Główny partner portalu

Żużel. Jerzy Kanclerz: Odpowiedzialność nie może spoczywać na 16-latku. Już mobilizujemy się na mecz w Ostrowie

Z prawej Jerzy Kanclerz. fot. Jakub Soboczyński
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Niedziela nie była radosna dla osób związanych z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Siedmiokrotni mistrzowie Polski przegrali w domowym meczu z Cellfast Wilkami Krosno i aby znaleźć się w fazie play-off muszą pokonać na wyjeździe bardzo dobrze dysponowaną w tym sezonie Arged Malesę Ostrów Wielkopolski. Jerzy Kanclerz, prezes Abramczyk Polonii Bydgoszcz, nie ukrywa rozczarowania po ostatnim spotkaniu, ale zapewnia, że jego ekipa już mobilizuje się na jeden z najważniejszych pojedynków od lat.

 

Bydgoszczanie mieli spore problemy od samego początku starcia 13. kolejki. Podopieczni Lecha Kędziory popełniali błędy, tracili punkty i przez to tylko raz przez całe spotkanie wyszli na prowadzenie. Po pięciu biegach prowadzili 16:14, jednak krośnianie szybko im się odgryźli i pilnowali zbudowanej przewagi do momentu przerwania zawodów.

– Porażka zawsze jest wykładnikiem wielu czynników. Po naszych trzech mocnych uderzeniach w ostatnim czasie przyszedł zimny prysznic. Każdy z zawodników przyznał się do popełnionych błędów. Była taśma Nikodema Bartocha, był upadek Andreasa Lyagera. Więcej punktów mógł przywieźć też Wadim Tarasienko – mówi nam Kanclerz.

Przed samym meczem dużo mówiło się o tym, że Abramczyk Polonia powinna dominować na pozycjach juniorskich. Para Wiktor Przyjemski-Nikodem Bartoch w tym sezonie prezentuje się bowiem znacznie lepiej niż duet Aleks Rydlewski-Jakub Janik. Ostatecznie to jednak młodzieżowcy Wilków wywalczyli przy Sportowej więcej oczek.

– Liczyliśmy na to, że będziemy mieli znaczącą przewagę punktów na pozycjach juniorskich, a tak się nie stało. Z drugiej strony trzeba sobie powiedzieć, że nie może być tak, że odpowiedzialność wyniku ma spoczywać na 16-latku. Wiktor był u mnie i rozmawialiśmy. On też miał do siebie pretensje, jednak brakowało przede wszystkim wygranych seniorskich – komentuje sternik Gryfów.

Po niedzielnej porażce Abramczyk Polonia wciąż znajduje się w tabeli przed Zdunek Wybrzeżem Gdańsk. Gdańszczanie mają znacznie łatwiejsze zadanie w ostatniej kolejce, bo na stadion im. Zbigniewa Podleckiego przyjedzie Unia Tarnów, która pożegnała się już z eWinner 1. Ligą. Jeśli jednak bydgoszczanie zdołają ograć Arged Malesę, to ze względu na wynik w dwumeczu znajdą się przed zespołem z Trójmiasta.

– Przegraliśmy, ale nadal jesteśmy w grze. Zrobiliśmy krok sportowy, bo w zeszłym roku do końca walczyliśmy o utrzymanie, a teraz o play-offy. Trzy ekipy w play-offach są znane i jest jedno wolne miejsce, o które bijemy się z Gdańskiem. Przed ostatnią kolejką w uprzywilejowanej sytuacji jest Gdańsk, bo ma u siebie Unię Tarnów. Okazuje się jednak, że tarnowianie po wyleczeniu kontuzji są ekipą, z którą niejeden klub by przegrał. My zapewniamy pełną mobilizację i szykujemy się na mecz z Ostrowem – podkreśla prezes bydgoskiego klubu.

– W sporcie trzeba umieć przegrać. Ostatnio w mediach wielu ekspertów już mówiło, że Bydgoszcz jest w PGE Ekstralidze. To było trochę nadmuchane. Ja zawsze mówiłem, że nie będę zatrzymywał awansu i zdania nie zmieniam, ale w mojej opinii wszyscy mają takie same szanse. Zobaczymy czy do grona tych szczęśliwych drużyn dołączy drużyna moja czy prezesa Tadeusza Zdunka – kontynuuje.

Po meczu Gryfów z Wilkami sporo mówiło się o decyzji dotyczącej przerwania spotkania. Opady deszczu były już bowiem na tyle intensywne, że rozpoczęły się obrady jury nad tym czy mecz może być kontynuowany. Ostatecznie sędzia Piotr Stefankiewicz postanowił, że mecz zakończy się po 13. odjechanych gonitwach.

– Ja nigdy nie polemizuję z sędziami. Jeżeli sędzia podjął taką decyzję, to ja uważam ją za słuszną. Można mówić, że gdyby ten mecz trwał dalej, to byśmy mogli zremisować albo wygrać, ale to też nie jest pewne. Może i można było ten mecz przyspieszyć, ale to sędzia podejmuje decyzje i robi to najlepiej jak potrafi. Żadnego odwołania z naszej strony nie było i nie będzie. Szło nam wczoraj kulawo. Gratuluję drużynie z Krosna, bo awans do play-off jako beniaminek to super sprawa. Pogratulowałem wszystkim zawodnikom, prezesowi Grzegorzowi Leśniakowi, bo wykonali kawał pracy. My wyciągamy wnioski i jedziemy dalej – podsumowuje Jerzy Kanclerz.