Główny partner portalu

Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną swojego brata (WYWIAD)

Grzegorz Zengota ze swoją wybranką - Kają Tonder
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Kaja Tonder wychowywała się w środowisku związanym z żużlem. Brat Mateusz od dziecka miał w głowie wyłącznie motocykle. Czarny sport połączył ją również z wybrankiem – Grzegorzem Zengotą. O dorastaniu u boku brata żużlowca, o trudach związanych z rehabilitacją ukochanego, a także o życiu codziennym przeczytacie w poniższej rozmowie.

Kaja, na wstępie zapytam Cię o Twoje pochodzenie. Urodziłaś i wychowywałaś się w Zielonej Górze?

Dokładnie tak, urodziłam się i wychowałam w Zielonej Górze. Mieszkam tutaj do dziś.

Jakie jest Twoje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?

Bardzo dużo ich było, nie potrafię wymienić jednego konkretnego. Moi rodzice zawsze starali się, aby dzieciństwo moje i mojego brata było wspaniałe.

Prywatnie interesujesz się żużlem czy niejako przez brata i chłopaka zostałaś „zmuszona”, aby polubić ten sport?

Raz na jakiś czas chodziłam na mecze. Owszem, od kiedy mój brat zaczął jeździć na żużlu zainteresowałam się tym sportem o wiele bardziej… A kiedy poznałam Grzegorza stało się to dla mnie codziennością.

Kiedy po raz pierwszy byłaś na meczu żużlowym?

Niestety dokładnie nie pamiętam. Było to bardzo dawno temu, gdy byłam mała.

Kaja i Mateusz Tonder w dzieciństwie. fot. Archiwum prywatne Kai Tonder

Jak to jest dorastać u boku brata, który non stop trenował na motocyklu żużlowym?

Całe dzieciństwo byliśmy niemalże nierozłączni. Mateusz zawsze jeździł jakimś motorem, więc było to dla mnie na porządku dziennym. Sama czasem zabierałam mu po kryjomu jakiś motorek bądź quada, żeby pojeździć. Jak już zaczął jeździć na żużlu, to od kiedy pamiętam strasznie stresowałam się jego treningami, a z czasem już wyścigami podczas zawodów. Zawsze go wspierałam i kibicowałam mu całym sercem. Życzę mu, aby jego kariera rozwijała się jak najlepiej.

Czy Twój brat przykładał się do nauki w szkole? Czy może w głowie był mu tylko żużel?

Oj, niestety w głowie miał tylko żużel. Szkoła i nauka zajmowała zdecydowanie dalsze miejsce na jego liście priorytetów.

Kaja i Mateusz Tonder

Kiedy i w jakich okolicznościach poznałaś się z Grzegorzem Zengotą?

Poznaliśmy się przez mojego brata. Mateusz zabrał mnie pewnego wieczoru na rozpoczęcie sezonu żużlowego. Grzesiek wówczas dopiero podpisał kontrakt z Falubazem. Śmieszna historia, ponieważ Grzesiu na początku myślał, że jestem dziewczyną swojego brata i dlatego nie chciał do mnie podejść. Jednak mój brat szybko wyjaśnił mu, że jesteśmy rodzeństwem. Od tego momentu Grzesiu zaczął „podchody” i poprosił mnie do tańca. Już od początku świetnie nam się tańczyło i rozmawiało. Co ciekawe… mieszkaliśmy blisko siebie i jak byłam dzieckiem rzucałam Grzesiowi walentynki na podwórko.

Czyli niejako to Ty zaczęłaś te „podchody”, jeszcze w dzieciństwie. Gdzie Grzesiek zaprosił Cię na pierwszą randkę?

Spacerowaliśmy po zielonogórskim rynku. Poszliśmy na kawę i do kina. Jeszcze tego samego dnia kazał mi się spakować i poinformował, że o 6 rano jedziemy wejść na Śnieżkę.

Jak długo jesteście już parą?

Jesteśmy parą od trzech lat.

Grzegorz Zengota i Kaja Tonder

Czy poznając Grześka miałaś obawy, że życie u boku żużlowca może nie być łatwe? Częste wyjazdy, wieczny strach o zdrowie i nerwy nie doskwierają Ci?

Oczywiście, że miałam obawy. Zwłaszcza, że przez brata wiedziałam jak wygląda życie żużlowców. Chociaż przy Grześku zobaczyłam jak to wygląda w pełnym tego słowa znaczeniu. Bałam się rozłąki, ale starałam się kiedy tylko mogłam być przy nim i go wspierać. A kiedy na zawody jechał beze mnie, to zawsze modliłam się, żeby wrócił cały i zdrowy do domu.

Mieszkacie razem z Grześkiem czy na ten moment mieszkasz jeszcze z rodzicami?

Dosyć szybko zamieszkaliśmy z Grzesiem razem. Z racji jego częstych wyjazdów chcieliśmy każdą wolną chwilę, kiedy jest na miejscu, spędzać razem.

