Główny partner portalu

Bracia Gordiejewowie - Walerij (z lewej) i Władimir. fot. The John Somerville Collection
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Eric i Nigel Boocock w Anglii, Shawn i Kelly Moran z USA, Mikael i Peter Karlsson ze Szwecji, Vaclav i Jan Verner z Czechosłowacji, Hans i Jens Henry Nielsen z Danii czy Artiom i Grigorij Łaguta z Rosji – to wszystko wybitne braterskie duety. Zawodnicy utytułowani, często medaliści światowych imprez, zawsze multimedaliści na lokalnym podwórku. U nas najwybitniejszymi w dziejach żużla pozostają dokonania Jacka i Tomasza Gollobów, choć nie oni jedyni stanowili silny, braterski tandem nad Wisłą. Zanim jednak nastała era Łagutów, także ZSRR miało inny znakomity, rodzinny duet.

Bracia Władimir (ur. 1950) i Walerij (ur. 1952) Gordiejewowie na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego stulecia, przez wiele sezonów praktycznie między sobą rozdzielali tytuły i medale Indywidualnych Mistrzostw ZSRR. W speedwayu zakochali się kilka lat po boomie na żużel w Kraju Rad. Starszy – Władimir, nie tylko kolekcjonował mistrzostwa swego imperium, ale stał się też mimowolnym bohaterem jednego z największych skandali w dziejach finałów IMŚ. To było wydarzenie porównywalne z odebraniem srebra Shawnowi Moranowi za wykryte post factum w jego organizmie ślady narkotyków, choć przez ówczesną wschodnią propagandę zostało zamiecione pod dywan.

Valeri Gordeev (w środku)

Bracia mieszkali w Bałakowie. Jak wspominał Władimir, około 1963 roku wybudowano w mieście stadion z torem żużlowym, jednocześnie organizując pokazowe zawody. Gordiejewów nie zabrakło wśród zafascynowanej nowym sportem publiczności. Dwa lata później – licząc 15 wiosen – starszy, jako pierwszy z braci, zapisał się do szkółki klubu Kord, bo od taką nazwą wtedy funkcjonował żużel w rodzinnym mieście. W ZSRR działało prężnie DOSAAF, czyli w wolnym tłumaczeniu: Dobrowolne Stowarzyszenie Współpracy Armii, Lotnictwa i Floty. To był odpowiednik istniejących w Polsce, najpierw Ligi Przyjaciół Żołnierza, potem Ligi Obrony Kraju czy Obrony Cywilnej. Zajmowano się w nim zachęcaniem i przygotowaniem młodych ludzi do służby w armii. W ramach organizacji można było rozpocząć zajęcia w wybranej, technicznej dyscyplinie sportu. Władimir postawił na żużel. Organizacja zapewniała dostęp do sprzętu i treningów. Gordiejew czynił spektakularne postępy. To zostało zauważone. W 1968 roku powołano go na zgrupowanie kadry ZSRR. Miał ledwie 18 lat. Tamże chłonął wiedzę od radzieckiej legendy, medalisty mistrzostw globu – Igora Plechanowa. W czasach żelaznej kurtyny sport dawał niedostępną szansę wyjazdu z kraju i zobaczenia kawałka „zgniłego Zachodu”. Pierwszy raz Władimir ruszył w świat na eliminacje IMŚ rozgrywane w Jugosławii. Później zjechał kawał Europy. Czynił stałe, oszałamiające postępy. Sprzęt był państwowy, jak wszystko w ZSRR. Trenować można było nawet trzy razy w tygodniu. Władimir skwapliwie korzystał z tych możliwości. 

W 1971 roku, jeszcze jako junior, Gordiejew mógł z przytupem wedrzeć się na salony speedwaya. Z przytupem rzeczywiście było, acz chyba w sposób niekoniecznie zamierzony. Ćwierćfinał w niemieckim Abensbergu zdominowali Polacy. Mucha, Wyglenda, Woryna – tak prezentowało się podium. Tuż za nim radziecki debiutant. Pewny awans do półfinału kontynentalnego. Ciekawostką tych zawodów niech będzie 13. lokata… Otto Weissa z RFN, późniejszego znakomitego tunera. W gorzowskim półfinale było niezwykle ciasno. Czterech czołowych zawodników zgromadziło po 11 punktów, kolejnych trzech po 10. Zważywszy jednak aż sześciu reprezentantów gospodarzy i tyluż zawodników radzieckich, te zdobycze dziwią nieco mniej, pamiętając przy tym, że awans uzyskiwało czołowych ośmiu rajderów. Finał kontynentalny w czeskich Slanach o mało nie zakończył przygody Władimira z tą edycją IMŚ. Ponownie awansowało ośmiu najlepszych, zaś żużlowcy z miejsc od V do IX zgromadzili po 9 oczek. Ostatnim, który załapał się do premiowanej ósemki był właśnie Gordiejew, zaś smakiem pozostało się obejść dziewiątemu Waloszkowi, z takim samym dorobkiem jak rywale. Ostatnim sitem był finał europejski rozegrany w mekce speedwaya – na Wembley. Tylko cóż to za „Europa” tam się ścigała?

Valeri Gordeev po prawej

Mauger i Moore z Nowej Zelandii czy Jim Airey z Australii na Europejczyków nie wyglądali. Premiowano czołową dziesiątkę. Zadanie nie wydawało się więc zbyt skomplikowane. Pamiętać jednak trzeba, że wówczas wschodnia Europa odstawała nie tylko pod względem „podrasowania” sprzętu, ale też umiejętności jazdy po specyficznych, zachodnich owalach. Odzwierciedlenie tych różnic mieliśmy w klasyfikacji zawodów. Siedem pierwszych pozycji dla reprezentantów „Zachodu”. Dopiero ósmy Szczakiel, a za nim Gordiejew i Czechosłowak Jiri Stancl. Wszyscy jednakowoż z awansem. I wreszcie finał światowy. Szczyt marzeń młodego, głodnego sukcesów chłopaka zza żelaznej kurtyny. Goeteborg, stadion Ullevi. Wygrywa z kompletem niedościgniony tego dnia Ole Olsen. Za nim na pudle, po wygranym barażu, Mauger ze srebrem i brązowy zawodnik gospodarzy Bengt Jansson. Na bardzo wysokim, piątym miejscu, man of the day – sensacja ze Wschodu – Władimir Gordiejew. Radość nie trwała jednak długo. Po turnieju wybucha skandal. Okazało się, że w paliwie zabranym od zawodnika ZSRR do badania, znaleziono niedozwolone substancje – konkretnie, nitro-metanol. Swojsko brzmi?

Władimira przesunięto karnie na ostatnią pozycję w zawodach, mimo zdobycia 11 punktów i dwóch biegowych zwycięstw. Jak sam opowiadał w jednym z wywiadów po latach od tych wydarzeń, było ich tam tylko trzech. Boris Samorodow – wówczas już jako trener, Giennadij Kurylenko i on. Władimir zarzeka się, że nic o przekręcie nie wiedział. Któż więc podrzucił Gordiejewowi kukułcze jajo? Zawodnik musiał potem gęsto tłumaczyć się przed władzami DOSAAF. Koniec końców radziecka propaganda sprzedała wydarzenie jako spisek zgniłych imperialistów i szybciutko wyciszyła medialnie sprawę. 

Ta wpadka nie przeszkodziła Władimirowi jeszcze czterokrotnie (w sumie pięć startów) zakwalifikować się do światowych finałów. Niestety już bez skandali, ale też bez większych dokonań. Co nie udało się indywidualnie, powetował sobie w drużynie. W debiutanckim sezonie na międzynarodowych arenach zdobył z kolegami srebro we wrocławskim finale DMŚ (1971), dorzucając do dorobku reprezentacji cztery punkty w czterech seriach. Zwyciężyli wtedy faworyzowani Brytyjczycy, choć bardziej adekwatnie brzmi nazwa Wspólnota Narodów, bowiem w barwach Wielkiej Brytanii ścigał się tylko jeden Anglik – Ray Wilson nota bene kompletny lider ekipy. Skład uzupełnili potężni wtedy Nowozelandczycy z Maugerem, Briggsem i Morrem, wsparci Australijczykiem Aireyem. Do końca trwała zażarta walka o pozostałe miejsca. Ostatecznie ZSRR wyprzedził Polskę o trzy i Szwecję o cztery oczka. Jak wspominał po latach w jednym z wywiadów Gordiejew: „W drużynówce było łatwiej chyba dlatego, że techniką jazdy, współpracą na torze, a często ryzykancką brawurą kompensowaliśmy przewagę technologiczną rywali. Nie mieliśmy możliwości tuningowania sprzętu. Nie wolno nam było nawet posiadać obcej waluty. Na wszystkie zagraniczne wyjazdy mieliśmy wyznaczonych kierowników i „opiekunów”. Sami pojechać nigdzie nie mogliśmy”. Ot, czasy.

Do srebra z Wrocławia dorzucił jeszcze Władimir kolejne srebro z roku 1975 i brąz w sezonie 1973. Przygodę ze startami na żużlu zakończył w wieku, bagatela 45 lat, w końcówce kariery ścigając się jeszcze, jak sam przyznawał – dla pieniędzy, w lidze… fińskiej. 

Jego młodszy brat – Walerij brylował za to na domowym podwórku. Na arenie międzynarodowej również pięciokrotnie wystąpił w finałach IMŚ – podobnie jak starszy Władimir, bez sukcesów. Do dorobku medalowego z imprez światowych należy zapisać Walerijowi dwa srebrne krążki DMŚ z lat 1972 i 1975. Za to na krajowych arenach był niemal hegemonem. Cztery złote, cztery srebrne i trzy brązowe medale indywidualnych mistrzostw ZSRR muszą budzić szacunek, tym bardziej, że większość finałów w tamtym czasie rozgrywano jako zawody dwudniowe (sobota-niedziela) na torze gospodarza, licząc do końcowej klasyfikacji sumę punktów z dwóch dni. Wcześniej założył na szyi jeszcze dwa medale w batalii juniorskiej. Złoto ze znakomitego dla obu braci sezonu 1971 i brąz dwa lata później. Ostatni dorosły tytuł wywalczył w roku 1987, licząc 35 wiosen. Ostatni złoty medal drużynowy zaś, to sezon 1989, zatem Walerij był niczym wino – im starszy, tym lepszy. Przez całą karierę reprezentował macierzystą Turbinę Bałakowo. Od pierwszego seniorskiego tytułu do ostatniego minęło… 12 lat. 

Władimir Gordeev

Kiedy pożegnał się z torem jako zawodnik, kontynuował pasję będąc szkoleniowcem. Swoje umiejętności przekazywał w rodzinnym Bałakowie, ale też Mega-Ładzie Togliatti. Żałował, że żużel w Rosji podupada i nie bardzo ma komu zostawić wiedzę i doświadczenie. Wraz ze starszym bratem przez lata stanowili o sile speedwaya w ZSRR. Wspólnie zdobyli medal DMŚ (1975). Zawsze się wspierali i zawsze mogli na siebie liczyć. Zachód nie skusił ich bogactwem i kolorami. Czy dobrze wybrali? Nie nam oceniać. Istotne, że zapisali się złotymi zgłoskami na kartach historii sportu żużlowego, nie tylko w Kraju Rad. A ta jedna wpadka… .