsen poległ bez złudzeń podwójnie i… wbił gwóźdź do trumny Lwów. Druga porażka na swoich śmieciach. Nie przyjmuję porównań z Gorzowem, bo Włókniarze wtapiają u siebie. Gorzów przy tym otrząsnął się głównie dzięki wypożyczeniu Jacka Holdera, zaś pod Jasną Górą nie ma pola manewru. Play-off tak, ale nie w tym sezonie? Na to się zanosi. Sparta przetrwała brak Tajskiego i ograła bezpośredniego rywala na jego terenie. Duży sukces. Brzemienny. Wisienka na torcie w 13. Maciej Janowski show. Mijał rywali, mimo iż jemu także brakowało w tym biegu prędkości. Urwał się Dan Bewley, Magic za dwa i było już ostatecznie pozamiatane. Przed nominowanymi (-14). Pogrom. Coś nie trybi pod Jasną Górą, za to Sparta pokazała moc. Dyplomatycznie wybrnął indagowany na tę okoliczność Marek Cieślak. Nie do końca jednak. Tylko przed rozstrzygnięciem. Po meczu już nie powściągnął języka.

W finale trzecia trójka gospodarzy, znowu za sprawą Kuby Miśkowiaka w 14. Ostatni dla Lindgrena na osłodę i wstydliwa, pogrążająca przegrana Lwów staje się faktem. Będą nerwowe ruchy, czy zbiorowe modły pod klasztorem? Czwarty do brydża w dotychczasowym trójkącie bermudzkim Zielona, Toruń, Grudziądz? Oj, mocno na to wygląda.

W Zielonej dla odmiany niezwykle ważne starcie dla Falubazu. Czy powtórzą scenariusz z Czewy i nie zdołają zatrzymać rozpędzonych gorzowian? Przekonamy się. Siły wydają się wyrównane z lekkim wskazaniem na gorzowskich juniorów. O ile wystąpiłby Kamil Nowacki. Jest gorąco, więc tor nie musi być atutem gospodarzy.

W składzie Myszy po ostatniej porażce z Lublinem sporo roszad. Piotr Żyto postanowił przemeblować zestawienie. Gorzów tradycyjnie, tym razem z Karczmarzem pod U24. No i te ich dwie armaty. Zmarzlik z Vaculikiem.

Na dzień dobry Dudek wyraźnie lepszy od kąsającego przez dwa kółka Słowaka, zaś PePe bez zdobyczy, ale w kontakcie. Naturalnie przy krawężniczku. W drugim pech Jasińskiego. Strzeliła linka sprzęgła. Ku radości i zaskoczeniu dla miejscowych kibiców, Ragus z Tufftem ogrywają bez złudzeń niedoświadczonego Pytlewskiego, jadącego za kontuzjowanego Nowackiego. Potem zielonogórzanie realizują swój plan taktyczny. Zmarzlik niech sobie wygrywa, a my pilnujemy i punktujemy pozostałych. W czwartym wykorzystana szansa Falubazu. Karczmarz debiutuje w meczu, a Jasiński po defekcie. No i… Falubaz na (+8). Tufft bohaterem.

Już w piątym taktyczna gości. Vacul ze Zmarzlikiem mają przywrócić nadzieję. Mieli, bo nie tylko Dudek ograł Bartka, ale jeszcze dołożył Martinowi Pawliczak. No, no. Stal bez prędkości, a Myszy jak natchnione. No i walka palce lizać, bo stopniowo się odsypuje. Zielona wyraźnie u siebie jak ryba w wodzie i nie zamierza się położyć przed Gorzowem. Riposta przyjezdnych jednak natychmiastowa. Przebudzony i szybki Thomsen, ze spasowanym od początku Woźniakiem, ogrywają Zagara. Ragus bez szans. Tną się aż miło. Na tę chwilę (+6), ale goście czekają na powrót Vaculika, bo ten mocno zawodzi.

Chomski nie odpuszcza i nie zamierza czekać. Kolejna, trzecia już, taktyczna na otwarcie przełomowej serii. Thomsen za Karczmarza. Na Zagara. Powtórka z szóstego? Tylko Tufft ma dwie dwójki z bonusami. I niesamowity fart. Teoretycznie Gorzów powinien podgonić, ale Słowak musiałby doskoczyć do zespołu. Komandosowi ze Słowenii z kolei także nikt nie zabrania dopasować fury. Iskry idą. Miód – malina. I to Gorzów punktuje teraz gospodarzy. Tylko (+2). Vacul wrócił, czy Zagar beznadziejnie wolny? Czas pokaże. Na razie pokazał Woźniaka z Thomsenem, ponownie podwójnie, tym razem nad Fricke i Protasiewiczem. Pierwsze prowadzenie gości w derbach (-2). Na koniec serii rewanż Bartka na Patryku i jedynka Jasińskiego nad Pawliczakiem. Mamy więc (-4), tylko Stal musi wypuścić w następnej Pytlewskiego i zawodnika U24 ktokolwiek by nim był. To szansa gospodarzy. Dzieje się.

No i przykra niespodzianka dla Falubazu. Karczmarz, jadący po dłuuugiej przerwie, wespół z Woźniakiem ogrywają podwójnie Pawliczaka i Protasiewicza. (-8). Robi się ciepło, mimo iż temperatura spada, ale teraz to Żyto ma możliwość taktycznej, tylko brakuje armat na nominowane. Jest zagwozdka. No i Kvecha dotąd nie spróbował. Jeśli Dudek teraz, to co z 14.? Jak wcześniej u Świderskiego. W kolejnym trochę poprawiają Myszy. Duzzers lepszy od Thomsena, a Ragus od Pytlewskiego. 13. rozstrzyga sprawę ostatecznie. Zmarzlik z Vaculikiem lepsi od Fricke i bezbarwnego Zagara. Żyto zaryzykował i… przegrał (-10). Stal z kłopotami, ale ponownie zwycięska. Falubaz może już tylko próbować zmniejszyć wymiar kary podwójną zmianą w przedostatnim. Tor sprzymierzeńcem gospodarzy był jedynie do połowy zawodów, no i dopóki goście się nie dokleili.

W nominowanych… Kvech. Taka niespodzianka. Czyżby próba objeżdżenia kolejnego zawodnika w kontekście następnych spotkań? Jeszcze większe zaskoczenie, bo Czech wyprzedza z trasy Szymka Woźniaka. 4-2 i 2-4 na koniec. Falubaz przegrywa, choć walczył. Derby dla Gorzowa. Zielona Góra czyni uprzejmość Apatorowi i GKM. Nadal w trójkącie status quo. Pytanie, czy doskoczył po tej rundzie czwarty do brydża w postaci Włókniarza? Na tę chwilę sporo na to wskazuje.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI