Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Grzegorz Kita (Sport Management Polska): Najważniejsze by tych pieniędzy z telewizji nie przejeść (WYWIAD)

Grzegorz Kita. fot. Facebook/ Profesjonalny Marketing Sportowy

Wiadomość o tym, ile Canal+ zapłaci za prawa do pokazywania PGE Ekstraligi w latach 2022-2025 rozpaliła środowisko żużlowe. Według najnowszego kontraktu, rocznie do spółki zarządzającej rozgrywkami trafi trzy razy więcej pieniędzy w porównaniu do umowy podpisanej na lata 2019-2021. Grzegorz Kita, ekspert marketingu sportowego i prezes Sport Management Polska, wyjaśnia dlaczego stacja zdecydowała się wyłożyć taką sumę oraz przyznaje, że władze rozgrywek czeka teraz bardzo istotne wyzwanie.

242 miliony złotych. Tyle Canal+ zapłaci za pokazywanie PGE Ekstraligi w latach 2022-2025. Pan, jako osoba, która w centrum świata sportu i marketingu jest od wielu lat, spodziewał się aż tak wysokiej kwoty?

Raczej nie. Ale też nie podejmowałem się estymacji, jak duży może być ten kontrakt, bo z doświadczenia wiem, że z tym szacowaniem bardzo łatwo można się pomylić. W ostatnich latach można zauważyć jednak, że kwoty płacone przez telewizje za prawa do dobrych rozgrywek są praktycznie zawsze wyższe w porównaniu do tych kwot, które wcześniej były prognozowane. Kwota tego kontraktu imponuje sama w sobie, ale co najważniejsze, jest to radykalny wzrost przychodów ligi, która nie ma się dopiero rozwinąć, ale która status najlepszej osiągnęła już na dotychczasowych parametrach finansowych. To trochę tak jakby do bardzo szybkiego samochodu wyścigowego prowadzącego na czele stawki nagle domontować jeszcze silnik rakietowy. To okazja do osiągnięcia zupełnie nowych prędkości rozwoju. Ale przeciążenia też będą spore. Kwota 242 miliony złotych to kwota kosmiczna, choć po głębszym zastanowieniu można ją wytłumaczyć. 

Z czego więc wynika tak wysoka kwota?

W tym konkretnym przypadku myślę, że bardzo ważne jest to, iż Canal+ od dłuższego czasu żużel pokazuje, dobrze go poznał a w związku z tym dokładnie oszacował możliwe przychody i zyski w praktyce. Nadawca widzi, że treści żużlowe, związane z PGE Ekstraligą, są jego bardzo ważnym produktem, że ściągają albo utrzymują abonentów a do tego wpływy reklamowe także są na dobrym poziomie. Żużel w Canal+ najzwyczajniej w świecie się sprawdził. Dodatkowo na przestrzeni ostatnich lat, a szczególnie minionego roku zauważyłem sporo zmian w strategiach nadawców. Widać, że niektórzy stawiają na jakość, a nie na ilość. Lepiej jest dla nich zakupić mniejszą liczbę sportowych produktów premium niż więcej, ale niezbyt znaczących, planktonowych. Tu mówimy o najlepszej lidze świata, więc bezsprzecznie trzeba ten ruch nazywać zakupem produktu premium. Do tego Canal+ teraz rządzi tymi prawami. Może zdecydować czy odsprzeda komuś sublicencję, czy zrobi coś innego. W pewnym sensie ta platforma monopolizuje dla siebie sporą część dyscypliny. Dodatkowo czasy COVIDu zmieniają strategie nadawców także w zakresie sposobu i czasu konsumpcji przez widzów.

Ogromne wrażenie robi nie tylko sama kwota całościowa, ale również zestawienie z umową obowiązującą w latach 2019-2021. Wcześniej za trzy sezony platforma Canal+ zapłaciła 60 milionów złotych…

Ta różnica faktycznie jest duża, ale czasy bardzo szybko się zmieniają. Konsumpcja przekazów telewizyjnych i internetowych także. Aby przeanalizować przyczynę tego, że tamta umowa wyniosła 60 milionów złotych, trzeba by się przenieść do momentu, gdy była negocjowana. Być może wtedy wynegocjowano zbyt małą kwotę, może wtedy produkt tak dobrze nie rokował, może nadawcy nie byli aż tak przekonani do niego. Dziś ten rynek wygląda inaczej. Inna jest też sama konsumpcja telewizyjna. Pojawia się konsumpcja wyrywkowa i omnichannelowa. Możliwości docierania są szersze. Platforma Canal+ wyraźnie deklaruje też, że będzie bardzo mocno stawiała na treści internetowe. To jest zrozumiały, rozwojowy ruch. Kibice poprzez platformę internetową dostaną skróty, najciekawsze momenty, trochę rzeczy zakulisowych, będą mogli dotrzeć do treści w łatwy sposób. 

Dość często mówi się ostatnio, że wielkim popularyzatorem żużla stał się Bartosz Zmarzlik. Jego sukcesy, występy w świetnie oglądanych programach, również mogły mieć wpływ na to, że kwota zamieszczona w kontrakcie jest tak wysoka?

Tutaj raczej wielkiego wpływu Bartosza Zmarzlika bym się nie doszukiwał. To raczej taka swoista wisienka na torcie. Owszem, na pewno pewien wpływ to miało, ale jakbyśmy to rozdzielili na poszczególne czynniki, to oceniłbym, że Zmarzlik dorzucił tu kilka procent. Zadecydowało przede wszystkim to, o czym wspominałem wcześniej. Platforma Canal+ nie chciała stracić produktu, który jej się tak dobrze przyjął. Do tego, poza Zmarzlikiem, w lidze jest cała światowa czołówka, więc myślę, że ogólny poziom Ekstraligi miał tu większe znaczenie.

Kolejną kwestią wydaje się być pandemia koronawirusa. Nikt ze środowiska nie wie, czy kibice wejdą w tym roku na stadiony…

I to jest na pewno istotny element tej układanki. Sytuacja jest niepewna i może być tak, że jedyną okazją do zobaczenia Ekstraligi będzie właśnie zrobienie tego przed telewizorem. Platforma Canal+ na pewno miała tego świadomość walcząc o prawa. W ostatnich latach, a zwłaszcza w tym poprzednim, covidowym sezonie, Canal+ miała pewien poligon doświadczalny. Włodarze stacji mieli doskonałą możliwość sprawdzenia czy warto mieć u siebie taki produkt. Jak widać warto i to za naprawdę okazałą cenę. 

Jak przy każdym przypadku wygrania przetargu przez telewizję komercyjną, pojawiają się pytania, czy nie lepiej byłoby skasować za prawa telewizyjne mniejsze pieniądze, a dać możliwość transmitowania rozgrywek otwartej telewizji. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Kanały otwarte to zawsze lepsze zasięgi i lepsza promocja dla dyscypliny, ale fundamentalną kwestią byłoby w takim wypadku o ile mniejsze byłyby te pieniądze? Patrząc na warunki polskie obawiałbym się, że o drastycznie mniejsze. Realne, wielkie przychody są – szczególnie w tych pandemicznych czasach – o wiele lepsze niż mityczne zasięgi w telewizjach otwartych, które przecież miały by generować dodatkowe wartości dopiero w przyszłości.  Ogólnie wszystko zależy od tego, jaką strategię przyjmują działacze, którzy sprzedają te prawa. Widzimy jednak, że w tej sytuacji, podobnie jak w znakomitej większości innych przypadków, rządzi po pierwsze wielkość kwot, po drugie stabilizacja finansowa. 

