Główny partner portalu

Żużel. Ireneusz Kwieciński: Reagowaliśmy błyskawicznie. Możliwość swobodnego korzystania z gości rozwiązałaby problem (WYWIAD)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Z piekła do nieba to najkrótsza recenzja dotychczasowych wyników ekipy krośnieńskich Wilków w lidze. Na początek sromotna klęska w Rybniku. Szybka, trzeźwa analiza, błyskawiczne ruchy kadrowe i nagroda w postaci triumfu nad zespołem Ostrovii w Wielkopolsce. Przed drużyną Ireneusza Kwiecińskiego teraz inauguracyjna potyczka na własnych śmieciach, w zgłodniałym dobrego żużla Krośnie. Jest klimat, ale są też oczekiwania. Paraliżują, czy motywują? Przekonajmy się…

Irek, wataha po zbiorowej wizycie u weterynarza, kamień nazębny usunięty i kły znowu zalśniły?

Dokładnie. Można tak to ująć. Po pierwszym naszym meczu, nieudanym wyjeździe do Rybnika, postanowiliśmy natychmiast coś poprawić. Przy słabszej dyspozycji całego zespołu, a przy bardzo słabej jednego z liderów, Petera Ljunga, wydawało się to nieodzowne. Uznaliśmy, że z dotychczasowym zestawieniem personalnym nie zdołamy szybko tego poskładać, zatem radykalne ruchy stały się konieczne. Czasami zawodnik potrzebuje długiego okresu, by się dopasować sprzętowo. Jeśli zajęłoby to nawet miesiąc, to przez ten miesiąc mielibyśmy za sobą kolejne cztery, czy pięć spotkań i na rewolucję byłoby już zdecydowanie za późno. Moglibyśmy tych strat nie odrobić. Szybkie decyzje, trafione, przemyślane wzmocnienia i wygląda na to, że poszliśmy w dobrą stronę, bo efekty przyszły praktycznie natychmiast. Bardzo się cieszę, że zawodnicy których zakontraktowaliśmy okazali się solidnym wsparciem, ponieważ decyzje do łatwych nie należały. Przed wyjazdem do Ostrowa przeprowadziliśmy mini cykl przygotowawczy. Skorzystaliśmy z możliwości treningów na dwóch obcych torach i to też na pewno pomogło. No i… daliśmy radę w Ostrowie. Cieszę się, że tak się skończyło. Wygląda na to, że kierunek zmian był słuszny.

Jednak początek meczu mógł przyprawić o palpitację serca…

No tak. Sam przez moment zacząłem się zastanawiać, w którym miejscu popełniliśmy błąd podczas przygotowań. Zrobiliśmy małe zebranie, natychmiast przedyskutowaliśmy, w którą stronę mieliśmy iść z ustawieniami, a w którą poszliśmy. Były rozbieżności. Wróciliśmy więc do tego, o czym rozmawialiśmy przed meczem. Po kolei poszczególni zawodnicy zaczęli te uzgodnienia wprowadzać i poszło we właściwym kierunku. Zaczęliśmy odwracać losy spotkania. Efekt był taki, że praktycznie od ósmego biegu, najpierw indywidualnie, a potem drużynowo już tylko my wygrywaliśmy wyścigi.

Fajnie pojechali seniorzy, w tym dwóch nowych. Rozumiem, że lubisz M&M-sy (Milik, Musielak – dop.red). Tylko brakuje zdobyczy młodzieżowców?

Na rynku posucha i niestety tak jest. Mamy juniorów wypożyczonych. Wiadomo, że jeśli klub ma fightera na tej pozycji, to go zatrzymuje i pielęgnuje, oddaje zaś tych trzecich, czasem czwartych w kolejce do składu żeby się szkolili. My ich mamy. Nie jest to jednak tak, że oni nie zaczną punktować. Potrzeba cierpliwości. To są młodzi chłopcy, którzy dopiero niedawno rozpoczęli przygodę z prawdziwym speedway`em. Nie są jeszcze wjeżdżeni w sezon. Nie mają na tyle rutyny, żeby już na wiosnę być mocnymi punktami zespołu, ale czas pracuje dla nich. Trzy czy cztery treningi i mecz, to dla nich zdecydowanie zbyt mało. Bądźmy cierpliwi. Oczywiście ich punktów brakuje, ale pozwólmy im spokojnie wejść w sezon. Swoim tempem. Nie będę więc narzekał, bo to nasza rola i nasza praca, by zrobić z nich na tyle solidnych ligowców, aby punktowali. Na początek przynajmniej na własnym torze. Trening, trening i jeszcze raz trening. Jeśli chcemy mieć z nich pożytek, to musimy im pomóc.

