Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze
fot. Wilki Krosno
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W ostatnich dniach walki żużlowców w MMA stały się najgłośniejszym tematem w środowisku czarnego sportu. Wszystko za sprawą Marcina Najmana, który poinformował, że na jego pożegnalnej gali dojdzie do starcia dwóch żużlowców. Ryszard Dołomisiewicz, jedna z najbardziej zasłużonych postaci dla Polonii Bydgoszcz, jest zdania, iż udział czynnych zawodników we wspomnianych wydarzeniach nie jest dobrym pomysłem.

Walka z udziałem żużlowców ma się odbyć podczas gali MMA-VIP. Wydarzenie zaplanowane jest na 13 lutego w Warszawie. Wiadomo już, że jednym z zawodników, który weźmie udział we wspomnianej imprezie jest Edward Mazur.

– Moim zdaniem, w przypadku czynnych żużlowców, jeśli będzie to jakaś zabawa, czy pokazówka, to nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak to walka w pełnym kontakcie, to będzie to dla mnie nieporozumienie. Może się ona zwyczajnie źle skończyć. W takich walkach nietrudno o poważne urazy, a to żadnemu żużlowcowi nie jest potrzebne – mówi nam Dołomosiewicz.

– Mam na myśli szczególnie urazy głowy. Wiadomo, jakim sportem jest żużel. Zawodnicy nie raz, ani nie dwa doznają wypadków, przy których ta głowa cierpi. Z każdym kolejnym upadkiem głowa jest coraz bardziej wrażliwa. Łatwo dojść do wniosku, że niepotrzebne są jej dodatkowe niebezpieczeństwa. W przypadku walki głowa często jest atakowana. Zawodnicy są więc bardzo narażeni na przeróżne wstrząsy, które mogą pogłębiać urazy z przeszłości – kontynuuje.

Jedenasty zawodnik finału Indywidualnych Mistrzostw Świata w 1986 roku nie jest jednak całkowitym przeciwnikiem łączenia sportów walki z żużlem. Uważa on, że elementy boksu, judo, czy zapasów mogą być dobrym uzupełnieniem treningu żużlowców.

– Oczywiście posiłkowanie się innymi dyscyplinami przy przygotowaniach jest wskazane. Żużlowcy zawsze biegali, grali w piłkę nożną, czy siatkówkę podczas przygotowań, ale nikt nigdy nie zostawał biegaczem, piłkarzem czy siatkarzem. Sporty walki również mogą się przydać w treningu. Dzięki nim zawodnicy zwiększają swoją siłę, wytrzymałość, gibkość, a także ogólną sprawność. Jako element uzupełniający jest to więc dobre rozwiązanie. Bezpośrednia konfrontacja w ringu, to już gorszy pomysł – tłumaczy były żużlowiec siedmiokrotnych mistrzów Polski.

Dołomisiewicz wątpi również w to, że kluby żużlowe będą zgadzać się na występy swoich zawodników w oktagonie. Takie decyzje mogą doprowadzić do kontuzji, które potem mogą się odbić na dyspozycji zawodników podczas sezonu.

– W ostatnim czasie władze ligi coraz bardziej kontrolują rozgrywki pod różnymi względami. Zawodnicy muszą utrzymywać nerwy na wodzy, a z kolei sędziowie nie mogą komentować swoich decyzji. Jest to związane z dążeniem do profesjonalizacji tego sportu. Myślę, że w tym przypadku też władze rozgrywek ani żaden klub nie pozwolą sobie na coś takiego. Zgoda na udział w takiej walce byłaby zaprzeczeniem dążenia do profesjonalizmu – podsumowuje nasz rozmówca.

BARTOSZ RABENDA

3 komentarze on Żużel. Dołomisiewicz: Walki w pełnym kontakcie mogą się źle skończyć

Skomentuj

3 komentarze on Żużel. Dołomisiewicz: Walki w pełnym kontakcie mogą się źle skończyć

Skomentuj