Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Brad Oxley, były amerykański żużlowiec, dwukrotny indywidualny mistrz Stanów Zjednoczonych w latach 1987 i 1999, a obecnie promotor speedwaya w Costa Mesa, uległ tragicznemu wypadkowi w Meksyku. Były zawodnik podczas jazdy motocyklem zderzył się z jeleniem. Jego walka o przetrwanie i przeżycie była trudna, a gdyby nie pomoc przyjaciół i najbliższych, prawdopodobnie nie udałoby się go uratować.

To miała być zwykła przejażdżka motocyklowa po pustynnych terenach Meksyku, nieopodal domu rodzinnego ojca Oxleya w Punta Chivato. Nagle na drogę, którą przemierzał Brad Oxley, wyskoczył jeleń, a na reakcję nie było czasu. Niestety zderzenie ze zwierzęciem zakończyło się niemal tragicznie. Gwałtowny wypadek pozbawił Brada przytomności, którą odzyskał dopiero po dłuższej chwili. Jak sam relacjonował, po odzyskaniu świadomości poczuł niesamowity ból przeszywający całe jego ciało. Wiedział, że jego sytuacja jest bardzo trudna, znajdował się na środku pustyni, próżno było więc szukać pomocy. Próbując wstać o własnych siłach zorientował się, że jego stan jest poważny. Znajdował się wiele kilometrów od domu, od jakiejkolwiek cywilizacji. Olbrzymi obrzęk, połamane żebra, niewyobrażalny ból sprawiały, że nie mógł ruszyć się z miejsca. Tak zaczęła się jego walka o przetrwanie.

– Życie uratował mi tak naprawdę motocykl, na którym podróżowałem. Była to Honda 450L z elektrycznym rozrusznikiem. Po zderzeniu z jeleniem nie byłem w stanie podnieść się o własnych siłach, ustać na nogach. Motocykl leżał obok mnie, rękami wykopałem więc dołek, aby oprzeć jego opony, celem podniesienia go. Podciągnąłem się na nim siłą mięśni, aby dosięgnąć przycisku „Start”. Na szczęście sprzęt odpalił, a ja wsunąłem się na niego i powoli dosłownie czołgałem się na tym motocyklu, by dotrzeć do domu mojego przyjaciela, oddalonego o 20 mil od miejsca wypadku – opowiadał swojemu przyjacielowi Brad Oxley.

Przyjaciel Brada od razu zauważył, że jego stan jest bardzo ciężki. Gdy udało się go rozebrać, gołym okiem było widać liczne obrażenia zewnętrzne. Tych wewnętrznych dostrzec się jednak nie dało. Co gorsza, Brad nie mógł mówić, a więc komunikacja z nim była utrudniona. Jęczał z bólu i gestykulował. Jaleen Oxley wezwała na pomoc swoich synów, którzy mają dobry kontakt z lokalnymi pilotami samolotów. Panowie zadzwonili do swojego zaprzyjaźnionego pilota Mike’a Pattersona. Jego szef, słysząc rozmowę z Jaleen bez wahania nakazał mu, aby ten poleciał odrzutowcem do Meksyku i przetransportował rannego Brada do Kalifornii.

Udzielenie natychmiastowej pomocy rannemu nie było możliwe w Meksyku. Fatalny stan dróg i brak oświetlenia nocą sprawiały, że jakakolwiek podróż była niemożliwa. Plan pilota był taki, aby odebrać Brada z lotniska Loretto, oddalonego o około dwie i pół godziny drogi od feralnego miejsca w Punta Chivato. Stamtąd miałby zostać przetransportowany do Stanów Zjednoczonych. Problem polegał na tym, że początkowy odcinek trasy z Punta Chivato przypominał górski szlak, a nie drogę po której można by się swobodnie poruszać. Finalnie udało się. Około 21:30 samolot z rannym na pokładzie wylądował w Kalifornii, skąd miał zostać przewieziony do szpitala. Brad Oxley nie był jednak przychylny temu pomysłowi. Chciał wracać natychmiast do domu. Twierdził, że dobrze przespana noc, a także powitanie ze strony jego psa sprawią, że jego stan się poprawi. Następnego dnia ból był już nie do zniesienia. Brad uległ namowom i zgodził się na transport do szpitala Mission Hills w Mission Viejo. Gdy dotarł na miejsce, lekarze po wstępnych oględzinach natychmiast zlecili wysłanie go na salę operacyjną.

– Czas odgrywał kolosalne znaczenie. Przez pachwinę dostaliśmy się do aorty. Gdyby dotarł do szpitala później, jego życia najprawdopodobniej nie udałoby się uratować. Po prostu by się wykrwawił. Gdyby nie szybka pomoc, zorganizowana przez jego bliskich, transport samolotem, nie miałby szans na przeżycie. Przyjaciele uratowali mu życie – mówili lekarze ze szpitala Mission Hills.

Następnego dnia, po operacji, gdy stan rannego nieco się ustabilizował lekarze mogli przystąpić do czynności mających na celu zdiagnozowanie złamań, obić oraz innych urazów zewnętrznych. Brad miał przebite płuco, złamanych 12 żeber, złamanie rozciągające się od kości ogonowej do pierwszego kręgu oraz wstrząs mózgu. Na oddziale intensywnej terapii pozostawał przez 5 dni, a kolejne dwa spędził na oddziale ratunkowym. Gdyby nie sytuacja związana z pandemią, w szpitalu pozostałby jeszcze dłużej.

Kiedy życie Brada Oxley wróci do względnej normy? Tego na ten moment nie wiadomo. Sam zainteresowany już snuje jednak plany organizacji imprez na terenach Costa Mesa, gdzie pełni rolę żużlowego promotora. Na dzień dzisiejszy władze stanowe nie wyrażają jednak zgody na organizację zgromadzeń, imprez z udziałem publiczności i innych.

– Nie znajduję słów, które mogłyby wyrazić wdzięczność i podziękowania moim przyjaciołom. Nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jak dobrzy ludzie mnie otaczają. Wypadek pozwolił mi spojrzeć na to inaczej. Moi bliscy uratowali mi życie. Do końca swoich dni pozostanę im wdzięczny za to, co dla mnie zrobili. Doceniłem i uświadomiłem sobie fakt, aby szanować ludzi, zwłaszcza tych, na których możesz liczyć w trudnych sytuacjach. Dziękuję, dziękuję, dziękuję… – mówił Brad Oxley gdy jego stan uległ poprawie.

Na tym jednak kłopoty byłego mistrza Stanów Zjednoczonych się nie skończyły. Okazało się, że jego ubezpieczenie zdrowotne wygasło na 6 dni przed feralnym zdarzeniem w Meksyku. Brak możliwości organizacji wydarzeń sportowych sprawił, że zarobki Brada uległy uszczupleniu. Koszty leczenia, rehabilitacji są natomiast ogromne. W chwili obecnej Amerykanin nie jest w stanie wiązać końca z końcem. Wobec tego, z inicjatywy jego przyjaciół zorganizowana została specjalna zbiórka, mająca na celu pokrycie choćby części rachunków za leczenie Brada. Udało się zebrać ponad 30 tysięcy dolarów.

Osoby chcące wesprzeć byłego żużlowca mogą wpłacić zasilić zbiórkę, która jest prowadzona pod tym linkiem (kliknij w tekst, by przejść do strony z aukcją).

SEBASTIAN SIREK