Jaki najlepszy prezent dostałaś od swojego chłopaka?

Nie ma jednego konkretnego. Każdy był wspaniały. Zresztą nie to się w życiu liczy. Są zdecydowanie ważniejsze sprawy aniżeli prezenty.

Grzegorz Zengota uchodzi za człowieka z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Czy w domu rzeczywiście taki jest? Poświęca dziewczynie wystarczająco dużo czasu?

Tak, Grzesiu rzeczywiście ma duże poczucie humoru i dystans do siebie. To mnie w nim urzekło. Jest wiecznie uśmiechnięty. Oczywiście jak każdemu, tak i jemu zdarzają się kiepskie dni, ale on nie jest osobą, która długo się gniewa czy też smuci. Przekazuje fajną energię, dzięki czemu w naszym związku nie ma czegoś takiego jak ciche dni. Zawsze jest wesoło i pozytywnie. Poświęca mi bardzo dużo czasu, jednak teraz, kiedy wrócił do zdrowia i na tor oczywistym jest, że ma więcej obowiązków. Zawsze stara się to tak podzielić, żebym nie odczuła mocno jego nieobecności w domu.

Czy macie jakieś swoje ulubione miejsce na wyjazd wakacyjny?

Grzesiek przez ostatnie dwa lata leczył kontuzje, więc o prawdziwych wakacjach nie było mowy. Myśleliśmy tylko o tym, żeby wrócił do zdrowia. Czasami udało się wygospodarować parę dni, aby znaleźć odskocznię od gabinetów rehabilitacyjnych. Tym sposobem udało nam się spędzić miło czas w Bieszczadach, Tatrach czy nad polskim morzem.

Żużlowcy z reguły nie mają wiele czasu wolnego. Gdy jednak udaje się go wygospodarować, co lubicie razem robić?

Uwielbiamy wieczorem wypić lampkę wina i zagrać w remika. Lubię z nim rywalizować, zawsze tak śmiesznie się denerwuje jak przegrywa. Na ogół staramy się spędzać czas aktywnie.

A czym Ty zajmujesz się na co dzień ?

Na co dzień studiuję dziennie pedagogikę specjalną na Uniwersytecie w Zielonej Górze.

Jakie masz swoje największe marzenie w życiu ? A może już je spełniłaś?

Moim największym marzeniem jest stworzyć taki dom dla mojej rodziny, jaki mi stworzyli moi rodzice. Oprócz tego marzę, żeby wystąpić w The Voice Of Poland i nagrać swoją płytę.

Oby to wszystko Ci się spełniło. Czy zatem śpiew to Twoje największe hobby życiowe?

Dokładnie tak. Moją pasją od dziecka jest śpiew. Zawsze kochałam to robić, śpiewałam na różnych konkursach, festiwalach.

Co najbardziej w Grześku lubisz, a jaka cecha Ci przeszkadza i chciałabyś ją zmienić?

Najbardziej lubię jego nastawienie do życia. To, że jest wytrwały w dążeniu do swoich celów. Zawsze znajdzie rozwiązanie w trudnej sytuacji. Kiedy mam zły dzień, gorszy humor, Grzesiu potrafi go bardzo szybko poprawić. Kocham go za jego dobre serce i za to, że zawsze wszystkim chętnie pomaga. Ale żeby nie było tak kolorowo… Jest uparty jak osioł. Zawsze się przedrzeźnia, ale na końcu i tak przyznaje mi rację.

Jak Grzesiek znosi niepowodzenia? Reaguje spokojnie czy zdarza mu się być nerwowym?

Raczej dusi wszystko w sobie. Zawsze zajmuje mi to trochę czasu, aby wyciągnąć z niego, co go trapi. Na ogół stara się znaleźć rozwiązanie i powody swojej słabszej formy samodzielnie.

Czy bardzo przeżywasz jego starty na żużlu? Martwisz się, gdy wyjeżdża na tor, aby nic się nie stało? A może nie dopuszczasz do siebie myśli, że ponownie mogłaby dopaść go jakaś poważniejsza kontuzja?

„Bardzo” to mało powiedziane. Strasznie się denerwuje występami zarówno jego jak i mojego brata. Za każdym razem kiedy jadą wyścig, zamykam oczy i modlę się żeby jak najszybciej się skończył, a oni żeby cali i zdrowi zakończyli zawody. To dla mnie ogromny stres i chyba nie da się temu w żaden sposób zaradzić.

Jak oboje, zarówno Ty i Grzesiek znieśliście jego koszmarną kontuzję? Bywały momenty zwątpienia? Jak sobie w tych chwilach radziliście?

