Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Duńczyka Erika Gundersena nikomu przedstawiać nie trzeba. Dziś duński mistrz obchodzi 63. urodziny, a z tej okazji przypominamy nasz wywiad z byłym żużlowcem o speedwayu i nie tylko…

 

***
Wywiad oryginalnie opublikowany 28 marca 2021 roku.
***

Erik, ostatnio ciężko umówić się z Tobą na rozmowę…

Tak. Trochę nam to zajęło. Musisz wybaczyć. W kółko u mnie coś się dzieje i ciężko uwierzyć, ale niezmiernie trudno znaleźć wolną chwilę na dłuższą rozmowę. 

Jak to się stało, że Erik Gundersen zdecydował się zostać żużlowcem?

Hmm… Jak to się stało, pytasz? Życie różnie się układa. Inspiracją dla mnie, małego chłopaka, był nie kto inny jak Ole Olsen. Wyobraź sobie, że były takie czasy, kiedy cała Dania żyła żużlem. W 1971 roku, kiedy Ole Olsen wywalczył tytuł mistrza świata w naszych wiadomościach sportowych w telewizji pojawiła się informacja o jego sukcesie. Pamiętam, że mieliśmy wtedy jeden kanał. Po sukcesie Ole był wielki boom na żużel. Jakieś dwadzieścia minut jazdy samochodem od naszego domu mieliśmy tor żużlowy. W rzeczywistości był on bardziej przystosowany do long tracku… Tam były pewnego razu zawody, w których startowali Ivan Mauger czy właśnie Olsen. Wybrałem się na stadion, aby je obejrzeć. Było sporo kibiców. Zobaczyłem wtedy czym jest żużel i nie ukrywam, mocno mnie to wciągnęło.

Pamiętam, że wtedy, jako mały dzieciak, ostro walczyłem o autografy zawodników. W 1974 roku dostałem swój pierwszy motocykl o pojemności 50cm. Jeździłem nim po polach udając Maugera czy Olsena (śmiech). W 1976 roku spytałem tatę czy kupi mi motocykl żużlowy. Problemy był taki, że w tym samym czasie moja siostra chciała kucyka. My byliśmy zwykła rodziną i rodziców nie było stać na wszystko. Tato mi motocykla wtedy nie kupił, ale uczynił to mój brat – Preben. Dzięki niemu mogłem na dwuzaworowej Jawie zacząć żużlową przygodę w Esbjerg. 

W 1977 roku zostałeś młodzieżowym mistrzem Danii…

Tak. To prawda. Pamiętam, że bardzo mnie to zwycięstwo ucieszyło. To był dla mnie namacalny znak, że być może coś w tym sporcie osiągnę. 

Dwa lata później z kolei byłeś już zawodnikiem angielskiego Creadley Heath.

Wtedy tak naprawdę nie było innego wyjścia aniżeli jazda w Anglii. Tam była silna liga i można było podnosić swoje umiejętności. To była dla mnie ciężka szkoła życia. Ja zostałem niejako „odcięty” od rodziny, kolegów i musiałem szybko dojrzewać. Musiałem uczyć się wszystkiego, od języka począwszy. Musisz wziąć pod uwagę jeden fakt i to on ci zobrazuje, jak bardzo to było dla mnie ciężkie. Byłem chłopakiem z wioski pod Esbjerg i nagle zmieniłem otoczenie na wielkie Wolverhampton. To było wyzwanie i szok – nagle znaleźć się w dużej aglomeracji. Lata w Creadley wspominam bardzo dobrze. Wiele się tam nauczyłem, a już sam fakt, że jako młody chłopak z Danii nagle stawałem pod taśmą z tymi, która niedawno byli moimi idolami, to było dla mnie coś niesamowitego. Starałem się z tej Anglii „wynieść” tyle dobrego, w sensie nauki żużla, ile tylko się dało. 

W 1981 roku zadebiutowałeś w finale światowym na Wembley. Zająłeś czwarte miejsce. Jak wspominasz ten finał? Do dziś jesteś rekordzista tego toru…

Bo toru już nie ma (śmiech). Tak na poważnie, to było wielkie przeżycie. Ogromny stadion, dziewięćdziesiąt tysięcy publiczności. Robiło to wrażenie. Niesamowite. Zawodnicy byli spięci. Pamiętam obrazki z szatni, kiedy zazwyczaj rozmowne towarzystwo milczało. Każdy skupiał się na sobie. Miałem wtedy silniki przygotowane przez Eddiego Bulla. On był mechanikiem w Creadley, a ja oraz Bruce Penhall mieliśmy jego silniki. Oczywiście można gdybać, co by było gdybym wygrał swój trzeci start. Wtedy miałem problemy z motocyklem. Czwarte miejsce w debiucie uważam za dobry wynik. Być może mogłem zdobyć srebro czy brąz, jednak uważam, że byłem wtedy za młody, aby wywalczyć złoto. Kto wie, jak potoczyłaby się moja kariera gdybym zdobył czternaście punktów i w biegu dodatkowym pokonał jeszcze  Penhalla. Zdobywając czwarte miejsce miałem jeszcze większą motywację do pracy. Nagrodą dodatkową był ten pobity przeze mnie rekord toru. 

Erik, ciężko rozmawiać z Tobą i przechodzić od jednego medalu do drugiego. Czas mamy ograniczony. Powiedz, który sukces uważasz za ten najważniejszy w karierze?

To prawda. Moglibyśmy sobie rozmawiać do rana. Ani ty, ani ja tyle czasu jednak nie mamy (śmiech). Jeśli chodzi o ten jedyny sukces, to bez wątpienia wcale nie pierwszy tytuł mistrzowski, a ten ostatni, czyli zdobyty w Vojens w roku 1988. To był mój najważniejszy sukces. Trzeci raz zdobyłem wtedy tytuł najlepszego zawodnika na świecie i to przed własną publicznością w Vojens. Nie bez znaczenia był fakt, że pokonałem Hansa Nielsena. 

No właśnie, finał w 1988 roku był pełen napięcia. Wiadomo, jakie panowały stosunki między Tobą a Hansem Nielsenem. Każdy z Was miał na swoim koncie dwa tytuły mistrzowskie. Podzielona publiczność zastanawiała się, kto wygra po raz trzeci – Ty czy Hans…

Dokładnie tak było. Oczywiście presja na każdym z nas była niesamowita. Pewne historie były „podgrzewane” medialnie. Kibice żyli naszą rywalizacją. Jedno nie ulega wątpliwości. Obaj byliśmy wielkimi zawodnikami i każdy z nas wniósł wiele do światowego żużla.

Pamiętasz, jak tak naprawdę zrodził się „konflikt” pomiędzy Tobą, a Hansem? O co, kolokwialne mówiąc, Wam poszło?

Z perspektywy czasu myślę, a raczej jestem pewien, że podłożem była osoba Ole Olsena. Ole zakończył swoją karierę i poprosiłem go o pomoc, którą, jak doskonale wiesz, otrzymałem. Hansowi to się wtedy bardzo mocno nie spodobało i od tego się oczywiście zaczęło. Jednak muszę Ci powiedzieć jedno. Ja wtedy wykorzystałem po prostu swoją okazję. Olsen powiedział w jednej z naszych gazet, że gdyby jakiś młodzian przyszedł i poprosił go pomoc, to by mu pomógł. Ja to przeczytałem i tak właśnie zrobiłem. Myślę, że gdyby zrobił to pierwszy Hans, to Ole pomagałby jemu. Każdy z nas miał swoje sportowe drogi, które były różne od siebie. Pochodziliśmy z dwóch różnych stron Danii. Raz się zgadzaliśmy, a raz nie. Każdy z nas miał swoje spojrzenie. Jednak, tak jak mówiłem wcześniej. Obaj sporo wnieśliśmy do sportu i przez lata nasza rywalizacja mocno interesowała wszystkich kibiców. 

1984 rok. Zdobywasz po raz pierwszy tytuł indywidualnego mistrza świata. Dokładasz do tego złoto w Drużynowych Mistrzostwach Świata oraz na drugim torze. Żużlowy hat-trick…

To był bardzo dobry sezon. Byłem wtedy, można powiedzieć, w naprawdę niezłym „gazie”.

Zabrakło złota w parach. W finale w Lonigo w parze z Hansem Nielsenem nie wygraliście… Prasa spekulowała, że Olsen położył Was w osobnych hotelach, a atmosfera była „gęsta”.

Nie wygraliśmy, ponieważ lepsi tego dnia byli Anglicy. Mogliśmy mieć różne podejście do pewnych kwestii, ale na torze z Hansem dawaliśmy z siebie wszystko.

Erik Gundersen oraz Tomasz Gollob

W 1989 roku Twoja kariera została przerwana na torze w Bradford. Z tego co mi wiadomo, największy wkład w nazwijmy to „powrót” do życia miała Twoja żona, Helle…

Oczywiście. Helle była wtedy na stadionie w Bradford. To, co widziała z pewnością nie było dla niej łatwe. Ona też była pierwszą osobą, którą zobaczyłem po tym, jak po tygodniu wybudzono mnie w szpitalu. Przez sześć miesięcy mojego pobytu w szpitalu była obok mnie i powiem Ci, że ona była wtedy dla mnie największym sensem istnienia.

Jesteś w kontakcie z Simonem Crossem, który uczestniczył w karambolu na Odsal…

Oczywiście, że jesteśmy. Rozmawialiśmy telefonicznie, później się spotkaliśmy i parę dobrych godzin przegadaliśmy przy piwie i powspominaliśmy stare czasy. To jest żużel. Uprawiając ten sport, każdy wie na jakie ryzyko się pisze. 

Ostatnio mieliście z Helle okrągłą, 35. rocznicę ślubu. Jak się zatem poznaliście?

Mieliśmy po szesnaście czy siedemnaście lat. Razem byliśmy na tym samym party. Tańczyliśmy ze sobą, a później, no co ci mogę teraz powiedzieć. Później było „Fall in love”, czyli zakochaliśmy się w sobie. 

Erik, jak ciężko było „przetrawić” w sobie wiadomość, że już nigdy nie staniesz pod taśmą, aby się ścigać. Ile czasu Ci to zajęło?

(westchnienie) Nie wiem Łukasz, jak Ci to powiedzieć, bo tego nie da się po prostu komuś z boku wytłumaczyć. To, co czuje zawodnik, który tym sportem żyje i nagle zdaje sobie sprawę, że to już jego koniec z żużlem jest niewyobrażalne. Do tego wszystkiego trzeba się jeszcze pogodzić z nowym, innym życiem. Ja, oprócz pożegnania z żużlem, musiałem się zastanawiać nad tym, czy kiedykolwiek będę jeszcze chodził. Nie było to łatwe. Myślę, że w pierwszej, nazwijmy to „fazie”, zajęło mi jakieś dwa miesiące poukładanie sobie w głowie faktu, że nie wsiądę na motocykl i, że kariera została zakończona. Te pytania dlaczego ja i tym podobne oczywiście potem wracają. Wiele razy zadawałem sobie sam pytanie o to, po co mi było to Bradford. Najważniejsze jest chyba to, aby samemu chcieć sobie to wszystko w głowie poukładać. Ja jestem przykładem osoby, której życie w ułamku sekundy odmieniło się o 180 stopni. To może spotkać każdego z nas. Nie tylko żużlowca. Nasze życie to jest przez cały czas jedna wielka nauka. Nigdy nie wiemy, co nas czeka jutro. Cały czas żyjemy i się uczymy. Ja nie wiedziałem startując spod taśmy w Bradford, że zaraz zacznie się moja kolejna lekcja życia. Innego życia…

Jesteś przykładem dla wielu osób. Pogodziłeś się z tym, co się stało. Zaakceptowałeś nowe, inne życie. Energią, uśmiechem możesz imponować innym. Powiedz więc, jak to się to robi?

To pytanie zadaje mi bardzo wiele osób. Wiesz, nie ma jednej odpowiedzi na to, jak działać, kiedy człowiek nagle znajduje się w tak trudnym położeniu. Ja po prostu wiem, że jestem na świecie dzięki swoim rodzicom i jestem im za to wdzięczny. Wdzięczny jestem też za sam fakt tego, że żyję, bo wiadomo, że to też było pod znakiem zapytania. Staram się doceniać życie w takiej postaci, w jakiej je mam. Znajduje wokół siebie sporo osób, które z mojej perspektywy naprawdę mają położenie gorsze od mojego. To mi często uświadamia, że należy się cieszyć tym, co się ma i naprawdę to doceniać na co dzień. Matka Teresa powiedziała kiedyś, że gdyby każdy pomógł jednej osobie, która jest najbliżej, to świat byłby lepszy. Dużo prawdy jest w tym stwierdzeniu. Stąd cieszę się tym, co mam i doceniam to, że mam Helle, córkę i naprawdę niezłe życie. Zamiast siedzieć w domu i użalać się nad sobą i losem poszukałem i znalazłem rzeczy, których wykonywanie sprawia mi radość. To odgarnia czarne myśli. Oczywiście, że miewam złe dni. Miewa je każdy z nas. Pełnosprawny i niepełnosprawny. Wiesz co wtedy robię? To rada dla każdego z nas. Robię sobie filiżankę kawy. Siadam, spoglądam przez okno i patrzę, jak świeci słońce. Wiesz co robię jak akurat nie świeci? Mówię sobie: „Erik, ono dzisiaj dalej świeci, ale nad chmurami”. Próbuję każdego dnia myśleć pozytywnie i małymi krokami iść w życiu do przodu. Najważniejsze jest, aby chcieć. Od tego wszystko się zaczyna. Trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć rano:  „Chcę, aby był dziś dobry dzień”. Wtedy, nawet jak codzienność życia obraca się przeciwko Tobie, inaczej do tego podchodzisz. 

W Polsce do sprawności stara się powrócić Tomasz Gollob…

Tomek to jeden z najwybitniejszych zawodników, jakich miał światowy żużel. Ja mu życzę jak najlepiej. Mało kto o tym wie, ale po jego wypadku byłem dwa razy z wizytą u niego w szpitalu i widziałem, jak walczy z bólem i fizycznym i tym psychicznym. Jestem zły na to, co go spotkało. Życzę mu jak największego powrotu do zdrowia i, jeśli czyta naszą rozmowę, to bardzo serdecznie go pozdrawiam. 

Erik, czy Ty korzystałeś z pomocy psychologa po wypadku?

Tak. Korzystałem. Jednak nie miało to miejsca bezpośrednio po wypadku. O ile sobie dobrze przypominam, to w moim przypadku temat psychologa zaczął się cztery lata po Bradford. Miałem wtedy, powiedzmy sobie otwarcie Łukasz, „słabszy”, a nawet bardzo słaby okres. Wkurzałem się. Nie byłem miły dla innych. Wściekałem się „gramoląc” się na łóżko…

Jak bardzo pomógł Ci psycholog?

Bardzo mocno. Byłem po wypadku w szpitalu. Moja sala przypominała hol, w którym było ustawionych obok siebie sporo łóżek w odległości jednego metra od siebie. Każdy z nas tam leżących miał inne schorzenia. Jedni mieli połamane kręgosłupy, inni coś z kręgami szyjnymi. Wśród tych pacjentów dało się zauważyć jednostki, które były w stanie poruszać się na wózkach pomiędzy łóżkami i znajdywały w sobie siłę, aby ze sobą rozmawiać, być dla siebie miłym i kulturalnym. Po czasie osobiście żałuję, że zgłosiłem się do psychologa dopiero po czterech latach od wypadku. Powinienem był to zrobić sześć miesięcy po, albo maksymalnie rok, ponieważ dopiero w tym momencie, gdy rozpocząłem współpracę z psychologiem, to przy jego pomocy byłem w stanie wrócić na właściwe tory. Współpraca z nim postawiła mnie „prawidłowo” na nogi.