W Polsce kanały otwarte nawet nie zbliżyły by się do tych sum. Dodatkowo ani władze rozgrywek, ani kluby nie mają gwarancji, że ten zasięg w otwartej telewizji byłby na tyle większy, aby per saldo osiągnąć podobny wzrost wartości dla dyscypliny. Tak mogłoby być, ale w przypadku tak specyficznego sportu jakim jest żużel, wcale nie jest to takie pewne. Zresztą, jak przyjrzymy się ostatnim wydarzeniom, to trudno mi uwierzyć w to, że z Canal+ mogłaby konkurować na przykład Telewizja Publiczna. Skoro tak długo trwał spór o kupno za 2 mln zł praw do pokazywania mistrzostw świata piłkarzy ręcznych, którzy w Polsce naprawdę są chętnie oglądani, to nie sądzę, że TVP mogłaby się bić z Canal+. Dodam jednak, że na miejscu Canal+ poważnie zastanowiłbym się nad rozważeniem udostępnienia jakieś otwartej telewizji praw do pokazywania jednego meczu na kolejkę czy raz na dwie kolejki. To by mogło sprawić, że kibice, którzy z żużlem nie są związani, zainteresują się nim, ale może pójdą też po więcej tego produktu do Canal+. Jest to jakieś ustępstwo, ale mogłoby przynieść spore korzyści. Chciałbym też dodać, że moim zdaniem ten nowy kontrakt to dla ligi i klubów bardzo duże wyzwanie.

Na czym to wyzwanie będzie polegało?

Pracuję w biznesie sportowym ponad 20 lat i widziałem mnóstwo takich sytuacji, że takie okazje marnowano. Mam na myśli to, że te pieniądze niesamowicie łatwo jest przejeść, że nie zostanie po nich nic trwałego. W wielu klubach czy dyscyplinach pojawiali się wielcy sponsorzy, właściciele czy przychody z praw telewizyjnych. Pieniądze lały się strumieniami. Ale te pieniądze całkowicie omijały infrastrukturę, szkolenie, rozwój marketingowy czy nawet organizacyjny. Nie budowały przyszłej wartości, nie zwiększały liczby fanów. Trzymam kciuki za to, żeby nie stało się tak, że liga i kluby zamienią się w pas transmisyjny w przełożeniu tych pieniędzy z portfela telewizji do kieszeni zawodników. Wielokrotnie bywało przecież tak, że mieliśmy potem wyścigi na wielkość kontraktów, szafowanie kwotami, a dyscyplina w żaden sposób się nie rozwijała. Pamiętajmy, że żużel jest teraz w okresie prosperity. Zawsze jednak jest tak, że okres prosperity kiedyś się kończy. Na ten moment, dzięki takiej sytuacji jak ta dzisiejsza, władze rozgrywek mają okazję dobrze się przygotować.

Jak zatem te pieniądze powinny zostać zainwestowane?

Pomysłów jest wiele. Ja trzymam kciuki przede wszystkim za to, żeby wzrosła ogólna wartość dyscypliny, najlepiej na wielu płaszczyznach. Musi zwiększyć się liczba fanów, to jeden z najprostszych wskaźników do oceny sytuacji. Powinien rozszerzyć się zasięg terytorialny. Moim zdaniem czas nawet na własne kampanie reklamowe dyscypliny i pojedynczych najważniejszych wydarzeń. Liczę też na to, że poprawi się infrastruktura stadionowa, co jest ważne dla obecnego kibica, ale co może być też czynnikiem kluczowym dla nowego kibica. Że kluby będą miały bardziej rozwinięte struktury organizacyjne i będą działały bardziej profesjonalnie. Mam nadzieję, że jeszcze mocniej zadbają o kibica lokalnego, który jest w żużlu bardzo ważny ale też uruchomią działania i programy aby zainteresować żużlem nowych kibiców. Jak minie pandemia, mam nadzieję, że wyjdą w Polskę z eventami promocyjnymi i rozgrywkami. Obecne zwiększenie kwot to naprawdę jest rewolucja i wierzę w to, że liga zadba o to, aby kluby tych pieniędzy nie przejadły. W przypadku kibica naprawdę można zrobić wiele. Jeszcze bardziej obudować widowisko sportowe atrakcjami około meczowymi, poprawić ogólny anturaż – także na poziomie brandingu.

