Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Po spotkaniu z ROW-em Rybnik zawodnicy Zdunek Wybrzeża Gdańsk w końcu cieszyć się ze zwycięstwa. Gdańszczanie przerwali passę aż pięciu porażek i pokazali, że są w stanie walczyć o utrzymanie w rozgrywkach. Bohaterem drugiej części spotkania był zdecydowanie Jakub Jamróg, który przywiózł cztery „trójki” z rzędu.

 

ŻUŻEL MOŻESZ OBSTAWIAĆ DO 500 ZŁOTYCH BEZ RYZYKA W FUKSIARZ.PL. ZAREJESTRUJ SIĘ TUTAJ

Podopieczni Eryka Jóźwiaka po znakomitej końcówce zanotowali bardzo okazałą wygraną. Ostatecznie okazali się lepsi od Rekinów o 16 punktów. Zawodnicy miejscowych nie ukrywali, że bardzo czekali na pierwsze dwa duże punkty do tabeli.

– Niesamowity ciężar spadł nam z barków. Jedziemy lepiej odkąd dołączył do nas Timo Lahti, ale dopiero teraz sięgnęliśmy po zwycięstwo. Timo to świetny gość i wiele wniósł do naszej drużyny. Dwie porażki u siebie sprawiły, że nikogo nie obchodziło, że w Zielonej Górze i Landshut przegraliśmy nieznacznie. Porażka to porażka i doskonale rozumiem kibiców – mówi Jamróg na łamach mediów klubowych.

Przed spotkaniem wielu kibiców w roli faworytów stawiało 12-krotnych mistrzów Polski. Zespół z Rybnika przyjeżdżał do Trójmiasta po znakomitym meczu z faworytem rozgrywek – Abramczyk Polonią Bydgoszcz.

– Teraz wygraliśmy z bardzo mocnym zespołem, bo przypomnę, że ROW zremisował w Bydgoszczy. W końcu wszystko zagrało, aura pomogła, a my mamy czarno na białym, czego potrzebujemy, jeśli chodzi o tor. Przed tym meczem w ogóle nie trenowaliśmy w Gdańsku, bo sobotni trening był odwołany. Podeszliśmy do meczu z czystą głową i to zagrało – komentował wychowanek tarnowskiej Unii.

30-latek był bardzo szybki od swojego drugiego startu. Jak się okazuje, na pierwszy bieg wybrał on motocykl, który pomógł mu awansować do półfinału IMP. W niedzielę ten sam sprzęt okazał się jednak nietrafiony.

– Nie ma co gwiazdorzyć, bo nie ustrzegliśmy się błędów. Co ciekawe, w pierwszym wyścigu usiadłem na motocyklu, na którym dobrze mi poszło w ćwierćfinale mistrzostw Polski i mnie totalnie zawiódł. Kolejne wyścigi pojechałem na tym, który zawiódł mnie wtedy, podczas ćwierćfinału – podsumował Jakub Jamróg.