Wróćmy do żużlowych tematów. Byłeś bodajże pierwszym zawodnikiem, który „paradował” po stadionie z walkmanem…

Dokładnie. Miałem taki epizod (śmiech). Pewnie chcesz wiedzieć, czego słuchałem. Muzyka towarzyszyła mi całe życie. Teraz uwielbiam słuchać utworów w wykonaniu mojej córki, która śpiewa. Wtedy pewnie leciało jakieś AC/DC czy inna muzyka „odpowiednia” do nastroju. Generalnie do dziś tak naprawdę słucham wszystkiego, co wpada w ucho. Być może Cię zdziwię, ale lubię nawet tą obecną muzykę. Nie jest tak, że ograniczam się do tej z lat 80. ubiegłego wieku (śmiech). 

Najlepszy bieg w karierze trzykrotnego mistrza świata…

Uuuuuu. Naprawdę muszę odpowiadać?

Myślę, że to wskazane. Kibiców z pewnością to zainteresuje…

Wiesz co, najlepszy to baraż w 1985 roku w Bradford. Dobrze mi ten bieg wyszedł. Pokonałem Hansa i Sama Ermolenko i wywalczyłem drugi tytuł z rzędu. Doskonale wiesz, że tytułu broni się najgorzej. Oni też mieli wtedy apetyt na tytuł, ale dobrze ten bieg pojechałem. Drugi to oczywiście bieg z Hansem o tytuł w Vojens w 1988 roku. Te dwa biegi uważam za najlepsze w swojej karierze na żużlu. 

Erik, pytanie tradycyjne. Ile znaczy talent, a ile dobry silnik w drodze po sukcesy na żużlu?

Generalnie to kolejne trudne pytanie (śmiech). Znam takich, którzy twierdzą, że 80 procent to sprzęt, a reszta to zawodnik. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Posadź zawodnika na najlepszy sprzęt. Raz zapewne na tym szybkim sprzęcie, bez wielkich umiejętności, wygra bieg, ale czy zrobi to cztery razy i wygra tytuł mistrza świata? Ja w to wątpię. Sprzęt jest ważny, ale bardzo duże znaczenie mają umiejętności zawodnika. To jest moja opinia oczywiście. 

Erik Gundersen oraz Ivan Mauger

Z tego co mi wiadomo, masz jeden bardzo ciekawy puchar w swojej kolekcji. Jest to puchar ufundowany przez polski Tygodnik Motor z 1963 roku…

Tak. Mam taki puchar. Jeśli się nie mylę, to trafił do mnie po zwycięstwie naszej reprezentacji w Drużynowych Mistrzostwach Świata. 

Obecnie sporo czasu spędzasz w swoim warsztacie na pracy przy odrestaurowywaniu motocykli…

Nawet jak rozmawiamy dziś, w sobotę, to siedzę i dłubię (śmiech). Obecnie składam motocykl dla jednego młodego zawodnika na długi tor. Poza tym, faktycznie odrestaurowuje stare motocykle. Obecnie pracuję też nad swoim słynnym motocyklem z 1988 roku, tym który zapewnił mi trzeci tytuł mistrza świata. 

Nie obawiasz się, że za parę lat żużel „skończy” się na świecie?

Obawy jakieś na pewno są, ale mówiąc o „śmierci” żużla myślę, że idziesz zdecydowanie za daleko. Uważam, że każdy kraj powinien pracować nad swoimi rozgrywkami i starać się przywrócić ich blask, czy to u nas w Danii, czy w Szwecji. Myślę, że Polska powinna trochę pomóc. Uważam, że u Was powinni startować bezwzględnie najlepsi zawodnicy. Liczba obcokrajowców w Waszej pierwszej czy drugiej lidze powinna zostać ograniczona. Pozostali zawodnicy, poza tymi z czołowego topu, powinni startować właśnie w innych ligach zagranicznych. To na pewno uatrakcyjniłoby rozgrywki w innych państwach i tamtejsze ligi byłyby przedsionkiem waszej Ekstraligi. Na pewno jest jakieś zagrożenie związane z zarobkami zawodników. Uważam, że promotorzy często przesadzają z wydatkami na zawodników. Z mojego punktu widzenia, nie jest to najrozsądniejsze. W moich czasach uprawianie tego sportu praktycznie zawsze płynęło z serca, nie z tego co potem znajdzie się na koncie…

Jak porównasz zarobki w żużlu w swoich czasach do tych obecnych?