Spytałem nie bez kozery. Przewijał się temat wypożyczenia czy wykupienia z Orła Łódź Olka Grygolca. Aktualna koncepcja?

Rzeczywiście był przymierzany, odbywały się  rozmowy, w pewnym momencie dosyć zaawansowane, ale z tego co wiem to tę chwilę sprawa jest nieaktualna. Wydaje mi się, że nie ma co tego wątku roztrząsać, bo Olek zdaje się nawet zadebiutował w meczowym zestawieniu Łodzi. Nie ma co wracać do tematu.

Entuzjazm w Krośnie, pozytywne szaleństwo na punkcie żużla, to pewnie nabór do szkółki jak za starych, dobrych czasów. Przyszło pół miasta?

Jest kilkunastu chłopców chętnych do jazdy. To prawda. Odzew po naszych ogłoszeniach był dosyć spory. Pierwsze zajęcia odbyły się już w styczniu. Naturalnie najpierw ogólnorozwojówka. Sala, siłownia.

Jak to z reguły bywa. Pierwszy wyjazd na tor planujemy po najważniejszym wydarzeniu, czyli ligowej inauguracji u siebie. Trudno stwierdzić, że będzie to mecz przed własną publicznością, ale przynajmniej część osób będzie mogła zasiąść na trybunach. Pozostali z pewnością chętnie obejrzą nas w telewizorach. Zaraz po tym zaś rozpoczynamy treningi szkółki.

Jakie jest zaawansowanie prac przy oświetleniu, wiadomo kiedy może nastąpić inauguracja u siebie?

Według kalendarza. Na swoim torze powinniśmy pojechać 1 i 2 maja (mecz z Orłem został przełożony na 3 maja – dop.red). Obiekt jest dostępny, tor również jest do dyspozycji, natomiast oświetlenie nie jest jeszcze ukończone. Prace trochę się przesuwają. Wykonawca borykał się z pandemią. My weszliśmy na tor trochę przed uzgodnionym terminem, bo taka była konieczność. Na tę chwilę więc pojedziemy bez oświetlenia, jednak prace będą kontynuowane. Najważniejsze żeby przywitać się z rozgrywkami zwycięstwem u siebie i temu celowi podporządkowujemy teraz wszystkie działania. Do osiągnięcia tego celu intensywnie się przygotowujemy, bo może nam to tylko pomóc. Nie wyobrażam sobie innego scenariusza.

Paradoksalnie, klęska w Rybniku zmotywowała was do działania?

Czasem taki kubeł zimnej wody jest niezbędny żeby się ocknąć. Zorientowaliśmy się, że możemy nie podołać. Dostaliśmy ostrą lekcję jazdy. Zanosiło się wręcz na to, że ciężko będzie z kimkolwiek powalczyć w poprzednim zestawieniu. Wykonaliśmy szybkie, przemyślane na pewno ruchy kadrowe. One przyniosły pożądany efekt już w kolejnym spotkaniu. Czasami trzeba wykonać krok do tyłu żeby zaraz zrobić dwa do przodu. Ta prawda czasami się sprawdza i potwierdza. Na dziś jestem z tych decyzji personalnych bardzo zadowolony, bo trudno by było inaczej.

Na dziś masz poza składem Ljunga i Jeleniewskiego. Trzymasz ich w Krośnie na wszelki wypadek, czy czekasz na propozycje?

