Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Dwukrotny Młodzieżowy Indywidualny Mistrz Polski, Daniel Kaczmarek, nie spodziewał się takiego początku sezonu. Po nieudanym roku w barwach Unii Tarnów, miał odbudować się w Ostrowie Wielkopolskim, jednak póki co szansę występu otrzymuje dość sporadycznie. W piątek swoich sił spróbuje z kolei podczas gali MMA VIP organizowanej przez Marcina Najmana.

 

Daniel, podejrzewam, że z innymi nadziejami przystępowałeś do tegorocznego sezonu…

Zdecydowanie tak. Czułem się w pełni na siłach, aby startować od początku ligi. Wydaje mi się, że wykorzystałem szansę w meczu z Unią Tarnów. Później jechałem chyba dwa biegi w meczu ze Startem Gniezno. Pierwszy mi nie wyszedł, ale po przełożeniu się poszło dobrze w drugim starcie, w biegu nominowanym. Nie ukrywam, że czuję się całą sytuacją lekko zawiedziony. Każdy zawodnik chce startować jak najczęściej. To normalne.

Mówiło się o ewentualnym wypożyczeniu Ciebie do innego klubu.

Był taki temat, faktycznie. Wypożyczono ostatecznie innego zawodnika, a ja zostałem. Trener powiedział, abym został i walczył o skład meczowy. Problem jest w Ostrowie taki, że po prostu że jest o jedno miejsce za mało, a zespół jedzie równo. Ostrów to w tej chwili  monolit. Ostatnio trochę słabiej spisuje się wprawdzie Nicolai Klindt, ale bądźmy poważni i nie oczekujmy, że ktoś będzie odstawiał wieloletniego lidera zespołu, abym ja pojechał. 

Jak takie czekanie na szansę oddziałuje na Twoją psychikę?

Tu nic odkrywczego nie powiem. Jest to dla mnie bardzo deprymujące. Niszczy od środka i zniechęca. Czeka się na jedną szansę, a jak ją w końcu dostajesz, to wiesz, że musi się udać, bo jak nie, to kolejnej pewnie nie będzie. Myślę, że nikomu nie byłoby w takim położeniu do śmiechu. Zupełnie inaczej jest dla psychiki, jak masz jako zawodnik świadomość, że nawet jak raz, dwa ci nie pójdzie, to będziesz miał kolejne szanse, bo pojedziesz w meczu. W obecnej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak czekać i liczyć, że jak będzie kolejna szansa to ją wykorzystam. Nie poddaję się. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. 

Jak wygląda sprawa ze startami w Szwecji oraz Danii?

W Danii pojechałem do tej pory raz. Zrobiłem dziesięć punktów. Działacze byli zadowoleni, jestem powołany na kolejny mecz, ale liga tam dopiero jest 30 czerwca. W Szwecji mi mówią, że mnie powołają, ale jak pokażę się w Polsce, a w Polsce mi z kolei mówią, abym najlepiej  szukał jazdy za granicą. Koło się zamyka. 

W piątek w Częstochowie staniesz do walki na gali MMA. Kibice się zastanawiają, czy może to z MMA wiążesz swoją przyszłość?

Nie, nie wiążę. Ja cały czas skupiam się na żużlu. MMA to jest coś zupełnie obok. Kiedyś od Marcina Najmana dostałem propozycję i ją odrzuciłem. Teraz ją ponowił i przyjąłem. Z żużlem wiadomo jak teraz jest, a ta inna aktywność chyba lepiej mi przysłuży, aniżeli negatywne myślenie. Pokażę się w innej dziedzinie i na pewno też postaram się trochę popromować żużel w innych środowiskach. Walki MMA tak naprawdę były elementem moich przygotowań zimowych od 2015 roku. Na pewno w sensie fizycznym przygotowania do walki i treningi tylko pomagają. Ja już swoją ścieżkę życiową kiedyś wybrałem i jest nią tylko żużel. To się już nie zmieni. 

Ma dla Ciebie jakieś znaczenie, że w piątek staniesz naprzeciwko innego kolegi z toru?

Nie. Z Kamilem dobrze się znamy. Rocznikowo jesteśmy zbliżeni. Podchodzimy do tego, co będzie w piątek czysto sportowo. Nie spotkamy się na torze, a będziemy rywalizowali w zgoła odmiennym miejscu. 

Dobrze zarobisz na tej walce?

Zależy jak na to patrzeć. Powiem obrazowo, że jest to kwota zbliżona do wypłaty za bardzo dobry mecz na poziomie pierwszej ligi. Porównując do żużla wynagrodzenie też nie powala, ale nakłady są inne, aniżeli te, które się ponosi, aby ścigać się na żużlu. Dwa silniki kosztują załóżmy 60 tysięcy złotych, a karnet na siłownię 150 złotych. Do tego witaminy, inne odżywki i miesiąc przygotowań zamyka się w kwocie około tysiąca złotych…

Ostatnio jesteś również mocno aktywny w social mediach. Uruchomiłeś swój kanał.

Tak. Uważam, że social media to dobre miejsce, aby promować żużel i zwrócić uwagę na ten sport w innych środowiskach. Chcę się otworzyć na nowe kierunki i promować żużel. Zobacz sam, żużel to niby sport numer dwa w Polsce, a bardzo wąsko istnieje choćby na tak popularnej platformie jak  YouTube. Mam nadzieję, że kanał będzie się rozwijał, pozyskam dla żużla nowych kibiców, a dotychczasowym pokażę trochę tego żużla od „kuchni”.

Pojawiasz się także jako ekspert telewizyjny w stacji Eleven Sports.

Tak i nie ukrywam, ta rola sprawia mi frajdę. Ta praca w studio bardzo mi się podoba i jeśli Marcelina prosi mnie o udział, uczestniczę z przyjemnością. Być może biorąc pod uwagę aktywność w Eleven Sports oraz social mediach, mam jakieś inklinacje dziennikarskie (śmiech).

FOT. Daniel Kaczmarek Daniel’s Team

Jak oceniasz wydarzenia na przestrzeni ostatnich tygodni w Tarnowie?

Nie mi oceniać, co się tam dzieje. Ja miałem kontakt z prezesem Sadym, a nie Radą Nadzorczą. Jedno mnie dziwi mocno i daje do myślenia. Taki Rohan Tungate. Czołowy zawodnik pierwszej ligi nagle nie może pojechać na dobrym poziomie. To samo z Nielsem Kristianem Iversenem. Na początku sezonu zdobywali punkty, a teraz jakby im motywacja spadła. Być może uznali, że sytuacja jest taka, że nie warto na całego ryzykować, bo wszystko to jedna wielka niewiadoma. Nie wiem. To jest moja opinia. 

Czego można ci życzyć?

Na pewno tego, abym dostawał szansę i je wykorzystywał. Pragnę, aby karta żużlowego losu się w końcu dla mnie odwróciła. 

Tego zatem życzę i dziękuje za rozmowę.

Dziękuje również. Korzystając z okazji dziękuję moim sponsorom, którzy pomimo takiego, a nie innego położenia mojej osoby są ze mną i mnie wspierają. Mam na myśli firmy -404Media, Smakmak, Kimgroup, Euroexpress, Stainer, Mauro oraz Exoway.