Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Rodzeństwo uprawiające żużel to nic nadzwyczajnego. Rodzeństwo z medalami Indywidualnych Mistrzostw Świata już tak. Do tej pory tylko dwukrotnie bracia zdobyli krążki w imprezie tej rangi.

 

Pionierami byli bracia Milne. W 1937 Jack wywalczył tytuł mistrzowski, a jego brat Cordy stanął na najniższym stopniu podium. Z kolei w 1976 najlepszy na świecie był Peter Collins, a sześć lat późnej w Los Angeles „srebro” zawisło na szyi Lesa Collinsa. W 2012 roku mistrzem został Chris Holder, dokładnie 4221 dni później turniej Grand Prix wygrał Jack Holder. Tym samym bracia już wpisali się do historii. Jako jedyne rodzeństwo mają na swoim koncie zwycięstwo w turnieju. Prawdopodobne jest, iż w tym roku do historii mogą się wpisać jako kolejne rodzeństwo które wywalczyło medale. Po czterech rundach Jack Holder w klasyfikacji przejściowej zajmuje drugie miejsce. 

– Nadal podtrzymuję, że chcę osiągnąć najwyższy cel, jaki jest możliwy w żużlu. Nie wiem, kiedy to przyjdzie, ale jestem na tym skupiony i gotowy, aby po niego sięgnąć. Nie jest łatwo być obecnym w cyklu już jakiś czas i nie mieć na koncie wygranej. Po zwycięstwie w Gorican jestem już w gronie tych, którzy wygrywali i można już być bez tej myśli w głowie. Mam swój plan i chcę osiągnąć – mówi młodszy z braci Holderów na łamach Speedway Star. 

Sporo osób dostrzega różnicę między Jackiem a Chrisem, jeśli chodzi o australijski „luz” podczas zmagań o medale mistrzostw świata. Młodszy z braci ma go ponoć zdecydowane mniej.

– Nie interesują mnie opinie innych. Każdy inaczej do tego podchodzi. Inaczej Chris, inaczej ja i inaczej podchodził choćby Jason Crump. Żużel to dla mnie nie tylko przyjemność, ale i praca stąd może takie, nie inne podejście – dodaje Holder.

Żużel. Jest werdykt PGE Ekstraligi! Walkower podtrzymany!

Żużel. Cegielski komentuje kary dla zawodników! Są zbyt wysokie, będą odwołania! 

Zawodnik Motoru Lublin nie wie, kiedy dokładnie wywalczy medal mistrzostw świata. Pewien jest tego, że w tym sezonie ma wszystkie niezbędne „narzędzia” w ręku, aby na torze medal „wykuć”

– Jak mówiłem czas pokaże kiedy i co w życiu  nastąpi. W tym wszystkim należy pamiętać o jednym. Żużel to sport „pakietowy”. Aby był sukces musisz być jednocześnie zadowolony z tego, co się dzieje w domu, z mechaników, sprzętu i tak dalej. Wtedy jest największe prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie dobrze, a jak tego pilnujesz, to dobra fala może nieść cię długo – podsumowuje wicelider klasyfikacji Grand Prix.

Wywalczenie medalu z jakiegokolwiek kruszcu w tym sezonie sprawi, że już jesienią Jack i Chris zostaną trzecim „medalowym” rodzeństwem w ponad stuletniej historii żużla.