Główny partner portalu

Przemysław Sierakowski, autor tekstu
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Za nami wicemistrzostwa par przegranych klubów. Proponuję ekstra „nad medal” dla pomysłodawcy terminu, choć data to i tak nie musi być wytłumaczenie olania kibiców przez możnych. Tylko GKM zadowolony – przytulił za złoto dodatkowe półtora miliona z miasta. Jedynie Motor z czwórki w play off wybrnął, bo… nie awansował. Artiom Łaguta nie chce jechać w SoN. I ja się mu wcale nie dziwię. Szwedzi pomstują na Polaków, jak my na nich za czasów Karola Gustawa. No i wreszcie – kto ma pecha ten wygrał, czyli żużlowa „walka” o to by nie awansować z eWinner 1.ligi. Trochę się podziało.

 

Pamiętacie film E=mc2? Tamże wyłuszczono zasadę paradoksu kłamcy. Kiedy kłamca kłamie, to kłamie, czy mówi prawdę? W zasadzie kwestia interpretacji. Na żużlu, nikt nawet szczególnie nie próbował kłamać. A to w kwestii finału MPPK tuż przed startem fazy finałowej, zatem decydującej o podziale medali DMP. Tu mistrzostwa i tam mistrzostwa – co więc wadzi i uwiera? Czyżby te krążki w DMP wykonano z jakiegoś szlachetniejszego kruszcu? Na to wyjrzy, choć GKM za złoto w parach przytulił extra półtorej bańki dodatkowego dofinansowania z samorządu. To oczywiście spore podkoloryzowanie z mojej strony, ale faktem pozostaje, że hojny prezydent, wespół z popierającymi go (jeszcze) radnymi koalicji – nie pomnę nawet jak się teraz zwą te towarzystwa, bo i przyzwyczajać się nie warto – jutro będzie inna nomenklatura, tylko gęby te same – uradził był dokapitalizować spółkę, której jest większościowym udziałowcem, kwotą wymienioną. Tak czy siak, za lat kilka nikt szczegółów pamiętać nie będzie, a wynik poszedł w świat. Jak po bojkocie finału DMŚ w Diedenbergen 1996. Wtedy uczestnicy cyklu Grand Prix odmówili startu w Niemczech protestując przeciw wprowadzeniu, ich zdaniem, łysych i niebezpiecznych gum. Polacy pojechali, wygrali z rezerwami i nawet nie drugim, a często trzecim garniturem rywali, tylko dziś mało kto chce o tym wiedzieć i pamiętać. Odtrąbiono sukces i heja. W Grudziądzu podobnie. Wielcy olali widzów, telewidzów i same zawody, bo paraliż przed ewentualnym urazem lidera, a walka o… no właśnie, czy tylko o medale? Dlaczego te w DMP mają być cenniejsze od tych w parach? Bo kasa. Na wiele sposobów. Ot i cała tajemnica. Nie każdy samorząd jest tak hojny jak ten grudziądzki, a na publikę i sponsorów trzeba zapracować wynikami. No to tuzy zapracowały, szczególnie w finale par. Jak cholera. Teraz to bym się dopiero zastanawiał czy warto jakkolwiek wesprzeć spółkę niby sportową, płacącą gwiazdom grube miliony i tak szpetnie olewającą wszelkie świętości. To gdzie tu sport? Gdzie fair play? Tylko w nazwie. Do dupy z tym i tyle. Na początku sezonu jazdy mało, to wszyscy chętni do testów. W eliminacjach chętnie się „rozjeżdżą”. Przed decydującą batalią już się gwiazdeczkom nie uśmiecha, a prezesi nawet dopłacą, byle ścigant został w domu. Bo DMP. Zaiste, przewrotne „rozumowanie”. A grudziądzki  ratusz oby nadal sprzyjał żużlowcom GKM, bo bez tego wsparcia, w małym, biednym mieście nie ma szans na elitarny speedway. I to nie szydera, a stwierdzenie faktu. 

