Stanisław Melnyczuk otrzymał zaufanie od władz Speedway Kraków, które pragną awansu do Metalkas 2. Ekstraligi. Ukrainiec zdradził, co miało wpływ na jego decyzję o transferze.

Ostatni rok w Krajowej Lidze Żużlowej nie był udany dla Melnyczuka. Ukrainiec był jednym z winowajców najgorszego od lat sezonu Kolejarza Opole. Mimo wszystko nie zabrakło dla niego miejsca w rozgrywkach, a zgłosił się po niego zespół aspirujący do awansu, który widzi w nim potencjał.

– Przede wszystkim mam blisko z Tarnowa. To fajna ekipa. Widzę, że naprawdę robią to, co chcą i się rozwijają. Fajnie to wygląda. Dlatego chciałem być częścią Speedway Kraków – przyznał Stanisław Melnyczuk w klubowych mediach.

Żużel. Trzęsienie ziemi w Stali! Jest ważne rozstanie i oświadczenie!

Żużel. Stal wybije Falubazowi play-off z głowy? „Będziemy walczyć o TOP 4”

Speedway Kraków będzie dysponował nadwyżką seniorów, więc Ukrainiec miejsce w składzie będzie musiał sobie wywalczyć. Nie martwi go to, a sam przyznaje, że rozmowy z włodarzami były krótkie i konkretne.

– Zastanawiałem się tak naprawdę nie długo, bo po jednej rozmowie wszystko dogadaliśmy. Ucieszyło mnie, że rozmowy nie trwały długo, a dogadaliśmy się i klub dał mi szansę po trudnym dla mnie sezonie. Będę mógł dalej ścigać się w lidze polskiej i będę starał się, żeby to wszystko wyglądało jak najlepiej – zdradził.

Żużel. Brady Kurtz podjął decyzję błyskawicznie! Dlatego zostaje w Sparcie na długo! 

Żużel. Szwedzi mają dość! „Mam nadzieję, że Polacy mają świetnych prawników”

Melnyczuk nie chce dzielić się swoimi celami, gdyż chce z czystą głową wejść w sezon. Zapewnia jednak, że ćwiczy bardzo intensywnie, a także dba o sprzęt, na którym będzie się ścigał. Nie ma zamiaru w trakcie sezonu „grzać ławy”.

– Mam ambitne cele. Do wszystkiego podchodzę na spokojnie. Bardzo dużo ćwiczę, przygotowuję się, dokonuję zmian w sprzęcie. Chciałbym, żeby wszystko dobrze wyglądało i chciałbym bardzo dużo osiągnąć. Fajnie pogadamy o tym po sezonie. Powiem wtedy, czy zrealizowałem cele – powiedział zawodnik.