Zbliża się Boże Narodzenie. Czas zadumy, refleksji, rodzinnego ciepła, odpoczynku od zgiełku. Zajmujemy się najbliższymi, wypatrujemy Mikołaja, snujemy plany i składamy sobie życzenia.
Skoro więc to najlepsza pora, pozwólcie i mnie. Otóż życzę wszystkim sponiewieranym przez los chłopakom, nie tylko tym najdramatyczniej doświadczonym, przez utratę zdrowia, ale też tym zmagającym się z demonami przeszłości, nieprzystosowanym do „normalnego” życia, by nie tracili nadziei, konsekwencji i wiary. By zawsze widzieli na swej drodze światło, cel i potrafili odnaleźć się w nowych realiach, jak choćby Rafał Wilk. Bądźcie wytrwali i sumienni, nawet gdy wydaje się, że nie ma żadnego światełka w tunelu.
Żużel. Pedersen jeździ nieczysto? Ostra odpowiedź! „Mam to gdzieś” – PoBandzie – Portal Sportowy
A propos Rafał. Doktor Rafał Wilk. Tuż po „wyroku” facet pokłócił się z całym światem. Miał pretensje do losu, Boga, ludzi. Pytał: – Czym zawiniłem? Dlaczego ja? Rafał odciął się od rodziny, przyjaciół, najbliższych. Był sfrustrowany, zły, wściekły. Nie sposób się dziwić. Wówczas żyło w nim szczere i głębokie przekonanie, że w jednej sekundzie, podczas fatalnego upadku, stracił wszystko. Nie tylko zdrowie. Stracił pasję, wiarę i nadzieję, bo wózek, to był wyrok ostateczny. Takim się jawił. Jak dożywocie czy skazanie na wegetację. Każdy by reagował w drastyczny sposób. Tak sądzę.
Ale dziś Rafał jest przykładem cudownego człowieka, zarażającego radością życia, optymizmem, niosącego wiarę i nadzieję. Skąd „nagła” przemiana? Z frustrata wegetującego w oczekiwaniu na… nic, w pełnego pasji ekstrawertyka? To najlepiej wie sam zainteresowany, ale pamiętam z naszej długiej pogaduchy, że nie było mowy o „nagle”. To był proces, zaś katalizatorem okazało się odkrycie handbike`ów. Naturalnie przebiegło „klasycznie”. Przyjaciel przekonał, pokazał. Inny pomógł w zakupie. Potem przyszły wyniki na miarę Igrzysk Paraolimpijskich. Rafał Wilk odkrył nową pasję. Znowu miał cel. Znowu rywalizował z przeciwnikami – jak na szlace. Z czasem pojednał się ze światem, najbliższymi. Znowu żyje „pełną gębą”.
Nie ogranicza przy tym aktywności do bycia paraolimpijczykiem. Zadbał o siebie – o edukację, która przyniosła Mu tytuł doktorski. Dba i walczy też o innych organizując spotkania, prelekcje, wykłady podczas których z pasją zaraża optymizmem. A my? Mamy dwie ręce, dwie nogi i głowę bez przerwy zaś potrafimy jeno jęczeć i narzekać. Może warto pomyśleć wówczas o takich ludziach jak dr Rafał Wilk? Przy nich jesteśmy bogaci, mamy prawdziwy skarb – nieograniczone możliwości. I zamiast czerpać z nich garściami, wykorzystywać – tylko marudzimy.
Dlaczego o tym? Otóż nie każdy potrafi i chce być jak Rafał. Wielu chłopaków schowało się przed światem we własnej skorupie. Nawet nie próbują wyściubić nosa. Są sfrustrowani, sponiewierani przez życie, przegrani. Nie widzą dla siebie miejsca. Nie ma w nich nadziei. A kiedyś byli pełni życia i jako małolaty, trafiając na treningi – marzyli o zwycięstwach, tytułach, byciu najlepszymi.
Myślicie, że którykolwiek nastolatek rozpoczynający przygodę na motocyklu robi to dla kasy? Zaryzykuję, że żaden. Co najwyżej pojedyncze „egzemplarze”. Większość to zakochani w prędkości, marzący o ściganiu, bezpretensjonalni, zafascynowani adepci, na początku karkołomnej drogi, by poznać arkana sztuki utrzymania w ryzach nieokiełznanego rumaka. Czy wówczas którykolwiek myśli o konsekwencjach porażki? Czy ma taką, śladową choćby, świadomość? Czy zastanawia się nad planem B w przypadku ciężkiej kontuzji? Otóż nie. Żyją pasją, celem i marzeniami. Trochę w sposób tyleż naiwny, co zrozumiały na tym etapie życia. Najkrócej „Coś tam słyszałem o zagrożeniach, ale mnie to przecież nie dotyczy. Ja jestem skazany na sukces”.
