Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już po raz trzydziesty w historii cyklu Speedway Grand Prix śmietanka światowego żużla zjedzie się do Pragi. W czwartej eliminacji tegorocznych zmagań o mistrzostwo świata polscy zawodnicy z pewnością zrobią wszystko, by wrócić na szczyty. Czy nowy król tego miejsca pokrzyżuje im plany i dokona historycznego wyczynu? O tym przekonamy się w sobotni wieczór.

 

Jak ten czas leci! Gościnna Markéta przywita zawodników już po raz trzydziesty. Tym razem u naszych południowych sąsiadów odbędzie się czwarty odcinek serialu pt. „walka o Indywidualne Mistrzostwo Świata 2024”. Zaczęło się 27 kwietnia w chorwackim Donji Kraljevec, później przyszedł czas na Warszawę i Landshut. Początek sezonu nie był idealny – w Chorwacji Bartosz Zmarzlik zajął „tylko” czwarte miejsce, Warszawa pozostała terenem niezdobytym przez polskich zawodników – nadal nie usłyszeliśmy w stolicy „Mazurka Dąbrowskiego”. W Landshut swoje pierwsze zwycięstwo w karierze odniósł Mikkel Michelsen. Nasi zawodnicy wciąż czekają. Bartosz Zmarzlik po trzecim miejscu w Chorwacji i dwóch drugich pozycjach skutecznie podgryza konkurencję. Nie wygrawszy dotąd żadnej rundy, uskubał 50 punktów i przewodzi stawce. Za jego plecami czai się jednak groźna konkurencja, czyli Jack Holder i Jason Doyle. Australijczycy tracą do Polaka odpowiednio dwa i trzy punkty.

Żużel. Brytyjski weteran niemal kompletny! Tygrysy rozbiły drużynę Pawlickiego

Doyle nie będzie w stanie zniwelować tej straty, bowiem w Pradze go nie zobaczymy. Mistrz świata z 2017 roku odczuwa przecież wciąż konsekwencje upadku w meczu brytyjskiej Premiership. Dlatego też zastąpi go rodak, pierwszy rezerwowy cyklu, Max Fricke. Fricke ma już za sobą starty jako pełnoprawny uczestnik cyklu, bowiem od 2020 roku regularnie startował w stawce. Na swoim koncie ma na przykład wygrane w Toruniu (2020) oraz Warszawie (2022).

W piątek ligowy mecz odjechali Mikkel Michelsen i Leon Madsen. Obaj zapisali na swoich kontach dwucyfrowe zdobycze. Jeśli podobną formę przełożą na występ w Pradze, mogą stworzyć ciekawe widowisko.

Patent na ten tor wydaje się mieć także Fredrik Lindgren. Wicemistrz świata z ubiegłego sezonu zna już smak zwycięstwa przy ul. U Vojtěšky 11. Stawał na drugim, trzecim, a w  2018 roku w końcu na pierwszym stopniu podium. Czy pokusi się teraz o podobne osiągnięcie?

Oczy kibiców gospodarzy z pewnością będą zwrócone na reprezentantów ich kraju. Stałym uczestnikiem jest przecież Jan Kvěch. 22-latek po trzech rundach zajmuje piętnaste miejsce w gronie najlepszej szesnastki świata. Pechowo zakończył się dla niego poprzedni turniej w Landshut, w którym po upadku zakończył zawody z zerowym dorobkiem punktowym. Powrócił jednak na tor w dobrym stylu, wygrywając w ubiegłą sobotę rundę kwalifikacyjną do Grand Prix Challenge. We włoskim Lonigo wywalczył 14 punktów, pokonując m.in. Dana Bewleya. Ta wiktoria otwiera mu drogę do planowanego na 4 października Grand Prix Challenge. Na dodatek zawody te odbędą się w jego kraju, na torze w Pardubicach. Zanim to jednak nastąpi, z pewnością będzie chciał z jak najlepszej strony pokazać się przed rodzimą publicznością.

Dzika karta już po raz kolejny przypadła Václavowi Milíkowi. Choć trudno w to uwierzyć, po raz pierwszy Milík otrzymał ten przywilej już w 2012 roku! W ubiegłym roku był to dość nieudany występ, gdyż zawodnik Cellfast Wilków Krosno zakończył zmagania na ostatniej pozycji z jednym punktem na koncie. Z pewnością wolałby nawiązać do swojego najlepszego występu, a więc trzeciej pozycji z 2017 roku. Czy mu się to uda?

Zawodnikami rezerwowymi wybrano Adama Bednářa oraz Daniela Klimę. Pierwszy z nich to niespełna 18-latek, który wziął udział m.in. w finale Drużynowych Mistrzostw Europy w Grudziądzu. Pokazał się także w tegorocznej rundzie kwalifikacyjnej Speedway Grand Prix w Žarnovicy, którą zakończył na dziewiątym miejscu z sześcioma oczkami. Ubiegły sezon przyniósł mu srebrny krążek krajowego czempionatu, tuż za plecami Milíka. Klima, 21-latek, w 2023 roku był brązowym medalistą indywidualnych mistrzostw kraju.

Żużel. Przyjemski poznał rywali! Spacerek w eliminacjach do SGP2?

Dwie ostatnie edycje padły łupem Martina Vaculíka. Słowak, wydaje się, znalazł sposób na praski obiekt. Jeśli wygra po raz trzeci, dołączy do takich sław jak Jason Crump i Tai Woffinden, którzy odnosili po trzy triumfy z rzędu.

Wszystkie te dywagacje będzie jednak można między bajki włożyć, jeśli figla spłata tak ważna w żużlu pogoda. Niestety, aplikacja AccuWeather informuje, że w czeskiej stolicy możemy się spodziewać opadów. Także kamery miejskie, których podgląd zobaczyć można na stronie skylinewebcams.com, pokazują zasnute chmurami niebo. Fanom pozostanie więc pilne wysłuchiwanie komunikatów odnośnie rozwoju wypadków.

Grand Prix Czech w Pradze to jeden ze stałych elementów żużlowego kalendarza, bo zawodnicy przyjeżdżają tu niezmiennie od 1997 roku. Stara żużlowa prawda mówi: „kto wygrywa turniej w Pradze, ten zostaje mistrzem świata”. To twierdzenie sprawdziło się na pewno w przypadku dwóch pierwszych triumfatorów, czyli Grega Hancocka w 1997 i Jasona Crumpa rok później. Tomasz Gollob, a więc zwycięzca z sezonu 1999, był tego bliski, lecz na przeszkodzie stanął wypadek w finale Złotego Kasku we Wrocławiu. Następnie nadeszła era Billy Hamilla (zwycięski w sezonach 2000 i 2001), Jasona Crumpa (wygrywał trzy razy, od 2002 do 2004). Pragę lubią też Duńczycy, gdyż wygrywali tu Nicki Pedersen i Hans Andersen. Oprócz Tomasza Golloba triumfowali tu także inni Biało-Czerwoni, czyli: Janusz Kołodziej (2019), Bartosz Zmarzlik (obie rundy w 2020 roku) oraz Maciej Janowski (pierwsza z rund rozgrywanych w 2021 roku). Łącznie na podium oglądaliśmy w historii reprezentantów ośmiu krajów.