Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Bartosz Zmarzlik na długo zapamięta sobotni wieczór na Stadionie Olimpijskim. Mistrz świata w wielkim stylu wygrał kolejną rundę, powtarzając niesamowitą akcję Tomasza Golloba z zawodów z 1999 roku. Po turnieju 26-latek nie ukrywał ogromnego szczęścia i przyznał, że był to dla niego bardzo pracowite rundy cyklu.

 

Kiniczanin nie miał najlepszego wejścia w sobotnie zawody. W pierwszych trzech startach nie przywiózł on zwycięstwa, a lepsi od niego byli Tai Woffinden, Robert Lambert i Artiom Łaguta. Od czwartej serii zawodnik Moje Bermudy Stali prezentował się już jednak tak, jak nas do tego przyzwyczaił.

– Zawsze tak samo podchodzę do zawodów, więc nic w moim podejściu nie zmieniło się w ten weekend. Szczerze, to troszeczkę się zestresowałem po tych trzech biegach i trzech dwójkach. Mówiłem sobie: „Wow robię dwa punkty, ale czuje się tak wolny, że nie wiem jak je robię”. Potem złapaliśmy coś i czułem się znakomicie – mówił Zmarzlik w rozmowie z Łukaszem Benzem z Canal+.

Kibice z pewnością przez wiele lat będą wspominać to, co wydarzyło się w biegu finałowym. Zmarzlik przez cztery okrążenia ścigał Łagutę, aż w końcu kapitalnie przyciął na ostatnich metrach i wyszarpał wygraną.

– W finale też popełniłem błędy, ale udało się, więc jestem niezmiernie szczęśliwy. Za długo tworzyłem to, co wczoraj, czyli budowałem prędkość na zewnętrznej. Był taki moment, że ja stawałem, a rywale wyjeżdżali z pasa z szorstkiej nawierzchni. Prawie się nadziałem na koło, bo byłem bardzo szybki i musiałem zrobić coś, żeby nie hamować motoru. Mówię: „A, idę w płot, tnę i cztery litery do tyłu dam na prostej”. Jak widać, to się udało – komentował 26-latek.

– Półfinał też wygrałem po walce z Artiomem, a na finał były zupełnie inne ustawienia. Bardzo się cieszę z tego. Dziękuję moim chłopakom z teamu. W teamie panował przez cały weekend wielki spokój i mogliśmy sobie pracować i robić burzę mózgów – dodał.

Po triumfie w takim stylu nie mogło zabraknąć dedykacji. Zmarzlik zadedykował zwycięstwo swojemu synowi – Antoniemu, który zawody śledził przed telewizorem. Podziękowania powędrowały też do narzeczonej mistrza świata – Sandry Grochowskiej.

– Dedykuję to mojemu Antkowi. Na pewno trzymał bardzo mocno kciuki i już się nie mogę doczekać kiedy ze mną będzie jeździł na zawody. Będziemy razem w teamie pracować. Dziękuję też mojej Sandrze. Naprawdę duży szacun dla wszystkich kobiet, które wychowują dzieci. Poświęcają całe swoje dni. Moja Sandra z tego dobrze się wywiązuje. Kocham Was i do zobaczenia – przyznał mistrz świata.

Po czterech z jedenastu rund cyklu Zmarzlik ma już tylko trzy punkty straty do liderujących Macieja Janowskiego i Artioma Łaguty. Podopieczny Stanisława Chomskiego przyznaje jednak, że klasyfikacją zbytnio się nie przejmuje.

– To się nie liczy. Najważniejsze, żeby wyciągać z jazdy fun. Ja nic tak naprawdę nie muszę, a mogę. Dajcie nam trochę spokoju, więcej pracy i niech każdy robi to, co dla niego należy. Róbmy widowisko, żeby stadion wstawał i klaskał po finałach – podsumował triumfator wrocławskich turniejów.