Jason Doyle nie bez powodu uznawany jest za jednego z najbardziej zawziętych żużlowców. Kibice mają w pamięci jego heroiczny bój o mistrzostwo świata, gdy zmagał się z kontuzją. Poważne urazy nie omijały go także w kolejnych latach. Australijczyk, choć skończył 40 lat, to nie zamierza rezygnować z marzeń i przywołuje przykład Grega Hancocka.

Amerykanin stał się wzorem dla zawodników, których kariery powoli zmierzają ku końcowi. W 2016 roku, a zatem 10 lat temu triumfował on w cyklu Grand Prix. Za podium znaleźli się wtedy za nim będący w znakomitej formie Tai Woffinden i wdrapujący się na szczyt Bartosz Zmarzlik.

Doyle robi zatem wszystko, aby zostać kolejnym globalnym czempionem z tytułem w wieku ponad 40 lat. Przed sezonem 2026 przeprowadził rewolucję w swoim zespole.

Żużel. Lublin musi zatrzymać Zmarzlika? Mówi o przyszłości Motoru! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Łaguta wcale się nie wahał?! Protasiewicz o kulisach bomby Sparty Wrocław – PoBandzie – Portal Sportowy

– Mam 40 lat i wciąż patrzę na to, jak Greg zdobył tytuł mistrza świata w wieku 46 lat. Wiem, że przed nami jeszcze wiele lat. Muszę tylko upewnić się, że mam wokół siebie odpowiedni zespół. Wprowadziłem kilka dużych zmian i mam kilku nowych mechaników. Nie mogę się doczekać przyszłego sezonu – mówi Doyle dla oficjalnej strony cyklu Grand Prix.

– Może mam teraz 40 lat, ale prawdopodobnie jestem w lepszej formie niż w wieku 30 lat. Miałem kilka poważnych wypadków, ale zawsze wracałem do gry. Dla mnie liczy się tylko zwycięstwo. Chcę walczyć i czuć smak zwycięstwa w Grand Prix. To jak narkotyk, po który nieustannie sięgamy – dodaje mistrz świata z 2017 roku.

W minionym cyklu Grand Prix Doyle nie miał możliwości odjechania wszystkich rund. Powodem był fatalny wypadek podczas turnieju w Warszawie. Organizatorzy postanowili przyznać mu dziką kartę.

Żużel. Będą derby przed sezonem! Konkretne plany Falubazu! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Paluch czuł ogromne ciśnienie. Nie chciał zlecieć ze Stalą Gorzów! – PoBandzie – Portal Sportowy

– Jak wszyscy wiedzą, wypadek w Warszawie wykluczył mnie z rywalizacji na wiele miesięcy. Próbowałem wrócić zbyt szybko. Kiedy pojechałem do Manchesteru na zawody GP, nie byłem gotowy do startu. Nie mogłem nawet ustawić nogi w pozycji umożliwiającej jazdę. W sumie opuściłem trzy GP, plus zawody w Warszawie, gdzie wystartowałem tylko trzy razy, a mógłbym awansować do półfinału i zdobyć więcej punktów – przekonuje Jason Doyle.

Przypomnijmy, że Doyle po raz ostatni wygrywał zawody GP w sezonie 2024. Wtedy okazał się najlepszy na PGE Narodowym. W 2026 roku cykl rozpocznie się 1 maja w Landshut.