– Byłem na Wembley, kiedy Barry wygrywał swój drugi tytuł mistrza świata przed 85-tysiącami kibiców. Szesnaście lat później Barry przyszedł do mojego biura i przegadaliśmy ponad godzinę o żużlu. To był początek naszej przyjaźni. To fantastyczny człowiek i sportowiec – wspominał pierwsze spotkanie z Barry Briggsem twórca potęgi Formuły 1, Bernie Ecclestone. Niedawno, 30 grudnia ubiegłego roku, ostatni żyjący przedstawiciel wielkiej ery nowozelandzkiego żużla świętował w Kalifornii swoje 90. urodziny. W latach 1954-1979 Nowa Zelandia miała swoich żużlowych trzech króli. Ronnie Moore, Ivan Mauger oraz Barry Briggs zdobyli łącznie 12 indywidualnych tytułów mistrzowskich. Pierwszy tytuł mistrzowski wywalczył Moore w 1954. Briggs wygrywał czterokrotnie, a Ivan Mauger zapisał na swoim koncie sześć tytułów. Ostatni w 1979 roku. Wszyscy trzej swoje żużlowe kroki stawiali na torze w nowozelandzkim Christchurch. 

 

– Często pojawiały się pytania podczas pobytu w Polsce, Czechosłowacji czy Rosji o to, jak to możliwe, że takie małe miasteczko może mieć aż trzech bardzo dobrych żużlowców. Odpowiadałem zawsze wciskając sprawdzony „kit”, że tak na nas działała lokalna woda. Niektórzy to łapali. Prawda jest jednak taka, że my, Nowozelandczycy, mamy mocne parcie do tego, aby osiągnąć zamierzony cel bez względu na trudności, jakie spotkamy po drodze. Dlatego właśnie Hillary zdobył Everest. Mamy takie podejście do życia w swoich korzeniach – wspominał Briggs na łamach swojej autobiografii. 

Barry Briggs doskonale pamięta jak popularny był kiedyś żużel i jakie wielkie zachwyty wzbudzał pierwszy nowozelandzki żużlowy król i mistrz świata Ronnie Moore.

Żużel. Jerzy, Tomasz i Bartosz. Trzej Królowie polskiego żużla (WIDEO) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Thomsen… „gówniarą z paletkom”?! Kibice ostro o wpisie Stali! – PoBandzie – Portal Sportowy

– Żużel to był i jest ekscytujący sport. To taka dyscyplina, w której widzisz i najlepszego i najgorszego niemal jednocześnie. Ronnie był uwielbiany przez kobiety. On był dla nich jak gwiazdą rocka. Żużel był kiedyś takim takim rock and rollem dla mas przed tą erą muzyki. Po wojnie wzbudzał zachwyty tłumów – dodawał Barry Briggs. 

Sam Briggs jazdę na żużlu zaczynał w szkółce żużlowej w Sockburn. Na torze jechał zupełnie odmiennie od innych zawodników. Kiedy inni zwalniali na wirażach, on starał się jechać szybko, aby być w tym elemencie lepszym od innych.

Jakie opony motocyklowe wybrać? Przegląd modeli na 2025 rok – PoBandzie – Portal Sportowy

– Na początku nie miałem tak naprawdę jakichkolwiek pieniędzy. Dowoziłem zatem paliwo czy pompowałem kolegom opony. Za swoją pracę mogłem przejechać darmowo parę okrążeń po torze. Tak to się zaczęło – wspomina Briggs na łamach The Press. 

W wieku lat siedemnastu Briggs wyruszył do Anglii, gdzie uczył się żużla pod skrzydłami pierwszego nowozelandzkiego króla speedwaya – Ronniego Moore’a w zespole Wimbledonu.

– Pojechałem, a raczej popłynąłem, bez swojego  motocykla, co nie było mądre. Ronnie startował w poniedziałkowych spotkaniach, a od wtorku mógł mnie uczyć jak jeździć, abym był coraz lepszym zawodnikiem. Nigdy nie sądziłem, że będę lepszy od niego, ale przyznaję, że jak z nim rywalizowałem, to byłem dla niego delikatniejszy na torze, aniżeli dla kogokolwiek innego. Myślę, że Ronnie powinien mieć na swoim koncie więcej tytułów mistrzowskich, aniżeli dwa. Nikt jednak z naszej trójki nie miał większego głodu wygrywania aniżeli Ivan. Dla niego żużel był istną religią – wspominał Briggs.

W latach 60. po raz pierwszy Barry Briggs wystartował w Polsce. Wyjazd do Polski utknął mu w pamięci z dwóch względów, nietypowego sędziego zawodów oraz poczucia humoru Ivana Maugera.

Żużel. Tak Kurtz załatwił wszystkich w finale! Co za przewaga! (WIDEO) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Znalazł zespół w Polsce przez… Facebooka! „Byłem w szoku, że nie ma jeszcze klubu” – PoBandzie – Portal Sportowy

– Pojechaliśmy do Polski po raz pierwszy na jakieś międzynarodowe zawody i byliśmy bardzo zaskoczeni faktem, że ma je sędziować nie kto inny jak… kobieta. Warunki, jak wiadomo, panowały odmienne aniżeli w Anglii. Jedzenie owszem jakieś było, ale nie do końca przypadało nam do gustu. Byliśmy głodni. Pamiętam, że siedzieliśmy z Ivanem i w pewnym momencie on wyjął batona Mars i przymierzał się do jego zjedzenia. Zaproponowałem mu, że go po prostu odkupię. Ivan spojrzał i odpowiedział, że mnie na niego nie stać oczywiście w formie żartobliwej – wspominał pierwszy wyjazd do Polski Barry Briggs na łamach swojej biografii.

Barry Briggs tytuł mistrzowski wywalczył w swojej karierze czterokrotnie. O jego popularności najdobitniej świadczy fakt, iż dwukrotnie plasował się na drugim miejscu w plebiscycie na brytyjską sportową osobowość roku. W 1964 roku uplasował się za złotą medalistką olimpijską w skoku w dal, Mary Rand. Dwa lata później lepszy okazał się mistrz świata w piłce nożnej Bobby Moore. Za niesprawiedliwą uważał żużlowiec wygraną nad zdobywcą hat-tricka w finale mistrzostw świata w piłce nożnej, Geoffem Hurstem. Do grona jego znajomych należeli Bernie Ecclestone czy aktor Steve McQueen. W 1973 został odznaczony medalem MBE.

– Dla mnie najcenniejszy z tytułów to był ten wywalczony w 1957 roku. To był mój pierwszy tytuł i smakował najlepiej. Generalnie każdy bardzo cieszył, ale wydaje mi się, że ten pierwszy jest zawsze wyjątkowy – mówił podczas jednej z rozmów w trakcie wizyty na Grand Prix w Gorzowie. 

To podczas tego finału Briggs posmakował „gniewu” ze strony jednego ze szwedzkich kibiców, który po jego wygranej nad Ove Fundinem spoliczkował jego żonę.

– To było niezwykle głupie zachowanie. Wiadomo, że każdy z uczestników finału chce tytuł zdobyć. Raz wygra jeden, raz drugi. Ludzie często tego nie rozumieją i zachowują się w głupi sposób – komentował tamto zajście po latach Briggs. 

Ove Fundin oraz Barry Briggs 1964

Po raz ostatni czterokrotny indywidualny mistrz świata wystąpił w finale światowym w 1972 roku. Po wygraniu w pierwszym biegu, w kolejnym zaliczył upadek, na wskutek którego utracił jednego z palców u ręki. 

– Zostawiłem za dużo miejsca i jeden z zawodników wyprzedził mnie od wewnętrznej, zabierając praktycznie ze sobą jeden z palców mojej lewej ręki. To był mój pożegnalny występ w finale – wspominał Barry Briggs. 

Oprócz smykałki do żużla, jedyny żyjący do dziś król światowego żużla pochodzący z Nowej Zelandii miał również „nosa” do biznesu. Za 500 funtów, które były nagrodą za wywalczenie pierwszego indywidualnego mistrzostwa świata otworzył sklep z płytami w pobliżu stadionu Wimbledonu. Później miał własną szkolę nauki jazdy, był dealerem Jawy, a także udziałowcem w kopalni diamentów znajdującej się w Liberii. 

– Mieliśmy nawet  w pewnym momencie wejść na giełdę. Operacja wyceniana była na ponad 40 milionów dolarów. Jednak po zamieszaniu na giełdzie w 1987 roku spakowaliśmy z synem walizki i odeszliśmy – wspominał Briggs senior. 

Obecnie Barry Briggs mieszka w Kalifornii i nadal stara się aktywnie spędzać swój czas. Przed niedawną wymianą stawu biodrowego chodził i jeździł na rowerze dwie godziny dziennie. 

– Chcę robić to, co robię do swojej śmierci. Dla mnie życie to gra. Jak je tak traktujesz, ono do Ciebie wraca. Trzeba próbować być szczęśliwym. Nikt nam nie pomoże, jeśli sami będziemy nieszczęśliwi – mówił przy okazji swoich niedawnych 90. urodzin dla dziennika Press, Barry Briggs. 

– Kto był z naszej trójki najlepszy? Ronnie, Ivan czy ja? Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Statystycznie oczywiście Ivan. Myślę, że każdy z nas spełnił swoje marzenia o byciu najlepszym i dostarczył kibicom wiele radości. To chyba najważniejsze – mówił nam legendarny Nowozelandczyk podczas rozmowy w Gorzowie w roku 2022.

Autor tekstu oraz Barry Briggs przed GP w Gorzowie.2022

W artykule wykorzystano materiały: „Wembley and Beyond” – biografia Barry’ego Brigssa oraz dziennik „The Press”