Powiem szczerze, że jeśli chodzi o Petera to jego przynależność powinna się wyjaśnić w najbliższych dniach. U nas byłby bardzo, bardzo oczekującym zawodnikiem, a być może nawet w ogóle już by nie wyjechał w lidze. Jeśli mówimy zaś o Danielu, na ten moment pozostaje zawodnikiem oczekującym. Nie pojechał w Ostrowie, nic nie stoi natomiast na przeszkodzie, żeby wywalczył miejsce w składzie na kolejne spotkania. Sam wiesz jaki jest regulamin. Jedno covidowe nieszczęście i ten dotąd zapasowy okazuję się niezbędny. Zdaję sobie sprawę, że to niekomfortowa sytuacja dla każdego żużlowca, ale nam daje swobodę wyboru i bezpieczeństwo pracy. Przed meczem w Ostrowie testy wykonywaliśmy w czwartek i gdyby się komuś przytrafił pozytywny wynik, to nie byłoby już pola manewru. Trzy mecze bez któregoś z podstawowych żużlowców. Dzięki jednemu zawodnikowi w odwodzie mielibyśmy kim skutecznie łatać skład. Inaczej czas oczekiwania na powrót zarażonego koronawirusem jest zbyt długi. Na pewno odbiłoby się to niekorzystnie na wyniku drużyny. Takie minimalne zabezpieczenie musi być.

Tylko z perspektywy zawodnika odstawionego od składu nie wygląda to tak różowo. Nie startuje – nie zarabia?

Co mogę powiedzieć? Na pewno dla żużlowca nie jest to żaden komfort. Element rywalizacji to jednak chleb powszedni dla zawodników. Mówimy przy tym o jednym dodatkowym człowieku. Nie ma ich czterech, nie urządzamy na treningu mini Grand Prix, nie ścigamy się o miejsce w drużynie na ligę. Kiedy sam startowałem, myślałem tak jak zawodnik. Teraz widzę to z innej perspektywy. Nie jest to łatwa sytuacja dla nikogo, ale minimalne zabezpieczenie musimy posiadać. To wszystko musi mieć ręce i nogi. Jeden pozytywny test, jedna kontuzja i cała koncepcja leży w gruzach. Do tego nie możemy dopuścić.

A może rozwiązanie jest prostsze. Kontrakty na kwotę, a nie płatne za zdobyty punkt?

Mnie to nie przekonuje mimo wszystko. Gdybym mógł decydować, to pozwoliłbym szeroko korzystać z instytucji gościa. Szeroko i swobodnie. Mam kontuzję w zespole, czy zakażenie, w to miejsce wskakuje zawodnik z niższej ligi, albo taki, który dotąd nie wystąpił na torze i mamy dziurę zaklejoną, zestawienie uzupełnione a nikt nie cierpi siedząc na ławie i oglądając spotkania z trybun. Sądzę, że wtedy wszyscy byliby zadowoleni. Moim zdaniem to optymalne rozwiązanie. Tylko jednak w razie faktycznej potrzeby, nie dowolnie. Iksiński jedzie poniżej poziomu, to w jego miejsce wskakuje gość. Nie tak. Jedynie uzasadnione przypadki. Covid bądź kontuzja.

Takie rozwiązanie w Ekstralidze było jednak mocno krytykowane w poprzednim sezonie, bo tuszowało niewypały transferowe czy gwałtowne obniżki formy. Choćby Holder w Gorzowie?

No tak, ci którzy trafili zimą mogli czuć się zawiedzeni. Nadal jednak uważam, że taka możliwość rozwiązałaby doraźne problemy. Podkreślam jednak – w związku z kontuzją lub koronawirusem. Tu powinniśmy mieć możliwość skorzystania z gościa przy tak wąskich obecnie składach. Niestety nie możemy, więc koniecznością staje się zawodnik oczekujący w drużynie i my takowego posiadamy. Naturalne przy tym, że taka rola nikogo nie zadowala.

Jakie masz oczekiwania przed meczem u siebie?

No jakież mogą być oczekiwania? Oczywiście zacząć sezon w domu od wygranej. To główny cel na ten pierwszy mecz, bez względu kiedy i z kim przyjdzie nam rywalizować. Na najbliższy weekend spodziewane są deszcze, więc może być jeszcze różnie. Z kim jednak nie przyjdzie się potykać – chcemy dobrze zacząć, a dobry początek to naturalnie zwycięstwo. To ma być prezent dla kibiców, szczególnie tych, którym nie dane będzie zasiąść na trybunach stadionu. Długo czekają na dobry wynik drużyny, więc nie wolno nam ich zawieść.

Zatem tego życzę i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również i do usłyszenia.

Rozmawiał PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI