fot. Sebastian Daukszewicz
Gniezno ze sponsorem tytularnym (tym samym), ale bez (poprzedniego) prezesa w zarządzie. Sęk w tym, że to ten sam jegomość. Najpierw facet obraża wszystkich wkoło. Zadziera z kibicami. Potem obraża… się na klub i pełnioną funkcję. Zabiera wiaderko i łopatkę. Daje dyla. Zwija się, pozostawiając po sobie spaloną ziemię i znaczące długi.

Kiedy jednak znajduje się desperat, który wbrew wszystkim znakom na niebie, podejmuje się swoistej mission impossible – „stary” prezio oświadcza, iż nadal będzie sponsorem tytularnym klubu. Po drodze nowy „załatwia” licencję dla zespołu (naturalnie z tym federacyjnym pseudo nadzorem, co to nie wiadomo czego, dlaczego, na jakiej podstawie i w jakim zakresie dotyczy).

Przewrotne? Zaiste. Mnie się tu jakoś kropki nie łączą. No chyba, że „były” pojął swą niewiedzę, ignorancję wręcz w dziedzinie prowadzenia klubu, jednakowoż kocha gnieźnieński speedway i gotów poświęcić mu własne, ciężko zarobione talarki. Wierzycie? Gdyby tak było, pierwej spłaciłby „pamiątki” po sobie, a dopiero udawał Zbawiciela. Mam wrażenie, że na bezrybiu (tym z pierwszej stolicy) to i Firma bywszego prezia, za kilka drobnych na waciki robi za raka udającego szlachetną odmianę rybki.

Żużel. Czy Polonia Bydgoszcz będzie chciała skusić Łagutę? Prezes odpowiada! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Co za przemiana trenera mistrzów! Blisko 30 kilogramów w kilka miesięcy! – PoBandzie – Portal Sportowy

Wracają Świętochłowice. I chwała pasjonatom, że dopięli swego. Mam sentyment do Skałki, takoż przebogatej historii klubu. No i zawsze Rybnikowi będzie raźniej z partnerem w regionie. Nie żebym wieszczył degradację ROW, choć zważywszy kolejną długaśną kadencję, zakochanego w sobie tamtejszego bonza – nic nie jest wykluczone.

Świętochłowice to przede wszystkim Paweł Waloszek. Medalista mistrzostw globu i autor słynnej odpowiedzi o tym, że najbardziej ceni sobie tytuł indywidualnego mistrza Polski, ponieważ nigdy go nie zdobył. A trzeba wam wiedzieć, iż Waloszek, który do żużla trafił za sprawą starszego, przyrodniego brata, późniejszego teścia Andrzeja Huszczy (prawda, że wszystko w rodzinie?) – zanotował m.in. pierwszy w historii rodzimej szlaki tytuł vice championa globu (1970), czy też brąz DMŚ, na krajowym podwórku, mimo bardzo długiej kariery, musiał zadowolić się jeno trzema krążkami, bez tego najcenniejszego. Drużynowo w kraju takoż Ślązaków ze Świętochłowic poniekąd prześladowała swoista „klątwa Waloszka”.  W DMP po trzykroć wieszali srebro, dokładając jeden brąz. Złota los poskąpił.

Nie samym Pawłem jednakowoż Śląsk stał. Importowani Kaiser, bądź Rurarz wespół z Nawrockim (brat Waloszka noszący nazwisko matki), Makułą, Staneczko to byli prekursorzy, stanowiący o sile świetochłowickiej szlaki na początku drogi. W szczytowym okresie przełomu lat 60/70-tych prym wiedli obok Waloszka także Mucha, Brabański, wciąż Nawrocki, Wiktor Waloszek ale też choćby… Józef Jarmuła. Potem przyszły nieco chudsze czasy, lecz atmosfera i ekipa zawsze były zacne. Kochman, Matysiak, Zarzecki, Bielica, Sikora, Fabiszak, bracia Basowie, Jurasik, Chiński, Kowolik i wielu, wielu znakomitych gladiatorów o znaczących nazwiskach i pokaźnym dorobku. Jest więc do czego odnosić współczeność i jest co… gonić. Szczerze życzę Ślązakom powodzenia, acz ostatnie doniesienia, choćby z Nowej Huty nie nastrająją nader optymistycznie.

Rzeczony Kraków kolejny raz próbuje na stałe zakotwiczyć na mapie żużlowej Polski. Wyglądało sensownie i roztropnie. Skład uszyty na miarę niewielkich środków w dyspozycji klubu, spisał się zupełnie smacznie. Powojowały Krakusy. Po zakończeniu sezonu takoż trudno było sądzić, że mają pod Wawelem jakieś kłopoty. Medialne doniesienia o rzekomym kuszeniu Nicki Pedersena, zdawały się potwierdzać tendencję rosnącą, A tu nagle… klops. Licencja nie bez problemów. Rolowanie tegorocznych długów na kolejny sezon, mocą „porozumień” z zawodnikami (przy niewielkich relatywnie wierzytelnościach, bo i zdobycze nie były jakoś szczególnie imponujące).

Żużel. Czugunow mówi o awansie! Z Woffindenem dadzą go Ostrovii? – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Góra prezentów u Madsena, Dudek z córeczką na spacerze i piękne choinki. Święta u żużlowców (ZDJĘCIA) – PoBandzie – Portal Sportowy

Skomplikowane relacje między panem, wójtem, a plebanem w kwestii użyczenia stadionu „Wandy”. Wreszcie oparta (jak dotąd), w zasadzie jedynie na nic nie kosztującym „dobrym słowie”,  współpraca z tamtejszym Magistratem. Nie odmawiam ludziom zaangażowanym w krakowski żużel entuzjazmu. Druga prawda jest jednak taka, że dobrymi chęciami, to piekło wybrukowali. Nadal życzę jak najlepiej. Nadal trzymam mocno i szczerze kciuki za powodzenie misji. Nadal jednak przestrzegam. Historycznie, nim powstała Nowa Huta, wieś nosiła nazwę… Mogiła. Zatem – profesjonalizmu, postępów, konsekwencji, by marzenia nie skończyły się powrotem do pierwotnej nazwy miejscowości.

W Gdańsku liżą rany po porażce. Przy tym nie przestają zaskakiwać. Oto Iversen miał otrzymać propozycję „nie do odrzucenia” w kwestii terminów i wysokości rat spłaty bieżących zobowiązań. To pod kątem uzyskania lub nie licencji (ma się rozumieć „nadzorowanej”) przez klub na kolejny sezon. Nie pierwszyzna tamże rzekłbym. Skoro dotąd, zdaniem prezesa i głównego sponsora zarazem,  „wszyscy” zawodnicy narzekając na wypłacalność klubu okazali się niewdzięcznikami, takoż kłamcami, to musi zastanawiać, że rokrocznie powtarzają się z ust kolejnych, niespłaconych najemników te same, rzekomo nieprawdziwe zarzuty. Czyżby coś jednak było na rzeczy?

Obawiam się, że tak. Tadeusz Zdunek kolejny raz opowie ile to wkłada w Wybrzeże serca oraz pieniędzy i jacy ci słabi rajderzy są nienasyceni. Stadion następny rok nie doczeka się inwestycji. Zespół zapewne ponownie nie „zechce” awansować (ci jeno złośliwi ściganci, czy może ci nieopłaceni ściganci winni?). I co wówczas? Naturalnie można pomstować na Tadeusza Zdunka. Przestrzagam jednak przed nieumiarkowaniem w tej dziedzinie. Na tę chwilę nikt „chętny” z większym majątkiem, bądź zapleczem w Trójmieście się nie objawia. Zatem mówiąc kolokwialnie – albo Zdunek, albo wcale. Wybór należy do was gdańscy kibice. Może warto poczekać na najniższym szczeblu, aż do „objawienia”? Jakiś nowy Wieczorek?

Na koniec słowo o zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. W tych dniach odeszła wieloletnia księgowa GKM Elżbieta Aleksandrowicz. „Pani Ela” zaczynała pracę w klubie jeszcze jako panna. Spędziła w nim „całe życie”. Wyszła za mąż. Przyszły na świat dzieci i wnuki. Uwielbiana przez zawodników, którym po trosze „matkowała”. Fachowa, oddana, lojalna, miała tę niepowtarzalną cechę, że potrafiła zachować dla siebie i nie wynosić publicznie z biura, tego co tam widziała i słyszała. Zawsze życzliwa i przyjazna ludziom. Z wielkim sercem dla słabszych i potrzebujących.

Przez kilka ostatnich lat prowadziła księgowość koła PZW. Mąż Adam wędkował, więc Ela pomagała. Na pogrzeb delegacja PZW przybyła ze sztandarem. Klub… nie przybył, mimo obecności wielu byłych żużlowców, sponsorów i działaczy, którzy Elę znali i szanowali. Na oficjalnej stronie GKM także nie znalazłem choćby wzmianki… Przykre. „Nie możemy zawsze robić wielkich rzeczy, ale możemy robić małe rzeczy z wielką miłością” – Matka Teresa. Do zobaczenia Elu. Dziękuję że byłaś, że miałem szczęście spotkać Cię na swej drodze i… przepraszam.

Przemysław Sierakowski