Coś tam przebąkiwano, że ten termin rzeczywiście niby niefortunny. To ja pytam – dlaczego? Nie trafiają do mnie „argumenty” o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Jedno i drugie święto. Przynajmniej w zamyśle. Rykoszetem oberwało się Szwedom. Tam również część naszych największych gwiazd nie pojechała. Jedni opowiadali, że Skandynawowie nie płacą w terminie, inni nic nie opowiadali, a jeszcze inni w Szwecji wystąpili a na krajowy finał „zaspali”, albo nie zdążyli. Macie więc odpowiedź romantyczni kibice, po co startują żużlowcy. Nawet pokaźna pula pieniędzy w parach, pozwalająca zrefundować koszty i zostawić coś jeszcze na waciki, nie zdołała nikogo przekonać. Od prezesów, po zawodników. Oni nie działają dla nas. Oni są dla siebie. Wszystko podporządkowane mamonie. Znak czasów. Za kawałek szkła i parę drobnych nikt nie będzie ryzykował, mając za chwilę do przytulenia znacznie większą kapuchę.  Jedyne wyjście – zmusić. O tym też mówiono przed kamerami. Tylko z niewolnika nie masz robotnika. Przyjadą i wystąpią jak Walas w Memoriale Jędrzejaka. Co wyjazd, to markowany defekt. Może lepiej więc przekonać potencjalnych uczestników, przy okazji wybierając znacznie bardziej sprzyjającą datę. Nie wiem. Możliwe. Ale sportu to już w tym nie ma. Pewnie Castagna i FIM też wiedzą co robią nie organizując od lat finałów DMŚ i MŚP, przy tym nie zważając na świętości?

Artiom Łaguta w tych dniach zapodał, że nie wystąpi w SoN. O tych zawodach wylano już morze atramentu. Ni pies ni wydra. Bez rangi mistrzostw świata. Zasady najdelikatniej – dyskusyjne, to i zważywszy, że akurat Rosyjska federacja olewa żużel i żużlowców, nie płacąc za „takie” sukcesy, Artiomowi się nie dziwię. Co się będzie narażał, mając za chwilę decydujące rozstrzygnięcia w SGP przed sobą? Z Grand Prix to nie tylko oficjalny tytuł można wyciągnąć. Parę srebrników także „przy okazji” wpadnie. Nawet nie wprost z racji premii w zawodach. Pośrednio znacznie więcej. No to i po co ma ryzykować ten bądź inny ścigant nic nie znaczący i nie poprawiający stanu konta, a wręcz przeciwnie turniej, gdy do ugrania za moment „prawdziwe” pieniądze. Tam to nawet „kadra” z łapanki, a „menadżer” z przypadku, bo miał najbliżej do stadionu. I wygrywali. Piękny ten współczesny sport. Jaki romantyczny. Nieprawdaż? A Castagna i jego klakierzy z FIM mogą nadal spać spokojnie. Nikt nie będzie się burzył o DMŚ, MŚP i przywrócenie dyscyplinie dawnej rangi, przy tym utraconego blasku. To mi się nawet adekwatne sformułowanko trafiło. Spać spokojnie. Do FIM pasuje jak znalazł.

Na koniec wracamy na krajowe podwórko. Decydujące mecze w Elipie, ale też w eWinner 1.lidze. Tam to bardziej zabawa pod hasłem : „kto ma pecha ten wygrał”. Co z tego, że prezesi wespół ze szkoleniowcami sprzedają publiczne deklaracje o walce i zaangażowaniu. To nie oni mają się ścigać. A tu szatnia, choć pewnie nie tylko ona, nie ma interesu w promocji. Popatrzcie na składy i rynek zawodniczy. Do wzięcia po ewentualnym awansie nikogo znaczącego. Zakazy regulaminowe w kwestii rozmów, pertraktacji i negocjacji tak skuteczne, że wszystko wiadomo dwa miechy przed zielonym światłem z centrali, to po kiego grzmota się pchać? Żeby skończyć jak Rybnik dwa sezony temu, albo wcześniej Tarnów? To i chłopaki nie palą się do Elipy. Lepiej przypilnować aktualnego, ciepłego gniazdka, wjechać do czwórki, żeby cztery dodatkowe faktury, a tam „przegrać po ambitnej walce”. Reżyseria – życie. Żeby awans mógł być celem i sensem zabawy, musi dawać korzyści. Finansowe korzyści.  Zarówno zawodnikom jak też ich klubom. Dzisiaj tego nie ma. Sens zaś wpychania się na siłę do elity – żaden. Czy istnieje więc dobre rozwiązanie tegoż swoistego pata? No pewnie. Dziesięć ekip w elicie. Ci najbogatsi i najwięksi niech sobie są jak Real i Barca. Kto bogatemu zabroni? Pozostali jednak muszą mieć interes wprost – pieniążki i pośrednio, by nie zrazić kibiców notorycznymi porażkami u siebie po 30-60, a od czasu do czasu z równorzędnym rywalem, móc coś ugrać. Niby proste i logiczne, a wciąż ideologizowane kwadraturą koła przez marynarki. Że co? Że telewizory nie opanują i zrezygnują? Bzdura. Najwyżej nie pokażą wszystkiego i trzeba będzie ruszyć tyłek na stadion by zobaczyć swoich na żywo, ale nie zrezygnuje telewizja ze złotodajnej kury. 

Któż więc awansuje? Pewnie Rybnik, bo tam mają parcie. Chciałby Zdunek, wataha powiada, że jeśli się przytrafi, to nie odda walkowerem.  Tylko nie brzmi to jakoś spójnie z sygnałami samych zainteresowanych, podobno sportowców. Jedynie Ostrów realnie ocenia siły i możliwości, ciesząc się kolejnym sezonem w pierwszej czwórce. Czekają na dziesięć ekip w elicie? Możliwe. Wtedy mieliby z obecnym potencjałem szanse zakotwiczyć na dłużej niż rok i nie zakończyć przygody Armagedonem. A historia przypomina, że można. Lepiej być bogatym wśród biednych niż biednym wśród bogatych. To rozsądne podejście. A może wreszcie Warszawka się zlituje i postanowi o dopuszczeniu do pańskiego stołu jeszcze ze dwóch dziś maluczkich? Oby. To jak z tym kłamcą? Kiedy kłamie, to kłamie, czy mówi prawdę?

5 komentarzy on Żużel. Brzytwa Sieraka: Paradoks kłamcy i kto ma pecha ten wygrał (FELIETON)
    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    8 Sep 2021
    10:43am

    O proszę i drugi fajny felieton pana Sierakowskigo. Miło się czyta i trudno się nie zgodzić.

    Tomasz Michalak
    9 Sep 2021
    8:42am

    Jestem przeciwnikiem KSM jako środka “wyrównującego” szanse. Po pierwsze równa to w dół, a po drugie sprzyja nadmiernej rotacji zawodników. W zamian za to, Ekstraliga by zachęcić do awansu, mogłaby zwiększyć beniaminkowi dofinansowanie z praw telewizyjnych, np. 7 drużyn dostają po 6 mln, a beniaminek 7 baniek. Myślę, że to mogłoby spowodować to, że więcej zawodników niż obecnie “poczekałoby z podpisem” na beniaminka.

    Marta Kleinowska
    11 Sep 2021
    8:52am

    Według mnie należy wprowadzić jakieś rozwiązanie aby nieco wyrównać poziom drużyn i co za tym idzie atrakcyjność ligi. Przydałoby się również odciążyć nieco budżety klubów, zwłaszcza tych mniej zasobnych, aby wszyscy mogli zainwestować w szkolenie młodzieży, bo kto ma to robić jak nie kluby z Ekstraligi. Zastosowane rozwiązania powinny więc zachęcać do wychowywania dobrych zawodników.

    Proponowane przez mnie rozwiązanie nazwałbym kopertowym KSM, gdyż de facto dzieli on zawodników na grupy i ma przeciwdziałać budowaniu dream-teamów i wzajemnym wyrywaniu sobie przez kluby liderów. Jednocześnie proponowane rozwiązanie nie karze zawodników za dobre wyniki, klubów za dobre szkolenie, i dopinguje kluby do dobrego szkolenia młodzieży, co stałoby się kluczowe dla walki o faze play-off. Stwarzałoby to szansę również biedniejszym klubom na sukces, przy założeniu, że sobie na to zapracują pracą z młodymi zawodnikami. Jednocześnie kopertowy KSM miałby być pozbawiony istotnych wad KSM jakie znamy z przeszłości (cóż marynary potrafią spierniczyć wszystko). Istotne jest tu wprowadzenie maksymalnego i minimalnego KSM dla zawodnika.

    Załóżmy, że indywidualny KSM zawodnika byłby obliczany jako czterokrotność jego średniej biegowej (kwestią otwartą pozostaje czy powinno to być liczone z perspektywy ostatniego roku, czy kilku ostatnich lat). W takim przypadku, jak wynika z doświadczeń ostatnich trzech sezonów w Ekstralidze, średnią przekraczającą 9 punktów uzyskuje raczej nie więcej niż 5 zawodników. Z kolei indywidualny KSM wynoszący co najmniej 8 punktów osiąga z reguły nie więcej niż 15-16 zawodników. W związku z tym można pomyśleć nad wprowadzeniem następujących zasad KSM w Ekstralidze:

    1. Maksymalny indywidualny KSM zawodnika nie może być wyższy niż 9,00 punktów – w ten sposób nie karzemy liderów za dobrą jazdę. Zwodnicy z taką średnią stanowią więc jedną kopertę.

    2. Minimalny indywidualny KSM zawodnika, seniora nie może być niższy niż 6,00 punktów – zawodnik po słabym sezonie może mieć problem ze znalezieniem klubu, ewentualnie pozostaje mu rola 5 seniora lub rezerwowego. Zawodnicy z taką średnią też tworzą jedną kopertę.

    3. Minimalny indywidualny KSM zawodnika, juniora nie może być niższy niż 2,50 punktu – to pierwsza zachęta do dobrego szkolenia młodzieży.

    4. W przypadku juniora, wychowanka danego klubu, KSM zawsze wynosi 2,50 punktu – drenowanie juniorów z innych drużyn przestaje być tak opłacalne i klub nie jest karany za dobrych młodzieżowców. W tym względzie pewnie trzeba byłoby wprowadzić okres przejściowy i uznać, że wszyscy zawodnicy juniorzy jeżdżący w sezonie np. 2020 w danym klubie, są uznawani do celu obliczania KSM jako jego wychowankowie.

    5. Przy obliczaniu KSM drużyny uwzględnia się 4 seniorów o najwyższym indywidualnym KSM oraz juniora o najwyższym KSM – ogranicza to trochę konieczność szukania zawodników tak by suma KSM pasowała – nie dotyczy to piątego seniora, który może mieć dowolny KSM, ale niższy (podkreślam nie równy a niższy) od KSM 4 seniora. Tu można się zastanowić czy powinno się dopuścić równy KSM 4 i 5 seniora.

    6. Minimalny KSM zawodnika, seniora który w poprzednim sezonie nie startował w Ekstralidze lub 1 lidze wynosi 7,50 punktu. Jeżeli ten zawodnik będzie stałym uczestnikiem Grand Prix to jego KSM wynosi 8 punktów.

    7. Zastosowanie współczynnika 0,75 przy obliczaniu KSM dla zawodnika z 1 ligi z uwzględnieniem rozwiązań z punktów wcześniejszych.

    8.Przy obliczaniu KSM drużyny uwzględnia się 4 seniorów o najwyższym indywidualnym KSM oraz juniora o najwyższym KSM – w efekcie dobry junior ale kupiony “zjada” KSM seniorów.

    9. Limit KSM dla drużyny wynosi 33,5 punktu (obliczyłem go przyjmując 3*8 punktów+1*7 punktu+1*2,50 punktu – założenie wzięło się stąd, że drużyna nie będzie mogła mieć 4 liderów tzw. armat – chyba że trafi z transferem zawodnika, który wyrośnie na lidera.

    10. Drużyna mogłaby przekroczyć KSM w okresie jednego sezonu, pod warunkiem, że czterech seniorów służących do wyliczenia drużynowego KSM nie zmieniłoby się.

      Przemysław Sierakowski
      11 Sep 2021
      6:16pm

      Bardzo interesująca i przemyślana koncepcja – pytanie tylko, czy kogokolwiek zainteresuje, obawiam się, że opór materii jest w tym wypadku zbyt duży – pozdrawiam

    obserwator
    13 Sep 2021
    2:53pm

    kolejny bardzo dobry felieton Pana Przemka.
    Żużel jest w tej chwili usportowioną formą rozrywki, więc mamona stanowi numer jeden. I nie musi w tym być samo zło. Nie musi, ale często niestety pachnie brzydko, absolutnie inaczej niż mieszanka spalonego oleju nad stadionem. Jest zawodowa liga polska, więc oczekuje się od jej uczestników zawodostwa. I oni profesjonalnie wybierają najlepsze opcje dla siebie, czyt. zawody, drużyny, okoliczności i czas. Optymalizacja spodziewanych zysków do ponoszonych kosztów. Co więc począć? Rozszerzać ligę? Ile drużyn by ona (najwyższa klasa rozgrywek) nie liczyła, stanowi o elitarności, gdzie wszystko, także koszty są na najwyższym poziomie.
    KSM? Przerabialiśmy to już. Kombinacje były niezłe. A to “defekty”, a to inne niedyspozycje gdy średnia wzrastała. Albo jest to sport i każdy stara się być najlepszym i jak to często słychać od samych ścigantów: ustawiam się pod taśmą by wygrać, albo Kalkulowany Sport Motocyklowy. W ekstralidze powinny startować drużyny które na to stać , które zbudują odpowiednio wysoki budżet i zgłoszą chęć do rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywek. Bez regulaminów na setki stron.

Skomentuj

5 komentarzy on Żużel. Brzytwa Sieraka: Paradoks kłamcy i kto ma pecha ten wygrał (FELIETON)
    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    8 Sep 2021
    10:43am

    O proszę i drugi fajny felieton pana Sierakowskigo. Miło się czyta i trudno się nie zgodzić.

    Tomasz Michalak
    9 Sep 2021
    8:42am

    Jestem przeciwnikiem KSM jako środka “wyrównującego” szanse. Po pierwsze równa to w dół, a po drugie sprzyja nadmiernej rotacji zawodników. W zamian za to, Ekstraliga by zachęcić do awansu, mogłaby zwiększyć beniaminkowi dofinansowanie z praw telewizyjnych, np. 7 drużyn dostają po 6 mln, a beniaminek 7 baniek. Myślę, że to mogłoby spowodować to, że więcej zawodników niż obecnie “poczekałoby z podpisem” na beniaminka.

    Marta Kleinowska
    11 Sep 2021
    8:52am

    Według mnie należy wprowadzić jakieś rozwiązanie aby nieco wyrównać poziom drużyn i co za tym idzie atrakcyjność ligi. Przydałoby się również odciążyć nieco budżety klubów, zwłaszcza tych mniej zasobnych, aby wszyscy mogli zainwestować w szkolenie młodzieży, bo kto ma to robić jak nie kluby z Ekstraligi. Zastosowane rozwiązania powinny więc zachęcać do wychowywania dobrych zawodników.

    Proponowane przez mnie rozwiązanie nazwałbym kopertowym KSM, gdyż de facto dzieli on zawodników na grupy i ma przeciwdziałać budowaniu dream-teamów i wzajemnym wyrywaniu sobie przez kluby liderów. Jednocześnie proponowane rozwiązanie nie karze zawodników za dobre wyniki, klubów za dobre szkolenie, i dopinguje kluby do dobrego szkolenia młodzieży, co stałoby się kluczowe dla walki o faze play-off. Stwarzałoby to szansę również biedniejszym klubom na sukces, przy założeniu, że sobie na to zapracują pracą z młodymi zawodnikami. Jednocześnie kopertowy KSM miałby być pozbawiony istotnych wad KSM jakie znamy z przeszłości (cóż marynary potrafią spierniczyć wszystko). Istotne jest tu wprowadzenie maksymalnego i minimalnego KSM dla zawodnika.

    Załóżmy, że indywidualny KSM zawodnika byłby obliczany jako czterokrotność jego średniej biegowej (kwestią otwartą pozostaje czy powinno to być liczone z perspektywy ostatniego roku, czy kilku ostatnich lat). W takim przypadku, jak wynika z doświadczeń ostatnich trzech sezonów w Ekstralidze, średnią przekraczającą 9 punktów uzyskuje raczej nie więcej niż 5 zawodników. Z kolei indywidualny KSM wynoszący co najmniej 8 punktów osiąga z reguły nie więcej niż 15-16 zawodników. W związku z tym można pomyśleć nad wprowadzeniem następujących zasad KSM w Ekstralidze:

    1. Maksymalny indywidualny KSM zawodnika nie może być wyższy niż 9,00 punktów – w ten sposób nie karzemy liderów za dobrą jazdę. Zwodnicy z taką średnią stanowią więc jedną kopertę.

    2. Minimalny indywidualny KSM zawodnika, seniora nie może być niższy niż 6,00 punktów – zawodnik po słabym sezonie może mieć problem ze znalezieniem klubu, ewentualnie pozostaje mu rola 5 seniora lub rezerwowego. Zawodnicy z taką średnią też tworzą jedną kopertę.

    3. Minimalny indywidualny KSM zawodnika, juniora nie może być niższy niż 2,50 punktu – to pierwsza zachęta do dobrego szkolenia młodzieży.

    4. W przypadku juniora, wychowanka danego klubu, KSM zawsze wynosi 2,50 punktu – drenowanie juniorów z innych drużyn przestaje być tak opłacalne i klub nie jest karany za dobrych młodzieżowców. W tym względzie pewnie trzeba byłoby wprowadzić okres przejściowy i uznać, że wszyscy zawodnicy juniorzy jeżdżący w sezonie np. 2020 w danym klubie, są uznawani do celu obliczania KSM jako jego wychowankowie.

    5. Przy obliczaniu KSM drużyny uwzględnia się 4 seniorów o najwyższym indywidualnym KSM oraz juniora o najwyższym KSM – ogranicza to trochę konieczność szukania zawodników tak by suma KSM pasowała – nie dotyczy to piątego seniora, który może mieć dowolny KSM, ale niższy (podkreślam nie równy a niższy) od KSM 4 seniora. Tu można się zastanowić czy powinno się dopuścić równy KSM 4 i 5 seniora.

    6. Minimalny KSM zawodnika, seniora który w poprzednim sezonie nie startował w Ekstralidze lub 1 lidze wynosi 7,50 punktu. Jeżeli ten zawodnik będzie stałym uczestnikiem Grand Prix to jego KSM wynosi 8 punktów.

    7. Zastosowanie współczynnika 0,75 przy obliczaniu KSM dla zawodnika z 1 ligi z uwzględnieniem rozwiązań z punktów wcześniejszych.

    8.Przy obliczaniu KSM drużyny uwzględnia się 4 seniorów o najwyższym indywidualnym KSM oraz juniora o najwyższym KSM – w efekcie dobry junior ale kupiony “zjada” KSM seniorów.

    9. Limit KSM dla drużyny wynosi 33,5 punktu (obliczyłem go przyjmując 3*8 punktów+1*7 punktu+1*2,50 punktu – założenie wzięło się stąd, że drużyna nie będzie mogła mieć 4 liderów tzw. armat – chyba że trafi z transferem zawodnika, który wyrośnie na lidera.

    10. Drużyna mogłaby przekroczyć KSM w okresie jednego sezonu, pod warunkiem, że czterech seniorów służących do wyliczenia drużynowego KSM nie zmieniłoby się.

      Przemysław Sierakowski
      11 Sep 2021
      6:16pm

      Bardzo interesująca i przemyślana koncepcja – pytanie tylko, czy kogokolwiek zainteresuje, obawiam się, że opór materii jest w tym wypadku zbyt duży – pozdrawiam

    obserwator
    13 Sep 2021
    2:53pm

    kolejny bardzo dobry felieton Pana Przemka.
    Żużel jest w tej chwili usportowioną formą rozrywki, więc mamona stanowi numer jeden. I nie musi w tym być samo zło. Nie musi, ale często niestety pachnie brzydko, absolutnie inaczej niż mieszanka spalonego oleju nad stadionem. Jest zawodowa liga polska, więc oczekuje się od jej uczestników zawodostwa. I oni profesjonalnie wybierają najlepsze opcje dla siebie, czyt. zawody, drużyny, okoliczności i czas. Optymalizacja spodziewanych zysków do ponoszonych kosztów. Co więc począć? Rozszerzać ligę? Ile drużyn by ona (najwyższa klasa rozgrywek) nie liczyła, stanowi o elitarności, gdzie wszystko, także koszty są na najwyższym poziomie.
    KSM? Przerabialiśmy to już. Kombinacje były niezłe. A to “defekty”, a to inne niedyspozycje gdy średnia wzrastała. Albo jest to sport i każdy stara się być najlepszym i jak to często słychać od samych ścigantów: ustawiam się pod taśmą by wygrać, albo Kalkulowany Sport Motocyklowy. W ekstralidze powinny startować drużyny które na to stać , które zbudują odpowiednio wysoki budżet i zgłoszą chęć do rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywek. Bez regulaminów na setki stron.

Skomentuj