W ostatnim czasie coraz więcej przedstawicieli sportu żużlowego decyduje się na stworzenie swojej biografii. Sporo mówiło się chociażby o książce Taia Woffindena, a niebawem na polski rynek wejdzie też pozycja tworzona przez Nickiego Pedersena. Wielu kibiców Falubazu Zielona Góra chętnie przeczytałaby wspomnienia Piotra Protasiewicza. Ulubieniec fanów Motomyszy nie wyklucza napisania biografii, ale nie jest to łatwy temat.

 

Co ciekawe, pierwsze propozycje spisania wspomnień legendarny żużlowiec dostawał jeszcze za czasów swoich startów na żużlu. Uznał jednak, że do takiego tematu, jeśli będzie okazja, należy wrócić po zakończeniu ścigania.

– Miałem propozycje z trzech kierunków. Wtedy się jeszcze ścigałem i uważałem, że nie jest to moment, aby to powstało. Ja mam wizję w głowie, bo jak zadawano mi pytania to odpowiadałem tak, że czytałem biografie absolutnie świetnych sportowców, którym pod kątem rozpoznawalności nie dorastam do parteru i poza jedną biografię legendy pływania nie zrobiły na mnie wrażenia. To nie było to, czego bym oczekiwał jako kibic sportu. Uważam, że wiele z nich jest podrasowanych i przekoloryzowanych – tłumaczy Piotr Protasiewicz w rozmowie z Radiem Index.

Żużel. Smektała i PSŻ dogadali się przy… dorszu! Mówi o transferze i córeczce (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Dlaczego GKM wybrał Miśkowiaka? Kościecha odsłania kulisy – PoBandzie – Portal Sportowy

W karierze Protasiewicza działo się tyle, że materiału na ewentualną książkę z pewnością nie będzie brakować. „PePe” był bohaterem głośnych transferów, święcił wielkie sukcesy i od środka obserwował kontrowersyjne sytuacje oraz zmieniający się żużel. Opisywanie kulis interesuje dzisiejszego dyrektora sportowego zielonogórzan znacznie bardziej niż sama faktografia.

Dziś w dobie internetu możemy dokładnie sprawdzić co i kto osiągnął. Jest to fajne, ważne, ale to może zrobić każdy w każdym momencie. Ja oczekiwałem zawsze czegoś, co nigdy nie ujrzało światła dziennego. Mamy wielu kibiców sportu żużlowego w Polsce, których interesuje kuchnia. Fajnie by to było coś, czego do końca jako zawodnik najnormalniej nie mogłem powiedzieć, bo współpracowałem z tymi ludźmi i pewnie by mi to trochę przeszkodziło. Dziś jestem niezależnym człowiekiem, co miałem zrobić, to zrobiłem. Nikogo się nie muszę bać. Nikogo nie okradłem. Pewne rzeczy pewnie mogłem zrobić inaczej, ale finalnie jakbyśmy się zagłębili, to nikomu krzywdy nie zrobiłem – opowiada 49-latek.

– Było parę sytuacji, na które mam świadków, dotyczących osób, które są dalej przy sporcie żużlowym czy w daleko idących mediach. Uważają się dziennikarzami, choć dla mnie nie są nimi do końca. Potrafią się mądrować, a jest parę sytuacji, gdzie myślę, że ich ego byłoby mocno nadszarpnięte. To nie chodzi, że chciałbym zrobić przykrość, ale byłyby to rzeczy ciekawe. Czy z kontraktów, czy rozmów. Trochę czarnej strony, jak np. przekupstwa. Jak przez 31 lat jak dochodziło się do niektórych spraw sprzętowych, jak to wszystko funkcjonowało. Ile szczęścia musiałem mieć, żeby być w pewnym miejscu. Do tego kontuzje, o których się nie mówi. Dwa razy byłem blisko, nawet w niewiedzy, aby skończyć na wózku inwalidzkim. Do dzisiaj mam zdjęcia rezonansów. To mnie zawsze interesowało. To poparte opisem, zdjęciem, kuchnią byłoby ciekawe – kontynuuje.

Żużel. Nowy nabytek Sparty wygrywa w Australii! Słaby występ Jeppesena – PoBandzie – Portal Sportowy

Książki o legendzie Falubazu nie należy zatem spodziewać się w szybkim czasie. Jeśli coś takiego powstanie, to Protasiewicz chciałby, aby było maksymalnie dopracowane. Na razie ma on jednak wiele czasochłonnych zadań jako dyrektor sportowy. Z nim w nowej roli zielonogórzanie wrócili na dobre tory, ścigają się w PGE Ekstralidze i coraz mocniej myślą o walce o medale w niedalekiej przyszłości.

– To rzeczy, które można pokazać, ale czy będzie to możliwe? Czy będzie czas? Czy będę osobą, która to spisze? Zobaczymy. Jak będzie propozycja, będzie mi się chciało i nie będę miał tyle wyjętego czasu, to można pomyśleć – podsumował Piotr Protasiewicz.