Główny partner portalu

Żużel. Ekspert marketingu sportowego: Powinniśmy skończyć z długimi nazwami. Równajmy do najlepszych!

Nicki Pedersen. Foto: Krzysztof Konieczny, GKM Grudziądz
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ostatnie dni w środowisku żużlowym upływają pod znakiem dyskusji o nazwach klubów czarnego sportu. W środowe popołudnie bowiem GKSŻ oficjalnie zakomunikowała, iż od kolejnego sezonu w nazwach drużyn eWinner 1. Ligi i 2. Ligi Żużlowej, wyłączając miasta, będą mogły się znajdować tylko dwa człony, a ekstraligowy GKM Grudziądz zaprezentował swoich sponsorów tytularnych w postaci firm ZOOleszcz i DPV Logistic. Jacek Gumowski, ekspert marketingu sportowego, jest zdania, że żużel jako dyscyplina nie będzie się rozwijał, jeśli w nazwach klubów co chwilę będą się pojawiali inni partnerzy.

– Uważam, że jeśli chcemy wypłynąć na szerokie wody i pozyskiwać kibiców, którzy są fanami globalnych dyscyplin, to bez dwóch zdań powinniśmy skończyć z takimi nazwami klubów. Niezwykle ważne jest to, aby kluby budowały swoją tożsamość i były poważnie postrzegane przez kibiców. Nie może być tak, że fani innych dyscyplin śmieją się z tych nazw. Niech te nazwy to będą po prostu GKM czy Falubaz. W taki sposób tym klubom zdecydowanie łatwiej będzie się wbić do świadomości nowych odbiorców – mówi nam Gumowski.

Zdaniem eksperta, przedstawiciele ekip żużlowych powinni wziąć przykład z klubów piłkarskich. W najpopularniejszej dyscyplinie sportu na świecie zdecydowanie przeważają proste i historyczne nazwy klubów.

– W dobie komercjalizacji sportu naprawdę mamy sporo przestrzeni na to, by tego bardzo ważnego sponsora uhonorować. Tylko niech to będzie ładnie zrobione. Dobrym pomysłem byłoby to, aby ten najważniejszy sponsor miał zagwarantowane widoczne miejsce w głównym miejscu kevlaru. Podobnie jest w klubach piłkarskich. Mamy malutkie herby i bardzo duże logotypy sponsorów. Niech sponsor tytularny dostanie to najważniejsze miejsce na wyłączność i w ten sposób będzie doceniany. Dziś kluby produkują tyle przeróżnych materiałów, mają tyle miejsc dla sponsorów, że i dla tych mniejszych partnerów znajdzie się miejsce – tłumaczy ekspert.

Klubem, który może być wzorem dla ekip żużlowych jest Lech Poznań. Wicemistrzowie Polski, między innymi, dzięki kolejnym umiejętnym działaniom marketingowym dopięli niedawno kontrakt sponsorski z globalnym liderem handlu internetowego.

– Ostatnio w całym środowisku zachwycano się tym, jak to Lech Poznań w trudnych czasach podpisał umowę z ogólnoświatowym partnerem – firmą AliExpress. Z całym szacunkiem, ale tym wielkim firmom nawet do głowy nie przychodzi pytanie o to, czy mogą znaleźć się w nazwie. Kluby piłkarskie mają wypracowaną markę i wiadomo, że tej nazwy nie zmienią. Jak widać, da się ściągnąć do polskiego sportu wielkich partnerów i wcale nie muszą oni pojawiać się od razu jako sponsorzy tytularni. Równajmy więc do najlepszych – kontynuuje.

W opinii Gumowskiego, w powyższą sprawę powinny zaangażować się również władze PGE Ekstraligi. – Myślę także, że te zapisy odnośnie sponsorów powinny zostać uregulowane odgórnie. Władze rozgrywek powinny zakazać dokładania sponsorów do nazw i wskazać konkretne miejsce, które najważniejsi sponsorzy będą mieli na wyłączność. Wyplewienie tego w inny sposób może być bardzo trudne – podkreśla.

Ekspert uważa również, iż taki ruch może sprawić, że wielkie firmy już niebawem będą zainteresowane współpracą z ekipami czarnego sportu. Przyciągnięcie globalnych sponsorów powinno być jednym z kolejnych celów klubów żużlowych i władz rozrywek.

– Jeśli firmy zobaczą, że mają do czynienia z klubami, które są solidnymi markami, to z pewnością prędzej zastanowią się nad współpracą. Twórzmy przyczepne historie. Działajmy tak, aby kluby coraz prężniej budowały swoje marki, które będą od razu kojarzone. Inaczej dyscyplina będzie miała obraz takiej, która jest stworzona dla malutkiego, lokalnego grona odbiorów. Oglądalność meczów rośnie, szykuje się nam rekordowy kontrakt telewizyjny, ale niech za tym idą też odpowiednie działania marketingowe. Tworząc długie nazwy niestety cofamy nasz sport w nicość marketingu sportowego – podsumowuje Gumowski.

CZYTAJ TAKŻE: