Główny partner portalu

Żużel. Darcy Ward: Brutalnie odebrano mi moje życie. Pogodziłem się z tym. Na nic nie narzekam

Foto: Mateusz Wójcik, Falubaz Zielona Góra
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Darcy Ward, choć karierę musiał zakończyć zdecydowanie przedwcześnie, zaistniał w tym sporcie na zawsze. Obdarzony talentem od Boga Australijczyk z pewnością mógłby osiągnąć bardzo wiele. Dziś jego życie wygląda inaczej, ale to nie oznacza, że gorzej. Łukasz Benz w programie This is Speedway porozmawiał z byłym indywidualnym mistrzem świata juniorów.

Najważniejsze jest zdrowie, a zatem pierwsze pytanie, jakie zadał dziennikarz nSport+ musiało dotyczyć samopoczucia oraz obecnego trybu życia Darcy’ego Warda.

– Czuję się dobrze, niczego mi nie brakuje, korzystam z życia. Przyznam szczerze, że jestem obecnie dość zajęty. Wziąłem ślub z Lizzie i wspólnie angażujemy się w żużel. Nie jest to jedno określone zajęcie. Pomagam młodzieży, udzielam rad i wskazówek tutaj, lokalnie. Miałem rozbrat z żużlem na jakiś czas, ale cieszę się, że znów mogłem do niego wrócić, choć w nieco innej roli – opowiadał były żużlowiec.

CZYTAJ TAKŻE:

Australia to wylęgarnia talentów oraz zbiór lokalnych społeczności. Nie od dziś wiadomo, że większość żużlowców trzyma się razem, utrzymuje ze sobą kontakty na co dzień.

– Ryan Douglas i Nick Morris to moi najlepsi kumple, można powiedzieć, że sąsiedzi. Oczywiście żużel jest w naszym życiu, ale rozmawiamy o różnych sprawach, prowadzimy też życie towarzyskie. Jason Crump, z którym również mam kontakt wrócił do żużla i to fantastyczna wiadomość. Planuję spotkać się z nim w niedługim czasie. Przebywa obecnie na kwarantannie po powrocie z Anglii, a potem pewnie będzie się ścigał lokalnie. Jason nigdy nie zapomniał o żużlu. Nawet, gdy oficjalnie jego kariera się zakończyła to ścigał się od czasu do czasu. Ryan Douglas i Nick Morris namawiali go na powrót. W końcu ich posłuchał i podpisał kontrakt w Anglii. Jego powrót może dać „kopa” tej dyscyplinie na Wyspach – przekonywał na antenie nSport+ Australijczyk.

– Co sądzisz o drodze Australijczyków do żużla w Europie w dobie pandemii? – dopytywał Łukasz Benz. W ubiegłym sezonie, storpedowanym przez pandemię wielu z nich musiało opuścić swoje domy, rodziny, aby przenieść się na kilka miesięcy do Polski. Jednym z takich „poszkodowanych” był Jaimon Lidsey, prywatnie kolega Darcy’ego Warda.

– Jaimon przegapił narodziny dziecka. Jego życie to jednak jazda na żużlu. Jest profesjonalistą, a to wymaga poświęceń. Nie mógł przecież zrobić sobie roku przerwy od żużla. Wiem, że marzy o tym, aby zostać mistrzem świata również w gronie seniorów. Aby to osiągnąć, musi być gotowy na takie poświęcenia, nie może odpuszczać – powiedział Ward.

Dzisiejszy żużel różni się od tego sprzed laty. Darcy Ward, zapytany o najciekawszą, jego zdaniem epokę w dziejach czarnego sportu odpowiedział:

– Era Jasona Crumpa była najtrudniejsza. Startowało wówczas wielu „asów”. Był Tony Rickardsson, Ryan Sullivan, Leigh Adams, Tomasz Gollob, Todd Wiltshire, Nicki Pedersen i inni. Osiągnięcie sukcesu wówczas było niesamowicie trudnym wyzwaniem. Ten, który zdobywał wtedy tytuły mógł nazywać siebie prawdziwym mistrzem. Często oglądam zmagania z tamtych czasów. To była dzika jazda – przekonywał były indywidualny mistrz świata juniorów.

Od feralnego wypadku minęło już ponad 5 lat. Życie Australijczyka zmieniło się diametralnie. Jak sam przyznaje, jazdy, ścigania się oraz adrenaliny wciąż mu brakuje.

– Bardzo brakuje mi jazdy na żużlu. Pozostała dziura w moim sercu. Stało się jednak, jak się stało. Nic na to nie poradzę. Cieszę się, że mam obecnie tak dobrze poukładane życie. Naprawdę nie mogę narzekać. Jestem otoczony wspaniałymi ludźmi. Mogę wciąż działać przy żużlu, pomagać innym, angażować się w niektóre turnieje. Musi mi to wystarczyć, choć wiadomo, że chciałbym móc osobiście dosiąść motocykla i pokręcić kółka.

Choć kariera Australijczyka zakończyła się zdecydowanie zbyt wcześnie, nie brak wspaniałych wspomnień oraz sukcesów.

– Jeżeli chodzi o najlepsze wspomnienie z mojej kariery… Zdecydowanie było to zdobycie pierwszego tytułu mistrza świata juniorów. Miałem wokół siebie wspaniałych profesjonalistów w Toruniu. Dzięki temu osiągnąłem sukces w tak młodym wieku. Mogę szczerze powiedzieć, że dostałem w Polsce wszystko podane na tacy. Dzięki temu mogłem skupić się na sobie, na tym, aby być najlepszym. Starty w Toruniu były prawdziwym przywilejem. Uważam, że jest to najbardziej profesjonalnie prowadzony klub. Specyfika MotoAreny również bardzo mi odpowiadała. Nachylone łuki pozwalały na wiele. Można było tam wyprzedzać na różne sposoby.

Były również zabawne, pełne emocji przeżycia. – Jeżeli chodzi o śmieszną historię… Mam taką jedną. Jechałem kiedyś na lotnisko, aby dostać się do Polski. Byłem przekonany, że mam samolot o godzinie 10:50. Byłem na lotnisku wcześniej, ale udałem się na śniadanie i drobny relaks przed lotem. Okazało się, że mój samolot odlatywał o 10:05, a nie jak myślałem wcześniej – 10:50. Zobaczyłem, że mój samolot krążył już po płycie lotniska. Podbiegłem do stewardessy, aby błagać ją, żeby wpuściła mnie na pokład. Byłem gotów dać jej 10 tysięcy euro w gotówce. Pilot samolotu nie zgodził się jednak. Nie wiedząc, co mam robić, wykonałem telefon do Jacka Frątczaka. Ten stanął na rzęsach, aby mnie ściągnąć na derbowe spotkanie przeciwko Stali Gorzów. Zorganizował prywatny samolot z Anglii. Zablokowaliśmy całe lotnisko, aby wystartować jak najszybciej. Wylądowaliśmy na trawiastym pasie gdzieś pod Gorzowem, gdzie czekało już podstawione Porsche z napędem na cztery koła. Jacek Frątczak opóźniał start spotkania, zgłaszając protest za protestem. Dotarłem na trzeci, bądź czwarty wyścig i otarłem się o komplet punktów. To był szalony dzień – opowiadał rozbawiony Darcy Ward.

Na koniec Australijczyk odniósł się do sukcesów Bartosza Zmarzlika. Panowie mieli okazję ze sobą rywalizować, ale kto wie, czy gdyby Darcy wciąż się ścigał to dziś Bartosz cieszyłby się z dwóch tytułów indywidualnego mistrza świata…

– Chciałbym móc rywalizować z Bartkiem zmarzlikiem. Dla mnie to najbardziej utalentowany żużlowiec na świecie. Do tego niesamowicie ciężko pracuje. Myślę, że gdybyśmy spotkali się na torze w Grand Prix to leciałyby iskry. On sprawiałby, że moje życie byłoby trudniejsze i w drugą stronę to samo – ja sprawiałbym, że on nie mógłby swobodnie cieszyć się tytułami. Niestety nie dowiemy się już, który z nas byłby lepszy. Brutalnie odebrano mi moje życie. Pogodziłem się z tym, nie miałem innego wyjścia.

SEBASTIAN SIREK

One Thought on Żużel. Darcy Ward: Brutalnie odebrano mi moje życie. Pogodziłem się z tym. Na nic nie narzekam
    Slawek
    9 Jan 2021
    7:22pm

    Wielka szkoda, że tak utalentowany sportowiec musiał przedwcześnie zakończyć karierę. Gdyby nie ten wypadek, byłoby tylko kwestią czasu, aby Darcy zdobył mistrzostwo świata. Na jego szczęście ma przy boku wspaniałą kobietę. Dużo zdrówka.

Skomentuj

One Thought on Żużel. Darcy Ward: Brutalnie odebrano mi moje życie. Pogodziłem się z tym. Na nic nie narzekam
    Slawek
    9 Jan 2021
    7:22pm

    Wielka szkoda, że tak utalentowany sportowiec musiał przedwcześnie zakończyć karierę. Gdyby nie ten wypadek, byłoby tylko kwestią czasu, aby Darcy zdobył mistrzostwo świata. Na jego szczęście ma przy boku wspaniałą kobietę. Dużo zdrówka.

Skomentuj