To jest bez porównania. To są zupełnie inne pieniądze. Ja w Creadley Heath zarabiałem w latach 80. około 60, no może 70 funtów. Jak patrzę na to, co się płaci u was w Polsce, to są szalone pieniądze. 

Najzabawniejsza historia na torze żużlowym

Było ich sporo. Aby było coś nowego, to Ci powiem, że kiedyś pojechaliśmy na mecz na Arenę Essex. Oświetlenie toru było tak słabe, że przymocowałem do kierownicy mały reflektor i z nim wyjechałem do biegu. Niestety sędzia moich tłumaczeń nie przyjął i zostałem wykluczony. 

Bradford 1985 – Ermolenko, Gundersen, Nielsen

Kelly Moran to żużlowy „clown”, czy niespełniony talent?

Na pewno Kelly to był talent, jakich mało w żużlu. On, słuchaj, był po prostu niesamowity na torze. Inna sprawa, że był trochę „zabawowy”. Pamiętaj, że nie każdy bardzo dobry zawodnik zostaje mistrzem świata. Żużel to specyficzny sport, jeśli chodzi o wygrywanie, jak doskonale wiesz. 

Szóstka marzeń Erika Gundersena.

To akurat proste. Mauger, Fundin, Olsen, Nielsen, Penhall i ja jako jeżdżący trener. Nie ma wtedy na nas mocnych (śmiech). 

Kto zostanie indywidualnym mistrzem świata w 2021 roku?

Po raz trzeci Bartosz Zmarzlik będzie starał się być najlepszy. Bez wątpienia to klasowy zawodnik. Gdybym miał stawiać to wskazałbym jednak na Taia Woffindena. Myślę, że on będzie najgroźniejszym rywalem i pokona Bartosza.

Jakie Erik Gundersen ma obecnie marzenia?

Moje największe marzenie to, aby nasza córka Nana miała szczęśliwe i udane życie. Drugie to takie, aby wszyscy zapamiętali mnie jako fajnego, uśmiechniętego „gościa”, który coś na tym żużlu jednak potrafił (śmiech).

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA

6 komentarzy on Żużel. 63. urodziny mistrza Gundersena. „Marzenie? Być zapamiętanym jako optymistyczny facet”
    Bart
    28 Mar 2021
     9:16am

    Świetny gość, mądry i dzielny. Widziałem go w Rybniku w 85′ na MŚ par. Łza się w oku kręci:)

    ROWfan
    28 Mar 2021
     5:36pm

    bardzo fajny wywiad. Panie Łukaszu taki z Hansem teraz poprosimy. Ukłony i pozdrowienia z Rybinka

    Henryk
    28 Mar 2021
     10:47pm

    Łukasz. Dobra robota. Znam Erika, byłem w Bradford w 1989 i w Vojens w 1988, ale przeczytałem z wielką przyjemnością. Gratuluję i pozdrawiam.

Skomentuj

6 komentarzy on Żużel. 63. urodziny mistrza Gundersena. „Marzenie? Być zapamiętanym jako optymistyczny facet”
    Bart
    28 Mar 2021
     9:16am

    Świetny gość, mądry i dzielny. Widziałem go w Rybniku w 85′ na MŚ par. Łza się w oku kręci:)

    ROWfan
    28 Mar 2021
     5:36pm

    bardzo fajny wywiad. Panie Łukaszu taki z Hansem teraz poprosimy. Ukłony i pozdrowienia z Rybinka

    Henryk
    28 Mar 2021
     10:47pm

    Łukasz. Dobra robota. Znam Erika, byłem w Bradford w 1989 i w Vojens w 1988, ale przeczytałem z wielką przyjemnością. Gratuluję i pozdrawiam.

Skomentuj