Może rzeczywiście przekształcić widowisko w prawdziwy dzień meczowy, który skusi kibiców nie na 2-3 godziny, ale na cały dzień. Obudować je piknikowo i festynowo – spróbować przekształcić je w lokalne święto. Można popracować nad logistyką włącznie z kwestiami transportu z mniejszych miejscowości, z których pochodzi wielu żużlowych kibiców, a mają oni problem z docieraniem na mecze. Można rozwijać infrastrukturę stadionową także o elementy dodatkowe takie jak choćby muzea klubowe, które są dobrą promocją klubów. Opcji jest wiele, ale trzeba to robić z rozwagą i pomysłem a przede wszystkim z naczelną zasadą aby po tych pieniądzach z praw telewizyjnych zostało coś trwałego. To, czego bym oczekiwał to też dotarcie do nowego kibica. Ostatnie lata dobitnie pokazują, że żużel ma z tym problem, bo jest naprawdę mocno zakorzeniony w kilku, może kilkunastu ośrodkach. Po pandemii zróbmy więc głośne, duże wydarzenia sportowe, to będzie świetna promocja. Na pewno nie można dopuścić do tego, że wszystkie te pieniądze pójdą na wynagrodzenia i samą działalność sportową. Wtedy dyscyplina, jak skończy się prosperity, wróci do punktu zero, tego w którym była jeszcze przed podpisaniem poprzedniej umowy telewizyjnej.

Jakie wydarzenia ma Pan na myśli?

Chodzi mi o dwa, trzy wydarzenia w roku zorganizowane z naprawdę dużą pompą i dla dużej widowni. Do tego powinny być powtarzane cyklicznie i regularnie co roku. Oczywiście wtedy jeśli będzie to możliwe, bo żyjemy w czasach pandemii. Przenieśmy część meczów na wielkie areny. Stadion Narodowy w żużlu idealnie się sprawdził pod tym względem na zawodach Grand Prix. Dlaczego nie spróbować zrobić jakiegoś wielkiego wydarzenia ligowego na tym obiekcie. W innych dyscyplinach takie pomysły sprawdzają się bardzo dobrze.

fot. FIM Speedway Grand Prix

Trudno jednak podejrzewać, aby na takie rozwiązania zgodziły się kluby. W żużlu atut bycia gospodarzem jest znacznie większy niż w piłce nożnej. Po to też kluby przygotowują tory, aby były one dla nich korzystne we wszystkich meczach. Może więc warto pomyśleć nad czymś jak piłkarski Puchar Polski?

Czemu nie. Nowe czasy wymagają nowych formatów. Zgadzam się natomiast w kwestii torów, to faktycznie istotny element, ale coś za coś. Sądzę, że kluby powinny myśleć trochę szerzej, strategiczniej i mówiąc wprost – coś poświęcić. Jeżeli dotychczasowe metody promocji dyscypliny nie zmieniły niezadowalającego status quo to znaczy, że należy szukać nowych rozwiązań. Odważniej i ryzykowniej. Promocja podczas eventów, o których wspomniałem może być gigantyczna. Zarówno dla dyscypliny jak i dla marki klubu czy zawodników. Mogą stać się okrętami flagowymi dla rozwoju. Ludzie nie zawsze chodzą na konkretną dyscyplinę, czy mecz, a często po prostu na wielkie, ciekawe, głośne wydarzenia. Jak przychodzi na stadion 40 tysięcy ludzi, to jest to PR sam w sobie. Takie tłumy widać też w trakcie  transmisji telewizyjnych. Wtedy w naturalny sposób ludzie zaczynają interesować się tym czym interesuje się tak dużo osób. Podnosi to wagę i prestiż imprezy i dyscypliny. Dodatkowo dzięki social mediom następuje dynamiczna i lifestyle’owa viralizacja o dużych zasięgach. Ludzie postują, tweetują, używają Instagrama.  Część z nich robi zdjęcia, chwali się znajomym i wieść o tak wielkim, atrakcyjnym żużlowym przedsięwzięciu dociera organicznie do naprawdę wielu ludzi. Jak już mówiłem, zależy mi przede wszystkim na tym oraz życzę tego żużlowemu środowisku, żeby poprzez rozmaite działania do żużla do 2025 roku napłynęło wielu nowych kibiców. 