Miałam wrażenie, że Grzesiu znosił to lepiej ode mnie. Ja byłam załamana, a Grzesiu od razu nastawił się na działanie, aby jak najszybciej wrócić do zdrowia. Ważne było to, że mieliśmy siebie i każdego dnia się wspieraliśmy. Byłam praktycznie przez całe dwa lata kontuzji przy nim mimo studiów i swoich obowiązków. Grzesiu był na drugim końcu Polski, bywało, że nie spałam w ogóle żeby zaliczyć egzaminy na studiach i od razu po zaliczeniu lecieć samolotem do niego do szpitala. Bywało tak, że ze zmęczęnia drzemki odbywały się na lotnisku. Czasami było naprawdę ciężko. Na szczęście ten trudny etap mamy już za sobą i przetrwaliśmy tę próbę.

Preferujesz oglądać zawody z udziałem Grześka w domu na kanapie, czy osobiście na trybunach?

Wolę być przy nim, wtedy mniej się stresuję. Może to dziwne, ponieważ nie mam wpływu na to jak potoczą się sprawy na torze. Jednak sama obecność przy nim na zawodach pozwala mi zachować większy spokój.

Czy w Waszym domu żużel jest tematem numer jeden, czy jednak staracie się unikać „wnoszenia” życia zawodowego do domu?

Grzesiek pilnuje tego, aby dom był naszym azylem. Stara się to rozdzielić, tak, aby żużel i cała jego otoczka nie wpływała na nasze życie prywatne.

W jaki sposób starasz się wspierać Grześka w trudnych momentach, jak chociażby długi okres rehabilitacji?

Staram się być przy nim zawsze kiedy tego potrzebuje. Może to niewiele, ale na pewno dodaje otuchy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję.

Rozmawiał SEBASTIAN SIREK

6 komentarzy on Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną swojego brata (WYWIAD)
    Slawek
    9 Dec 2020
    2:14pm

    Grzesiek faktycznie wydaje się być człowiekiem wesołym i mającym dystans nie tylko do siebie, ale i ogólnie do życia. Osobiście lubię Go i życzę mu jak najlepiej, a przede wszystkim bez kontuzji. Natomiast Im jako parze dużo szczęścia oraz wielu lat razem.

    Jurek 1947
    10 Dec 2020
    5:43am

    Kolega Zengota, to fajnie ułożony chłopak.
    Jest inteligentny, umie się sensownie wypowiedzieć reprezentuje ponad przeciętny poziom żużlowca.
    Rzeczywiście, ma poczucie chumoru i ma szelmowski uśmiech. Dziewczyna też urodziwa i fajna z nich para, lecz łatwo jej nie będzie widząc po tym ilu żużlowców jest w pierwszych związkach.
    Powinna zaciągnąć porad od żony pana Piotra P. jak przetrwać z żużlowcem w małżeństwie.
    A swoją drogą pani Protasiewicz powinna wydać jakąś publikacje na ten temat.
    Myślę że by była bardzo ciekawa!
    Życzę Grzegorzowi, udanego sezonu bo nie będzie to spacer.
    Wrocławianin.

    Żużel. Zengota oświadczył się w święta Bożego Narodzenia | PoBandzie
    25 Dec 2020
    7:14pm

    […] Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną … Bartosz Rabenda […]

    Żużel. Kolejne wspaniałe wieści od Zengoty! 32-latek zostanie tatą | PoBandzie
    26 Dec 2020
    2:46pm

    […] Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną … Bartosz Rabenda […]

Skomentuj

6 komentarzy on Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną swojego brata (WYWIAD)
    Slawek
    9 Dec 2020
    2:14pm

    Grzesiek faktycznie wydaje się być człowiekiem wesołym i mającym dystans nie tylko do siebie, ale i ogólnie do życia. Osobiście lubię Go i życzę mu jak najlepiej, a przede wszystkim bez kontuzji. Natomiast Im jako parze dużo szczęścia oraz wielu lat razem.

    Jurek 1947
    10 Dec 2020
    5:43am

    Kolega Zengota, to fajnie ułożony chłopak.
    Jest inteligentny, umie się sensownie wypowiedzieć reprezentuje ponad przeciętny poziom żużlowca.
    Rzeczywiście, ma poczucie chumoru i ma szelmowski uśmiech. Dziewczyna też urodziwa i fajna z nich para, lecz łatwo jej nie będzie widząc po tym ilu żużlowców jest w pierwszych związkach.
    Powinna zaciągnąć porad od żony pana Piotra P. jak przetrwać z żużlowcem w małżeństwie.
    A swoją drogą pani Protasiewicz powinna wydać jakąś publikacje na ten temat.
    Myślę że by była bardzo ciekawa!
    Życzę Grzegorzowi, udanego sezonu bo nie będzie to spacer.
    Wrocławianin.

    Żużel. Zengota oświadczył się w święta Bożego Narodzenia | PoBandzie
    25 Dec 2020
    7:14pm

    […] Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną … Bartosz Rabenda […]

    Żużel. Kolejne wspaniałe wieści od Zengoty! 32-latek zostanie tatą | PoBandzie
    26 Dec 2020
    2:46pm

    […] Żużel. Kaja Tonder: Grzegorz bał się zrobić pierwszy krok, bo myślał, że jestem dziewczyną … Bartosz Rabenda […]

Skomentuj