Żużel. Czy pieniądze zmieniły Zmarzlika? Kapitan Motoru odpowiada! – PoBandzie – Portal Sportowy
Potem jest życie. Wyboiste. Jeden „ma papiery”, ale marnuje dar od losu. Inny wkłada w żużel całe serce, wykonując tytaniczną pracę, lecz zostaje jeno „przeciętnym” zawodnikiem. Nie masz sprawiedliwości. Inny nie radzi sobie z wybojami po drodze. A tych w sporcie aż nadto. Nieliczni. Bardzo nieliczni. Oni spełniają marzenia o sukcesach, uwielbieniu tłumów, byciu najlepszym, najszybszym i powszechnie kochanym. By jednak gwiazdy świeciły pełnym blaskiem, potrzebują stonowanego, kontrastującego tła. A na owo „tło” składa się miłość, pasja, oddanie i poświęcenie tych, którym los nie pozwolił spełnić młodzieńczych fantazji.
Wielu z nich przygodę ze szlaką kończy dramatycznie. I nie myślę tu jedynie o tych doświadczanych przez ciężkie kontuzje. Bądźmy szczerzy. Niewielu znajduje w sobie siłę pozwalającą powielić drogę Rafała Wilka. Tytuły doktora nauk takoż nie są powszechne na szlace. Większość to proste, swojskie chłopaki, którzy na żużlu „nic” nie osiągnęli. Po przygodzie nie dane im było zaczepić się przy klubach, bądź zawodnikach, choćby w roli mechaników. Nastolatki również bardziej myślą kategoriami życzeniowymi niźli zdrowyorozsądkowymi. Do szkoły nie było po drodze. Planu B takoż nie mieli. Do tego alkohol, używki – to wszystko nie sprzyja osiąganiu stabilizacji w „normalnym” życiu. Wjeżdżają w wiraż, z którego wychodzą często mocno sponiewierani, czasem z paragrafem na koncie, a czasem zwyczajnie – nie przystosowani do codzienności. Oni mają równie trudno jak ci, którym opatrzność zabrała zdrowie.
Nie masz dostępnych psychologów, telefonu zaufania, wiedzy (to przede wszystkim) ale też świadomości, że można i gdzie szukać wsparcia. Taki system nie istnieje. Sławy się nie dopracowali. Pieniędzy nie zarobili. A alkohol tani i kusi, by topić w nim smutki. Stąd już tylko krok do kolizji z prawem. Ilu jest takich? Zapewniam, że równie wielu. Bezimiennych, albo napiętnowanych publicznie, gdy dopuszczają się najcięższych zbrodni. To oczywiste, że powinni odpokutować, ale czy nie zasługują na miłosierdzie i drugą szansę? Czy tylko hejt i krytykanctwo? Przecież poświęcili młodość, by spełnić marzenie, ku naszej uciesze. Ktoś powie – mogli wybrać inaczej. Nikt nie zmuszał. Mieli świadomość w co się pchają. Czy aby na pewno? Ilu nastolatków, a wtedy rozpoczynają swą przygodę, ma taką przezorność i wiedzę?
Pamiętajmy o tym, nim klikniemy w klawiaturę na zasadzie „Kozak w necie – dupa w świecie”. Łatwo kogoś oczernić, wyszydzić, wyśmiać. Nazwać panienką, baletnicą, czy wręcz q…wą. Zalecam zatem autorom takich durnych, nieprzemyślanych wpisów trzy proste kroki. Najpierw – rachunek sumienia. W czym niby jestem od tego ped…ła lepszy? Co takiego wybitnego osiągnąłem w swojej dziedzinie? Takich, mądrych i roztropnych pytań, możecie postawić sobie wiele. Ważne, by odpowiedzieć UCZCIWIE. Zgodnie z prawdą i sumieniem. Dalej – szczera spowiedź. Dlaczego i kiedy byłem durny, nierozumny i niesprawiedliwy? Dlaczego, rzekomo, życie akurat mnie uparło się doskwierać ponad miarę? A może to ze mną jest coś „nie tak”? I wreszcie – żal za grzechy. Publiczne pokajanie się w pakiecie z przeprosinami? No nie. Tu już się rozpędziłem. Wystarczy oszczędzać klawiaturę przed używaniem „radykalnych” ocen, recenzji, opinii czy komentarzy. Nim palniesz – pomyśl co sam pomyślałbyś o tępaku, nie znającym ani Ciebie, ani problemu, a wyżywającym się dziarsko, bo anonimowo w necie.
Wieńcząc. Święta to najlepszy czas dla przemyśleń, zatrzymania się w pędzie donikąd i życzliwości. Zatem mądrych wniosków i uczciwej oceny kozacy. A chłopakom, tym byłym i obecnym gladiatorom, wiary, nadziei, niegasnącej pasji, ale przede wszystkim, przekonania, że z każdego wirażu można się wydostać. Nawet gdy wydaje się to irracjonalne, wręcz niemożliwe. Wesołych Świąt
Przemysław Sierakowski












Żużel. Junior Polonii w trudnej sytuacji. Zabrał głos, walczy o pełną sprawność
Żużel. Oto strój Sajfutdinowa! Tak będzie śmigał w sezonie 2026
Żużel. Duża kasa dla Motoru Lublin! Solidny zastrzyk
Żużel. Cała siła w Brady’ego Kurtza! Wielki sponsor podjął ważną decyzję
Żużel. Trener Stali zabiera głos! Paluch o Holderze, torze i startach syna (WYWIAD)
Żużel. Śląsk już się ściga! Zacięta walka na zgrupowaniu (WIDEO)