To ja również do tych życzeń się dołączam i dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję również.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA

LVBET

3 odpowiedzi

  1. Może w końcu SE zrobi jakiegoś porządnego managera do grania w żużel. Bo trochę wstyd, aby w 2021 r. w dalszym ciągu najlepszym w co można w tym zakresie grać to Menadżer braci Mańskich pamiętający chyba czasy czystego DOSa na komputerach. W SC2020 nazwiska zawodników z Ekstraligi jakieś niby podobne, ale niby inne. Może w końcu pomyślą o temacie, bo gry mogą zachęcić nowych lub utrwalić się starym kibicom. A na tym polu po odpuszczeniu tematu przez Techland totalna kicha. Nie spodziewam się od razu Football Managera 2021 przeniesionego na rynek żużla, ale chyba czas o temacie pomyśleć. Bo apka do oglądania żużla w n-ce lub głosowanie na “rajdera” to nie szczyt możliwości.

  2. Gdyby przyjąć, że 10% z tej kwoty ‘przejmie’ organizator rozgrywek, to zostaje 217,8 mln dla klubów na 4 lata rozgrywek, czyli 6,80 mln na sezon. Za sezony 2019-2021 przy takim samym założeniu wychodzi średnio 2,25 mln na sezon dla klubu. Kontrakt jest rekordowy, ale mam wątpliwości, czy średnio 4 miliony więcej dla klubu zrobi jakąś wielką różnicę. Prawdopodobnie wyrówna możliwości klubów, a to ogromna zaleta. Od 2022 pierwszy raz w historii będziemy mieli sytuację, w której prawa do transmisji będą stanowić dla wielu klubów (jeśli nie wszystkich) ponad 50% dochodów. Mam w związku z tym spore obawy. Przepaść między naszą ligą, a innymi, będzie wzrastać geometrycznie. Jeszcze 5 lat temu tego właśnie oczekiwałem, tzn. że zrobimy z Ekstraligi takie żużlowe NBA. Ale żeby to osiągnąć, nasza Elipa musi mieć widzów poza Polską.. takie marzenie, że cały żużlowy świat będzie co weekend śledził naszą Elipę. Niestety nie widzę na to pomysłu i mam obawę, że centrala w ogóle o to nie zadbała sprzedając prawa. Tzn. nie zapewniła wymogu, żeby wszędzie gdzie Canal+ ma zasięg, nasze mecze były transmitowane z lektorami.. obym się mylił 🙂

  3. Nie oszukujmy się, te pieniądze nie zostaną zainwestowane w infrastrukturę i szkolenie (podejście preziów: niech miasta na to kładą środki. I będą dalsze płacze o publiczne pieniądze na w rzeczywistości zawodników zagranicznych). Zawodnicy głupi nie są, zawołają znaaaacznie więcej niż do tej pory (“zabieracie nam chleb ograniczeniem do 2 lig”), a polscy frajerzy będą sponsorować ich występy w GP, ich prywatne biznesy itd. Kluby nie zainwestują nawet w swoją medialność i przyzwoite strony internetowe kilku stówek, czy tysiaczków, bo będzie im za drogo. Szczyty żenady osiągnął Rybnik nie płacąc dziewczynom podprowadzającym kilku stówek za mecz. Tak wygląda ta najlepsza liga świata. Marynarki do kamer, a w butach dziurawe skarpety. Mimo ogromnej kasy kluby i tak będą ledwo zipały, a po ludziach typu Rusko zostanie jedynie spalona ziemia bez nowego narybku. Od zawsze to tak wygląda. Mentalności głupich prezesów i ich zarządzania ponad stan nie zmienisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.