Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów wywalczył w Gorzowie Andres Thomsen wygrywając pierwszy turniej Grand Prix w swojej karierze
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Historia Artura Pawlaka jest jedną z najsmutniejszych w historii sportu żużlowego. Zdolny junior dopiero rozpoczynał swoją przygodę z żużlem, gdy zdarzył się tragiczny wypadek. Jeśli szczęście by mu dopisało dziś jako czynny zawodnik mógłby świętować 48. urodziny.

 

Pawlak w najwyższej klasie rozgrywkowej zadebiutował jako 16-latek w 1990 roku. W pierwszym sezonie zbyt często na ligowe tory jednak nie wyjeżdżał. Do żużlowej historii na stałe wpisał się rok później, kiedy wraz z Larsem Gunnestadem, Andrzejem Huszczą, Jarosławem Szymkowiakiem, Zbigniewem Błażejczakiem, Sławomirem Dudkiem, Andrzejem Zarzeckim, Janem Połubińskim, Markiem Molką, Connym Ivarssonem, Claesem Ivarssonem, Tomaszem Krukiem i Mariuszem Szańczukiem tworzył drużynę, którą sięgnęła po Drużynowe Mistrzostwo Polski.

Najczęściej na ligowym torze pojawiał się w nieszczęsnym 1993 roku. Wtedy jako 19-latek mocno podkręcił swoje wyniki. W 33 wyścigach, w których było mu dane wystartować zdobywał średnio 1,394 punktu i był ważną postacią formacji juniorskiej. 6 czerwca doszło jednak do tragicznego w skutkach wypadku.

W pamiętną niedzielę zielonogórzanie spotkali się w towarzyskim spotkaniu z Polonią Piła. Pawlak ustawił się przy krawężniku i po starcie gonił Grigorija Charczenkę. Przy wejściu w łuk czwartego okrążenia junior zahaczył o tylne koło rywala i z impetem uderzył najpierw w tor, a potem w bandę. Po 15 dniach stwierdzono zgon zawodnika. Jak można się domyślić, utalentowanego żużlowca żegnały tłumy. Na zdjęciach Mirosława Wieczorkiewicza widać, że śmierć zawodnika poruszyła mnóstwo zielonogórskich kibiców.

Wspomnienia legend Falubazu o Arturze Pawlaku. (cytaty – falubaz.com za Gazetą Lubuską):

Andrzej Huszcza:

– Fajny chłopak, super. Kiedyś nawet rower od niego kupiłem, à la góral taki, solidna DDR-owska produkcja. Do dziś go mam. Teraz trochę zmodernizowałem, bo opony były już zmurszałe po tych dwudziestu paru latach, i jeżdżę. I ten rower ciągle przypomina mi o Artku. Jak na cmentarzu jestem, to przechodzę koło tych moich znajomych. Do Artka też zawsze zajdę.

Piotr Protasiewicz:

– Pamiętam, no pewnie, że pamiętam! Skromny, spokojny, wyciszony, a zarazem z niesamowitym poczuciem humoru. Jak przyszedłem do szkółki, to Artur już miał licencję, dobijał się do pierwszego składu. Razem stawialiśmy pierwsze żużlowe kroki, rywalizowaliśmy też o miejsce w drużynie, ale zawsze w bardzo przyjacielskiej atmosferze. Byliśmy kolegami, razem chodziliśmy na imprezy, jeszcze z Piotrkiem Kuźniakiem. To były wspaniałe czasy…